Kiedy oglądałem nagraną na YouTube rozgrywkę z jednego z flagowych w tamtych czasach tytułów na Wii – „Red Steel 2” – myślałem, że to jest jedna z gier, dla których kupuje się konsolę.

Rewolucyjność Wii nie leży – jak w nadchodzącej generacji konsol – w oprawie. Ta  tutaj może się ścigać z dobrze zrobionymi produkcjami na PlayStation 2. To, co sprawia, że na punkcie konsoli Nintendo oszalał świat, to kontroler. Twórcy „Red Steel 2” doskonale zdawali sobie z tego sprawę i – wykorzystując przystawkę „Motion Plus” – dali graczom w dłoń prawdziwą katanę i rewolwer.

Połączenie westernu, science-fiction i feudalnej Japonii to coś, o czym nie słyszymy codziennie. Najbliżej temu znajdują się takie klasyki, jak choćby „Cowboy Bebop”, w którym zresztą się zakochałem. Nic dziwnego, że zaledwie kilka dni po kupnie konsoli znalazłem używaną kopię „Red Steel 2” i na przybycie listonosza czekałem, jak na zbawienie.

Gra zaczyna się dość nieszablonowo, bo nie widzimy niczego, poza tylnym kołem motoru i rąk naszej postaci przywiązanych do pojazdu. Po kilku bardziej drastycznych wywrotkach udaje się bohaterowi ujść nie tylko z życiem, ale i z rewolwerem. Dzięki niemu torujemy sobie drogę do byłego mistrza, który pożycza nam swój miecz. Od tej pory mamy już wszystko, czego potrzeba, by rozgromić gang Payne’a.

Zabawa z kataną jest przednia. Dzięki „Motion Plus”, możemy zadawać ciosy o różnej sile i o takim kącie, jaki nam się podoba. Przeciwnicy również nie stoją bezczynnie – strzelają, atakują swoimi nożami czy mieczami. Na szczęście, twórcy przewidzieli, że każdy szanujący się fan filmów z samurajskim orężem w roli głównej będzie chciał korzystać z niego również defensywnie. Możemy blokować, parować ciosy, wykonywać przeróżne kombinacje, dobijać leżących, czy nawet… odbijać lecące w naszą stronę kule.

Część związana ze strzelaniem nie różni się od innych gier oferujących taką rozrywkę. Proste namierzenie przeciwnika i strzelenie to wszystko, czego „Red Steel 2” wymaga. Jednak rewolwer bardziej przydaje się do otwierania klap w drzwiach czy rozwalania obiektów – przeciwnicy zdecydowanie wolą być pokonywani mieczem.

Graficznie gra stoi na wysokim poziomie. Programiści Ubisoft doskonale zdawali sobie sprawę, że Wii nie potrafi pociągnąć jakkolwiek fotorealistycznej grafiki, dlatego poszli w innym kierunku. Oprawa bardziej przypomina komiks czy dobrą, starannie narysowaną animację, niż nową (w 2010 roku) grę. Dźwięk również jest bardzo fajny, z kulami świszczącymi koło uszu i soczystymi odgłosami ścierającej się stali na czele.

Niestety, „Red Steel 2” to także problemy. „Motion Plus” znany jest z tego, że potrzebuje kalibracji. Kiedy już to zrobimy, teoretycznie powinien działać normalnie. No właśnie, nie zawsze. Często trzeba powtórzyć manewr, bo gra po prostu przestaje dobrze reagować i ruch wykrywany jest połowicznie. Oznacza to przerwy w zabawie tylko po to, by odłożyć kontroler i poczekać, aż ten znowu się uspokoi. Pewnie powoduje to fakt, że machamy nim we wszystkie strony i szybko, i mocno. Pech jest taki, że ten – niby niewielki – problem może zepsuć zabawę i wyprowadzić z równowagi.

„Red Steel 2” to świetna gra. Niestety, na Wii nie ma wielu pozycji, które pozwalałyby używać Wii Remote bardziej jako faktycznego przedmiotu niżeli jako wskaźnika. Mimo swoich problemów z gubieniem kalibracji dostarcza mnóstwo zabawy i zmęczenia (w końcu machanie ręką przez kilkanaście minut swoje robi) w świetnej oprawie.

  • TomekBuszewski

    test1