Na wielu listach serial „Attack on Titan”, czyli w oryginale „Shingeki no Kyojin” stawiany jest w pierwszej dziesiątce wszechczasów, często w piątce, nierzadko nawet na podium. Nie wiem tylko, czy do końca zasłużenie.

Akcja dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, w której ludzkość została zepchnięta do życia za wysokimi murami chroniącymi ich przed tajemniczymi Tytanami. Te niebezpieczne, mierzące od dwóch do nawet kilkunastu metrów stworzenia upodobały sobie – mimo że nie potrzebują tego do przeżycia – pożeranie przedstawicieli naszej rasy żywcem.

Po zbudowaniu wielkiego, wielometrowemu muru wydaje się, że – przynajmniej tymczasowo – można żyć w miarę normalnie. Tak też jest, przez wiele lat. Aż do pewnego wyjątkowego dnia, w której ów mur został zburzony.

Głównymi bohaterami są Eren, Mikasa i Armin. Wszyscy troje postanawiają wstąpić do tamtejszego wojska, którego głównym celem jest zwalczanie potworów. Czas spędzony w koszarach jest pokazany zaledwie w kilku odcinkach i już po chwili grupa przyjaciół ma okazję stanąć oko w oko ze swoimi największymi przeciwnikami.

Podczas starć na wierzch wychodzą cechy wszystkich biorących udział. Jedni boją się o swoje życie i starają się być zachowawczy, inni z kolei mają przed oczyma cel dużo ważniejszy niż oni sami i walczą za dwóch. Przykładem takiej osoby jest Mikasa, przybrana siostra Erena. Skryta i zamknięta w sobie przedkłada ponad wszystko inne ochronę brata – ostatniej części jej rodziny.

Razem z postępem odcinków poznajemy bohaterów coraz dokładniej. Retrospekcje nierzadko zajmują większą część odcinka. Niestety, często takie właśnie fragmenty wplatane są właśnie wtedy, kiedy z zapartym tchem czekamy na rozwój aktualnych wydarzeń. Zwolnienia akcji i cliffhangery są domeną „Shingeki no Kyojin”.

Na chwilę obecną serial ma dwadzieścia jeden odcinków. Jeżeli dobrze się zastanowić, akcję przedstawioną w tym czasie dałoby się pokazać w dużo mniejszej liczbie, gdyby – właśnie – nie było przedłużających się przerw. Naturalnie i one często są przydatne, bo stawiają jakże potrzebne tło pod postępowanie postaci, nieraz tłumaczą mechanizmy rządzące tamtym światem, czy pokazują, jak mało ludzkość wie o Tytanach. A jednak – wiele razy po seansie odnosiłem wrażenie, że twórcom albo brakuje materiału i nadrabiają dłużyznami (jakimi niewątpliwie są częste monologi bohaterów), albo mają zaplanowane więcej, niż ogłoszone obecnie dwadzieścia pięć epizodów.

„Shingeki no Kyojin” jednak nie samą akcją stoi. Jak wspomniałem, częste są monologi postaci. Do wielu w ogniu walki dociera nie tylko bezsens otaczającego go świata, ale przede wszystkim brutalne zwątpienie w jakiekolwiek powodzenie swojej i innych misji. Wielokrotnie jesteśmy świadkami załamywania się bohaterów, kwestionowania rozkazów czy sugestii i próśb innych. Widok łez – zarówno i kobiet i mężczyzn – jest w tym anime bardzo powszechny. Jednak nigdy nie są to sceny nieuzasadnione, przekoloryzowane czy po prostu przesadzone.

Gdyby ktoś zapytał mnie, czy „Attack on Titan” to dobry serial, bez wahania odpowiedziałbym, że tak. Ma swoje niewątpliwe zalety, jak interesująca historia, świetne sceny walk czy zapierającą dech w piersiach oprawę, ale ma również wady. Zwalnia, momentami nuży i często zostawia z uczuciem niedosytu.