Pierwszy hollywoodzki film Park Chan-wooka to spore wydarzenie, zwłaszcza, że za scenariusz odpowiada rozchwytywany ostatnio Wentworth Miller, a przed kamerą Mia Wasikowska i Nicole Kidman.

Jak to często bywa, duża ilość dobrych składników nie musi dać dobrego rezultatu. „Stoker” aspiruje do bycia dusznym thrillerem klimatem przypominającym stare filmy, podczas seansu których widz ciągle pytał o to, kto zabił. Rozkręca się jednak strasznie wolno. Pierwsze trzydzieści minut dłużyły się w nieskończoność i miałem wrażenie, że reżyserowi z rąk co rusz wypadają kolejne cegiełki napięcia.

Cała intryga zaczyna się, kiedy umiera mąż Evelyn i ojciec Indii – Richard. Na jego pogrzebie pojawia się tajemniczy brat, postanawiajacy spędzić z krewniakami kilka dni. Starszą z kobiet Charles praktycznie od razu zachwyca, a jego – wydawać by się mogło – przesadzony wygląd i maniery tylko temu sprzyjają. Młodsza od razu podejrzewa przystojnego wuja o nie do końca czyste intencje, równocześnie jednak zgłębiając swoje nim zainteresowanie.

„Stoker”, jak wspomniałem na początku, chce być rasowym thrillerem dziejącym się na zamkniętym obszarze (lwia część ma miejsce w posiadłości Evelyn). Przez pierwszą godzinę, a może i dłużej jednak, nie potrafi niczym zaskoczyć, jest przewidywalny i nudny. Sytuacje ratują pojedyncze sceny, nakręcone w charakterystycznym dla Parka Chan-wooka stylu.

Największą zaletą filmu jest właśnie jego strona wizualna. Już na początku intrygują wplecione w kadry napisy początkowe. Wiele ujęć zdaje się aż prosić, by je przeciągnąć, przetrzymać jeszcze kilka sekund. Zaznajomieni z twórczością reżyseria z pewnością wiedzą o czym mówię. Nawet to, że nie grają tu aktorzy azjatyccy nie usuwa ze „Stokera” tej Azji, którą emanuje Park.

To jednak nie wszystko, by utrzymać widza na skraju fotela. Przez większość seansu nie poświęcałem fabule należytej uwagi, bo nie potrafiła mnie do tego skłonić. Wszystko jest wyłożone klarownie i prosto, nie trzeba się zastanawiać ani analizować praktycznie niczego – finał dla wielu i tak będzie oczywisty od początku.

Również aktorzy – mimo że nie schodzą poniżej pewnego poziomu – nie przyciągają uwagi. Mia Wasikowska jako typowa outsiderka nie zachwyca niczym nowym, niczym czego nie widzielibyśmy w masie innych filmów. Podobnie neurotyczna Kidman czy uwodzicielski i tajemniczy Goode.

„Stoker” świetnie sprawdza się jako sztuka wizualna. Poszczególne kadry, ujęcia, czy nawet sceny potrafią zachwycić, jednak fabuła zostaje w tyle. Film nie jest przedobrzony, bardziej mam wrażenie, że to materiał źródłowy nie sprostał wymaganiom i reżysera, i widowni.