Najlepiej sprzedająca się ale i najbardziej kontrowersyjna gra w historii właśnie zaliczyła swój debiut na konsolach obecnej generacji. Czy odświeżone „Diablo III” potrafi się obronić?

Plotki o porcie na PlayStation 3 i X360 krążyły jeszcze przed premierą. Potem Sony dobiło targu z Blizzardem i najnowsza odsłona ich sagi miała być tylko u nich. Microsoft nie mógł stać z boku i dzięki swoim staraniom sprawił, że „Diablo III” jest dostępne na sprzęty obu gigantów. Osobiście wybrałem wersję na japońską zabawkę i od dnia premiery gram codziennie.

Jestem fanem komputerowego „Diablo III”, o czym pisałem nie raz. Według mnie nawet po roku grania trzyma ona poziom i nadaje się do zabawy, zwłaszcza, że twórcy nieustannie ją łatają i dodają tym samym nowe smaczki. Bałem się, że wersja na konsole będzie po prostu portem zrobionym na zasadzie „obsługi pada” i spłycenia rozgrywki do samego jej sedna. Byłoby to po prostu nudne, bo wystarczyłoby skończyć kampanię raz, góra dwa i odstawić płytę na półkę. Na szczęście Blizzard mocno dba o markę.

Pierwsze uruchomienie to chwilowy szok. Przede wszystkim, cały ekran został przemodelowany. Zniknął szeroki na cały ekran pasek u dołu. Zastępuje go skromny HUD z paskiem życia (zamiast kuli) i zbiornikiem energii naszej postaci. Wprowadziło to u mnie spory zamęt, ponieważ odruchowo patrzyłem nie na kurczący się pas, ale na kulę, co skutkowało nierzadko śmiercią (grając barbarzyńcą, furia rośnie z każdym ciosem) lub przynajmniej tarapatami. Na szczęście przyzwyczaiłem się do nowej konfiguracji po kilku godzinach.

Kolejna wielka zmiana to okna związane z ekwipunkiem (plecak, skrytka, sklepy i rzemieślnicy). Znaną od pierwszej części siatkę na przedmioty zastąpiła lista pokazująca co, w jakim stanie i jakiego rodzaju mamy. To bardzo wygodne, bo nierzadko trzeba było na szybko usunąć kilka rzeczy, żeby zmieścić nowy topór. Teraz jest po prostu limit kilkunastu egzemplarzy.

Najważniejsze na koniec. Sterowanie. Wiadomo, że mysz jest w grach z rzutem izometrycznym jest idealna i bałem się, czy grzybek analogowy będzie potrafił choć w połowie oddać tę precyzję. Na szczęście Blizzard idealnie poradził sobie z dostosowaniem gry do padów. Za ruch odpowiada lewy analog, za unik (nowa opcja) prawy. Umiejętności znajdziemy przypisane do przycisków z prawej strony, mikstury, ekwipunek i inne – z lewej. Sterowanie jest bardzo intuicyjne i po kilku godzinach można zapomnieć, co robiło się myszą. Na szczególną uwagę zasługuje opcja namierzenia przeciwnika (tzw. lock-on) świetnie sprawdzająca się u postaci walczących dystansowo.

Jeżeli o samą grę chodzi, to nie straciła niczego po drodze na konsole. Ba, spokojnie można uznać, że sporo zyskała! Kontrolowanie postaci za pomocą pada i dodanie opcji uniku spowodowało, że rozgrywka przyspieszyła znacznie. Dla mnie osobiście intuicyjność pada jest dużo większa, niż klawiatury, więc idzie mi dużo przyjemniej nawet w momencie, gdy testuje umiejętności postaci i zmieniam przypisane im przyciski co kilkanaście minut.

Największą bolączką wersji komputerowej był loot. Może nie było tak tragicznie, jak pisali niektórzy („biegam na inferno z przedmiotami z normala!”), ale obecność domów aukcyjnych (tego działającego za złoto i tego za prawdziwe pieniądze) wyraźnie zmniejszyła ilość dobrych przedmiotów znajdowanych na drodze. Ma to pewnie kilka uzasadnień, ale najbardziej nasuwa się to, że skoro Blizzard bierze do kieszeni procent od każdej zakończonej sukcesem aukcji, to bardziej opłaca im się pozwolić graczom kupić, niż znaleźć te magiczne spodnie. „Diablo III” na konsole nie oferuje domu aukcyjnego, więc twórcy mogli pozwolić, by przedmioty leciały jak deszcz. I faktycznie, pod koniec pierwszego aktu prawie całe moje uzbrojenie składało się z przedmiotów legendarnych (!). Na szczęście nie były to rzeczy, z którymi mógłbym kończyć kampanię i już po kilku minutach zmuszony byłem je wymienić na inne (unikalne, ale z lepszymi statystykami).

Dużo dobrych przedmiotów spowodowało, że gra może stać się łatwiejsza. W momencie, kiedy pod koniec trzeciego aktu na etapie Piekło zadawałem obrażenia na poziomie +50k, faktycznie szło mi jak z płatka. Ale i na to Blizzard ma rozwiązanie. Świat Sanktuarium zwiedzać można na kilku poziomach trudności – na niskim, normalnym i wysokim. Poza nimi dostajemy też tzw. modyfikatory (poziomy Mistrz I – V), które zwiększają i poziom trudności, i zysk (+60-100% do znajdowania przedmiotów i złota, +120-200% do doświadczenia).

Największą wadą gry jest to, że jako posiadacze wersji komputerowej nie dostajemy kompletnie nic. Byłoby cudownie, gdybyśmy mogli przenieść postaci z Battle.netu na konsole, dostać zniżkę czy choćby jakąś gratyfikację wirtualną (dostęp do bety zbliżającego się dodatku?). Niestety, musimy zapłacić kolejne 160 zł. Na szczęście, warto.

„Diablo III” na konsole to świetna pozycja. Nazwanie jej portem nie oddałoby sprawiedliwości, bo wyraźnie widać, że masa rzeczy została zrobiona od nowa. Nie wiem, czy taka wersja była w planach od początku, ale nawet jeśli tak – warto było na nią poczekać! Według mnie, to najlepsza dostępna opcja gry.