Rzuć kamieniem, a trafisz na kogoś, kto ogląda jakiś historyczny serial. Czy to na faktach, czy też nie, bohaterowie wieku dwudziestego i dwudziestego pierwszego (poza kilkoma wyjątkami) ustąpili miejsca swoim dawnym przodkom.

Fenomen takich, czy to właśnie historycznych, czy fantasy, serii jak „Gra o tron”, „Rzym”, „Rodzina Borgiów” czy innych, dziejących się ileś-set lat przed czasami współczesnymi (lub osadzonych w świecie podobnym do średniowiecza) jest widoczny już od jakiegoś czasu. Nic w tym dziwnego, ileż można oglądać zgorzkniałego lekarza, mafijnego bossa, zagubionych w czyśćcu czy siedzących (i uciekających) za niewinność. Na tle tych wszystkich ugruntowanych pozycji kanadyjscy wikingowie mogą wydawać się niewielcy. Ale mężowie północy zawsze liczyli nie na wielkość floty, ale na jej skuteczność.

„Vikings” to historia bohatera wielu legend i opowieści skandynawskich, Ragnara Lodbroka. Mimo, że źródła opisujące jego dzieje nie są do końca jasne czy klarowne, nic dziwnego, że Michael Hirst, pomysłodawca całego przedsięwzięcia, wybrał właśnie jego. W końcu to właśnie takie scenariusze, pokazujące, że nawet rolnik, jeden z wielu, może stanąć na czele wielkich wypraw i okryć sławą swój kraj, sprzedają się najlepiej.

Wszystko zaczyna się w momencie, gdy Ragnar wyrusza na coroczne spotkanie z jarlem. Tam dowiedzieć się ma, jakie ziemie wikingowie najadą w nadchodzącym sezonie. Jednak sam ma większe ambicje, niż jego dowódca i twierdzi, że zamiast eksplorować bezpieczny wschód, warto postarać się o coś więcej. Proponuje, by wyruszyć na zachód, do ziem nieznanych. Spotyka się naturalnie z odmową i jednocześnie ściąga na siebie gniew przywódcy. Urażona ambicja najlepiej skrzepi się podczas działania, więc Lodbrok, po ówczesnym zaplanowaniu wszystkiego, namówieniu swojego brata i kilku innych wojowników, rusza na zachód.

Niespodziewany sukces ekspedycji staje się ością w gardle jarla Haraldsona i iskrą, która wznieca ogień w całej wiosce.

To, co stawia serial „Vkings” nad wieloma innymi serialami, to historyczna dokładność. Jak wspomniałem, Ragnar Lodbrok jest bohaterem wielu legend tamtejszych ziem. Mimo, że nie wszystko odwzorowano tak, jak w starych zapiskach, nadal śmiało można powiedzieć, że ten serial to dobre źródło wiedzy nie tylko o ówczesnym życiu, ale i o obszernej nordyckiej mitologii. Pretekstem do opowieści o bogach staje się chrześcijański kapłan, którego Lodbrok przywiózł z pierwszej wyprawy do angielskiego Lindisfarne. Wielokrotnie poruszany jest też aspekt wiary wśród tamtejszych wojowników. Chociaż w tradycji Europy południowej i środkowej wikingowie są nazywani poganami, ich pobożność i nierzadko ślepe zawierzenie licznym bóstwom zdaje się nie ustępować niczym na przykład tradycji chrześcijańskiej.

Świetne zdjęcia i muzyka sprawiają, że bardzo dobrze wyreżyserowany scenariusz przeradza się w prawdziwe widowisko. Mimo, że nieraz da się zauważyć, jak duża przepaść finansowa dzieli serial HISTORY od produkcji HBO, całość nie schodzi poniżej wysoko ustawionego poziomu.

„Vikings” to świetna okazja dla osób, których mitologia nordycka i ówcześni interesują. Serial nie stanowi dokładnego historycznego źródła, ale pozwala zdobyć wyraźne wyobrażenie o życiu ludzi północy.

Od września 2013 polski oddział HISTORY ma puszczać serial „Wikingowie”. To świetna okazja, by go obejrzeć, tym bardziej, że produkcja jest dosyć świeża – pierwszy odcinek wyemitowano pół roku temu.

  • http://walkingfear.blogspot.com wmichael

    Bardzo dobry serial. Realistyczny, dobrze odzwierciedlający realia. A poza tym posiadający klimat, dobre aktorstwo i sensowny scenariusz.

    Jedna uwaga do Twojego tekstu – „Gra o tron” nie jest serialem historycznym. Jasne, Martin pisząc swa sagę fantasy wzorował się na pewnych wydarzeniach historycznych (np.: wojna Dwóch Róż), ale całość opowieści to fantastyka.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Jest dobry, prawda, mimo wad i kilku nieścisłości. To chyba najlepsza produkcja traktująca o wikingach, jaką widziałem. Dodatkowe punkty, że lubię te tematy i grę „Rune” :)

    Co do tego historycznego serialu, to był skrót myślowy, faktycznie niefortunny. Wziąłem po prostu w jeden termin wszystko, co dzieje się albo w przeszłości, albo w „settingu” przypominającym przyszłość (Jak „Gra o tron” czy rodzimy „Wiedźmin”). Dzięki że to wytknąłeś, poprawię!