Rozszerzenie do „Diablo III” znacząco odświeża rozgrywkę, ale nowa zawartość pozostawia sporo do życzenia.

O tym, że produkcję Blizzard bezwarunkowo uwielbiam, pisałem nie raz, nie dwa, a trzy. Opinie te nadal podtrzymuję, a gra z nowym dodatkiem jest jeszcze lepsza i bardziej przyciąga do ekranu. Największymi zaletami nie są jednak ani nowa postać (Krzyżowiec), ani dodatkowy akt.

Siła „Reaper of Souls” to przede wszystkim przemodelowany system rozgrywki. Blizzard zrezygnował z domu aukcyjnego i wprowadził tzw. „Loot 2.0”, czyli – mówiąc w skrócie – dużo częstsze znajdywanie przedmiotów legendarnych i setowych. To dobry ruch o tyle, że faktycznie ciężko było dobrze się uzbroić na poziomach niższych niż inferno.

Zmianie uległy też poziomy trudności – zamiast koszmarów i piekieł mamy normalny, wysoki, ekspert, mistrz i udręka (dzieląca się na sześć etapów). Zwiększają one kolejno punkty życia przeciwników, ale i częstotliwość wypadania dobrego sprzętu. Niestety, zdrowie potworów szybko staje się dość nieproporcjonalne do posiadanego sprzętu. I tak grając na poziomie mistrz spotykamy bossa mającego bagatela sto milionów punktów, podczas gdy nasza postać zadaje ok. trzystu tysięcy punktów obrażeń na sekundę. Nietrudno policzyć, ile taka walka trwa.

Blizzard powinien – zamiast zwiększać wytrzymałość do śmiesznych granic – dodać potworom umiejętności i zwiększyć ich siłę. Teraz starcie często opiera się na wskazywaniu przeciwnika i czekaniu, aż ten padnie. Obrażenia, jakie odnosimy są leczone przez nasz sprzęt.

Druga ważna zmiana to poprawiony end-game. Po ukończeniu kampanii nie musimy od nowa przechodzić wszystkiego – możemy spróbować swoich sił w zleceniach dziejących się w świecie gry. Mamy tam możliwość przyjmowania zadań na zasadzie podobnej z „Diablo II”. Jest jakieś miejsce, które trzeba wyczyścić z potworów, jakiś przeciwnik do zabicia czy kapliczka do oczyszczenia. Teleportujemy się tam (lub idziemy pieszo – zależy od upodobania) i rozgramiamy wszystko, co się rusza. Nagroda to doświadczenie i Klucze szczeliny.

Klucze szczeliny to przedmioty potrzebne od otwarcia tzw. Szczelin Nefalemów. Są to losowo generowane lochy, w których zwiększony jest procent szansy na dobry sprzęt i złoto i po którego ukończeniu dostajemy również nagrody.

Rozrósł się też limit doświadczenia – postaci mogą teraz dochodzić do siedemdziesiątego, dodano też nowe umiejętności (i dodatkowy slot na umiejętność pasywną). Kolejne punkty gromadzą się na poziomy mistrzowskie, a dzięki nim można rozwijać postać już wedle uznania (zwiększać np. siłę).

Najmniej ciekawe rzeczy zostawiłem na koniec. Nowy bohater – Krzyżowiec – wydawał się bardzo ciekawy na zapowiedziach i filmach promujących grę. W praniu jednak okazał się być zbyt… silny. Już na pierwszych kilku poziomach doświadczenia otrzymuje tak mocne umiejętności, że walka staje się banalna (wystarczy wspomnieć możliwość noszenia dwuręcznej broni w jednej ręce czy Chłostę). Niemniej jest ciekawy i wart spróbowania – z pewnością przyda się obok Barbarzyńcy w wyprawach sieciowych.

Piąty akt to jedna z najlepszych rzeczy w „Lord of Destruction”, dlatego wiązałem duże nadzieje z nową fabułą w „Reaper of Souls”. Niestety, ale ten tutaj wydaje się być zbieraniną pomysłów z wcześniejszych etapów i gier. Są elementy przypominające łudząco las z pierwszego czy koszary z trzeciego aktu. Końcówka z kolei kojarzy mi się z Fortecą Pandemonium z „Diablo II”. Również ostatni przeciwnik – Mathael – nie jest w połowie tak groźny jak Diablo chwilę wcześniej. Poza dużą ilością zdrowia, niewiele może zrobić.

„Diablo III: Reaper of Souls” to świetne rozszerzenie jeżeli chodzi o modyfikację systemu i tryb zleceń. Zawodzi jednak nowa treść. Mimo to, stanowi dobrą okazję, by grę odkurzyć lub dać drugą szansę. Fanów zachęcać nie muszę – pewnie mają egzemplarz od premiery.