Kontynuacja przebojowego „Metal Gear Solid” to jedna z najciekawszych gier dostępnych na PlayStation 2.

Oczekiwania były wielkie, podobnie jak presja fanów. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co będzie w „MGS2”, zwłaszcza, że twórcy, kiedy już pokazali materiały z rozgrywki, to takie, które demonstrowały głównie grafikę czy nowe umiejętności Snake’a.

To, czego Snake nauczył się od ostatniego spotkania, to skok przed siebie, chowanie się do różnego rodzaju szaf czy celowanie z widoku pierwszej osoby zdecydowanie przydały się i ubarwiły rozgrywkę, zwłaszcza, że twórcy znacząco utrudnili życie graczom. Przede wszystkim, przeciwnicy dużo lepiej „myślą”, są bardziej czujni i dociekliwi, słyszą kroki (gdy biegniemy) i inne głośne dźwięki (np. gdy poślizgniemy się na… ptasich odchodach).

Solid Snake głównym bohaterem jednak nie jest. Sterujemy nim jedynie w krótkim fragmencie stanowiącym prolog do całej historii. Podobnie jak etap z windą w części poprzedniej, tak i tutaj możemy uznać to miejsce za kurs obsługi – tu już bardziej zaawansowany.

Nie Snake, to kto? Głównym bohaterem „Metal Gear Solid 2” jest, znany z „Revengence”, Raiden. Niech nikogo nie zmyli jego wygląd we wspomnianym tytule. Tutaj jest typowym żółtodziobem, aparycją przypominający anemiczną tlenioną blondynkę.

Żarty żartami, ale postać Raidena, mimo że zrobiona po to, by kobiety mogły się lepiej z nim identyfikować, okazała się prawdziwą kością niezgody. I tak naprawdę nie było osób, które byłyby w pełni zadowolone. Grupy dzieliły się na tych, którzy go nie cierpieli i na tych po prostu nie lubiących herosa. Faktyczne, ruch to odważny, zwłaszcza, że Solid Snake z miejsca stał się postacią kultową i kojarzoną wszem i wobec.

Nie ma tego złego, jak to mawiają. Zmiana protagonisty na bardziej ludzkiego pozwoliła na sporo ruchów fabularnych. Raiden – w przeciwieństwie do Snake’a – ma życie poza pracą.  Nie jest też tak wyszkolony, więc czasem musi polegać na wiedzy czy pomocy innych.

Głównym miejscem akcji jest oddalona od lądu o trzydzieści kilometrów oczyszczalnia morska. To kompleks budynków połączonych ze sobą mostami, co skutecznie zmienia rozgrywkę. Przemieszczanie się między budowlami wymusza – tak naprawdę – wystawienie się na widok, bo kładki są obserwowane – przez strażników i przez latające, uzbrojone kamery.

„Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty” to dobra kontynuacja przygód Snake’a, jednak ma swoje wady. Wyraźnie widać, że ambicja Hideo Kojimy wzięła tu górę i chciał stworzyć coś, co pierwszego „MGSa” przeskoczy pod każdym względem. Niestety, momentami przeskoczył aż za wysoko. Przykładem może być fabuła, miejscami będąca tak zakręconą, że ciężko nadążyć. Również końcówka gry – z ciekawym elementem burzenia czwartej ściany – wydaje się trochę przegięta.

Na pytanie, czy to gra lepsza od „Metal Gear Solid” odpowiadam – nie. Ale to wcale nie znaczy, że to pozycja zła. Wręcz przeciwnie – jest świetna. Ma bardziej rozbudowaną rozgrywkę, mimo wszystko ciekawą fabułę i świetną grafikę. Jest też dłuższa i znacznie trudniejsza.

Gra ukazała w odnowionej wersji się jako część kolekcji „Metal Gear Solid HD Collection”.