Rzadko zdarza się, żeby kreskówka kierowana do dzieci była tak dobrym seansem dla dorosłych.

Słysząc zdanie stwierdzające, jak w latach dziewięćdziesiątych było lepiej, mówiąc wprost, krew mnie zalewa. Większość takich wypowiedzi popartych jest nostalgią, nie faktyczną konfrontacją z faktami. Ta może zakończyć się różnie – często niekorzystnie. Inaczej jest ze stworzonym przez Craiga Bartletta serialem.

„Hey Arnold!” to historia tytułowego czwartoklasisty i jego przyjaciół ze szkoły i podwórka. Próżno tu jednak szukać przygód nadzwyczajnych, jakkolwiek odbiegających od normalności. To właśnie siła tej animacji – normalność.

Wszystko, z czym styka się Arnold, może przydarzyć się każdemu. Zgubienie ulubionej czapki, zeszytu z wierszykami czy wybranie się na mecz bejsbolowy (a to tylko początek pierwszego sezonu!) to nic więcej, niż normalność, a nawet przeciętność. I w tym tkwi główna zaleta „Hey Arnold!” – Arnoldem tak naprawdę może być każdy.

Dodatkowym atutem są miejskie legendy. Ich obecność nie tylko świetnie uwierzytelnia przedstawiony świat, ale i służy za najciekawsze motywy fabularne. Na początku serialu Gerald (najlepszy przyjaciel głównego bohatera i skarbnica legend) opowiada o Chłopcu ze Schodów. Przedstawia wszystkie wersje tego, jak ten się tam znalazł, ubierając całość w szaty tajemnicy. Arnolda ciekawi to do tego stopnia, że postanawia sam poznać prawdę. Podobnie jest z wieloma innymi historiami – z „Wielkim Cezarem” czy „Królem kanałów”.

Kolejną wielką zaletą są sami bohaterowie, mimo, że wszyscy mniej lub bardziej schematyczni (Arnold to typowy „dobry dzieciak”, Harold to osiłek, a Helga – chłopczyca). Nie wolno też zapominać o postaciach drugoplanowych – mieszkańcach kamienicy. Każdy ma swoją historię i przynajmniej jeden odcinek jest mu poświęcony. Bardzo cieszy, że twórcy zadbali o takie szczegóły.

„Hey Arnold!” to dość nietypowa, ale wyborna animacja. Dla dzieci ma świetną kreskę i dobry morał. Starsi znajdą tu te same zalety, plus okazjonalne smaczki w postaci gagów czy sytuacji nie będących do końca dopowiadanych czy mówionych wprost.