Rzadko się zdarza, żeby zespół po ponad dwudziestu latach mniej lub bardziej ostrego grania nagrywał akustyczny album. I to jaki!

Pierwszy kontakt z „Rewind the Film” to przede wszystkim dwa pierwsze utwory, które przypominają wcześniejsze dokonania Manicsów i pozwalają łatwo zidentyfikować wykonawców nawet bez patrzenia na pudełko. Utwór tytułowy to jednak wielka nowość. Za główny wokal – po raz pierwszy w karierze – nie odpowiada Bradfield, a Richard Hawley, brzmiący tu jakby nie miał niespełna czterdziestu, a ponad siedemdziesiąt lat.

Kiedy zespół wypuścił ten kawałek na swoim Facebooku, byłem bardzo zdziwiony – właśnie przez innego wokalistę Już wcześniej Walijczycy romansowali z duetami, choćby na „Little Baby Nothing” z Traci Lords czy „Your Love Alone is Not Enough” z Niną Persson, ale nigdy nie oddawali aż tyle pola. Na początku piosenka w ogóle mi się nie podobała i uznałem ją za pomyłkę.

Za pomyłkę uznałem właściwie całą płytę. Poza dwoma pierwszymi piosenkami, nie byłem w stanie znaleźć tu niczego ciekawego i po kilku pobieżnych przesłuchaniach rzuciłem Manicsów w kąt. Gdyby nie fakt, że niedługo wychodzi ich nowy album, pewnie „Rewind the Film” dalej musiałoby czekać.

Na szczęście postanowiłem dać jej jeszcze jedną szanse. To była cholernie dobra decyzja, bo gdy dać krążkowi trochę więcej uwagi, otwiera się na nas wręcz zjawiskowo.

Jak wspomniałem na początku, „Rewind the Film” jest niemal w całości złożony z gitary akustycznej i delikatnej perkusji. Daleko od swoich głośnych gitar i wrzasku odeszli Manic Street Preachers, a i sam Bradfield śpiewa tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Szczególnie widać to w świetnym „Anthem for a Lost Cause” czy w trochę bardziej energicznym „30-Year War”.

Na osobny akapit zasługują teksty. Fakt faktem, Manicsi, jak mało który zespół rockowy, nie schodzili tu poniżej pewnego poziomu, ale tutaj jest wybitnie. Już pierwsze słowa albumu – „I don’t want my children to grew up like me” pokazują, że muzycy na dalszy plan spychają swoje polityczne poglądy i zdecydowanie bardziej interesuje ich to, co teraz, co było i co jeszcze będzie.

Świetnym tego przykładem jest tekst „Rewind the Film” o wspomnieniach i pięknym, jednak uciekającym czasie. Hawley świetnie radzi sobie w roli głównego wokalisty, ale dla fanów Bradfielda również coś się znajdzie – jeżeli refren w jego wykonaniu to za mało, na płycie z wersami demo muzyk śpiewa całość.

„Rewind the Film” to – wbrew temu, co słyszałem – jeden z najmniej przystępnych krążków Manicsów, przynajmniej dla ludzi, którzy zespół już znają. Nauczony tym, co serwują od ponad dwudziestu lat nie byłem gotowy na delikatny, wyciszony materiał, przez co sporo straciłem podczas pierwszego kontaktu. Dopiero odstawienie płyty i powrót do niej po kilku miesiącach zrobiły swoje.

Świetny zbiór spokojnych, osobistych i czasem nawet intymnych utworów. Zdecydowanie najlepszy album od czasów „Know Your Enemy”.