Powrót Trenta Reznora do nagrywania pod szyldem Nine Inch Nails przyćmiewa wszystkie inne wydarzenia muzyczne w tym roku. Czy „Hesitation Marks” jest tym, na co czekali fani?

Można się kłócić, czy kierunek obrany przy pracowaniu nad „Year Zero” i kontynuowany do dzisiaj wyszedł Trentowi na dobre. Odejście od dusznych, ciężkich industrialowych klimatów na rzecz bardziej elektronicznych motywów w muzyce Nine Inch Nails to wolta jak mało która w historii rocka. Prywatnie uważam, że to jeden z czynników, który pomógł przetrwać formacji próbę i czasu, i słuchaczy, którzy też się przecież starzeją. Co prawda niejednokrotnie, słuchając starych dokonań Amerykanina żałuję, że powtórki z „Somewhat Damaged”, „Gave Up” czy „Closer” nie będzie, ale nie przeszkadza mi to cieszyć się nowym materiałem.

Dwa pierwsze utwory na jeszcze ciepłym „Hesitation Marks” przypominają wczesne dokonania artysty, jednak to wrażenie szybko blednie i nie pomaga mu nawet oprawa wizualna znanego z „The Downward Spiral” Russela Millsa. Wraz z pierwszym singlem, „Came Back Haunted”, wyraźnie widzimy, że to pełnoprawne NIN w nowszej wersji.

Nowe wydawnictwo Reznora ma wszystko to, co oferował „The Slip” i miejscami wydaje się nawet przyćmiewać tę płytę, ale tylko miejscami. Momenty, w których jest kiepsko występują, i to występują często. Dobrymi przykładami są „All Time Low” i „Disappointed” pokazujące, że świeże pomysły to ostatnio u Trenta towar deficytowy. W kwestii bardziej kameralnych (jeżeli o kameralności można mówić w przypadku) kawałków na pewno lepiej radzi sobie „Various Methods of Escape”, „Running” czy zbliżający nas do końca „While I’m Still Here”.

Trudno powiedzieć, co kierowało Nine Inch Nails przy wydawaniu tego albumu. Nie wiem, czy jedynie chęć zarobienia (bo przecież Reznor bardzo dobrze stoi pod tym względem ze ścieżkami dźwiękowymi), czy pretekst do powrotu do tras koncertowych, czy – w końcu – chęć manifestacji swojego bądź co bądź trochę odświeżonego muzycznego oblicza.

Kwestię tego, czy Reznorowi udało się osiągnąć sukces „Hesitation Marks” bardzo ciężko jest rozstrzygnąć. O sukces finansowy tego albumu bym nie podejrzewał – choćby dlatego, że nie jest to materiał pierwszej próby i do sklepów najpierw udadzą się zatwardziali fani, reszta albo poczeka na dogodne promocje, albo zadowoli się – podobnie jak ja – przesłuchaniem przez Spotify. Sukces artystyczny z kolei rozstrzygnąć może tylko on sam.

Powrót Nine Inch Nails to dla mnie ważna informacja. Niestety Reznor już od jakiegoś czasu rozmienia się na drobne do tego stopnia, że premiera „Hesitation Marks” to po prostu „kolejna płyta” w tym roku.

  • oak

    Miałem ochotę wdać się w polemikę nt tego albumu, ale słowa: „Trudno powiedzieć, co kierowało Nine Inch Nails przy wydawaniu tego albumu. Nie wiem, czy jedynie chęć zarobienia (…)” przekonały mnie tylko jak blade pojęcie o TR i samym NINie ma autor tej „recenzji”. Także odpuszczam.

  • http://buszewski.com Tomek

    Dziękuję, że odpuszczasz. Na drugi raz weź pod uwagę, że nawet Trent zarabia na tym, co robi. Gdyby tak nie było, nin.com oferowałoby opcję „download now”, nie „buy now”.