Mario to najbardziej znany bohater gier wideo. Nie bez powodu – praktycznie wszystkie tytuły z nim w roli głównej z miejsca stają się komercyjnymi hitami i zdobywają rzesze fanów.

Przygody wesołego hydraulika nam kojarzą się głównie z dwoma wymiarami i pikselową  grafiką. Nic dziwnego – najpopularniejszy w Polsce był przecież „Pegazus” z dołączoną dyskietką zawierającą między innymi „Super Mario Bros.”. Ta gra położyła niejako fundament pod całą przyszłą serię (mimo, że nie była pierwszą pozycją z Włochem). Kolejnym skokiem naprzód była „Super Mario 64”, bo przedstawiła trzeci wymiar – coś, czego wszyscy wówczas wymagali od gier wideo.

Tradycją jest, że każda konsola od Nintendo ma przynajmniej jedną grę z Mario. Zatem Wii – nazywane wcześniej Revolution – dostało swoją. A skoro sama konsola miała być rewolucją, to flagowa seria na niej też powinna. „Super Mario Galaxy” pojawiło się w 2007 roku i od razu stało się jednym z najważniejszych powodów do kupna nowego dziecka Wielkiego N.

Gra kontynuuje zaczęty w „Super Mario 64” trend zdobywania złotych gwiazdek, co wydaje się być bardziej konstruktywne niż odwiedzanie pustych zamków. Na każdą nagrodę przypada jeden etap, przy czym niektóre są dość krótkie i możliwe do ukończenia w kilka minut, inne zaś trwają naprawdę długo i są do tego piekielnie trudne. Na szczęście równowaga między jednymi i drugimi jest zachowana. Oficjalnie do zebrania jest sto dwadzieścia gwiazdek (w tym ukryte), ale kiedy tego dokonamy, dostajemy możliwość przejścia gry kimś innym.

Zabawy w grze wystarczy na bardzo długo, szczególnie że etapy zaprojektowane są bezbłędnie. Seria z Mario w roli głównej znana jest z tego, że poziom trudności nie jest irytująco, a zachęcająco trudny. Ważne jest to o tyle, że kiedy tracimy w jednej krainie kilkanaście skrzętnie zbieranych żyć (licznik resetuje się przy włączeniu gry), to zamiast ciskać pilotem w ścianę, analizujemy, co zrobiliśmy źle.

Nie psuje tego też sterowanie. Hydraulik z płaskiego, mogącego biegać i skakać pajacyka urósł do rangi prawdziwego zawadiaki. Teraz – dzięki wstrząśnięciu kontrolerem – może zakręcić się i uderzyć wroga, czy użyć tej umiejętności by wykonać tzw. double jump. Do tego dochodzą zdobywane moce, jak latanie, miotanie ogniem, lodem czy zamiana w pszczołę.

Naturalnie, grze towarzyszą nowi wrogowie spotykani w kosmosie. Nie ma już tylko żółwi i grzybków. Na prawie każdej planecie zobaczyć możemy kogoś nowego, przy czym nie wszyscy tak ochoczo wejdą pod potężne ciosy naszego bohatera.

Świat w grze jest podzielony na galaktyki, te z kolei na planety. Wystrój – mimo faktu że przebywamy w kosmosie – jest bardzo zróżnicowany. Od zielonych, przypominających pierwsze gry krain, przez pustynne, industrialne czy – wreszcie – kosmiczne. Do tego dochodzi fakt, że wraz z naszym postępem niektóre ukończone już przez nas galaktyki mogą nawiedzać komety oferujące dodatkowe wyzwania i gwiazdki.

Trzy lata zajęło twórcom „Super Mario Galaxy” zrobienie kontynuacji. Gra bez błędów to określenie stosowane często na wyrost, jednak nie w tym przypadku. Podczas, gdy pierwsza część posiadała wady, choćby takie jak konieczność chodzenia po domkach kierujących do krain, część druga takich problemów nie ma.

Po raz kolejny dostajemy możliwość uratowania Księżniczki Peach. By tego dokonać, musimy przejść przez wszystkie możliwe galaktyki. Tym razem twórcy przeszli samych siebie, ponieważ poziomy są tak zróżnicowane, jak to tylko możliwe. Krainy zasypane śniegiem, dżungle, zatopione światy. Jest tego naprawdę dużo, przy czym każda z takich planet wymaga innego podejścia i oferuje inne moce. Możemy na przykład zamienić się w sprężynę, w wiertło, w kamień, a nawet w chmurę. Na niektórych planszach musimy sterować latającym ptakiem, gdzie indziej toczyć się na ogromnej kuli. Wszystko to za pomocą naprawdę precyzyjnego Wiimota.

Obie gry sprawiają, że konsola Wii staje się niemalże niezbędna nie tylko dla fanów wąsacza, ale dla każdego, kto lubi taką rozrywkę. Seria „Super Mario Galaxy” zapewnia zabawę na wiele godzin dla fanów tak bijatyk, przygodówek jak i zręcznościówek.

Ewa też pisała o Mario!