To już drugi raz, kiedy Johnny Depp wciela się w postać stworzoną przez Huntera S. Thompsona. Ostatnio jednak był zdecydowanie bardziej niegrzeczny i ciekawy.

Historia „The Rum Diary” obraca się tym razem nie wokół Raula Duke’a, ale Paula Kempa – innego quasi-aliasu pisarza – nowego członka zespołu redakcyjnego The San Juan Star. Świeża twarz to często nowe wydarzenie – tak jest i tym razem. Osobą dziennikarza interesuje się wpływowy biznesmen – Hal Sanderson, który – razem z kolegami – potrzebuje dobrego PR-u do nie do końca dobrego interesu. Mimo wątpliwości, Kemp zgadza się na współpracę, czując się dłużnikiem nowego przyjaciela. Dodatkowym bodźcem – jak to często bywa – jest kobieta.

Życie w San Juan w latach 60-tych ma, jak wszędzie i zawsze, swoje dobre i złe strony. Do tych pierwszych można zaliczyć klimat i widoki, do drugich – wszechobecne ubóstwo i nędzę rzucającą się w oczy Amerykanowi szczególnie w kontraście ze stylem życia Sandersona  i jego świty.

Poprzednio, kiedy Depp wcielał się w Thompsona, centrum uwagi i kamery, i widza były narkotyczne szaleństwa jego i jego przyjaciela. Tutaj, mimo że Kemp często jest albo pijany, albo w trakcie upijania się, jakiekolwiek wyskoki schodzą na bardzo daleki plan, a nas interesuje głównie nierówność społeczna i patrzenie jak jedni chcą zarobić kosztem innych.

Siadając do filmu nie oczekiwałem szaleństw na miarę „Fear and Loathing in Las Vegas”, ale nie nastawiałem się też na podpitego Deppa walczącego o prawdziwą, szczerą, nie bojącą się wyzwań prasę. Wraz z biegiem czasu, rośnie niepotrzebny patos Kempa, pojawiają się niemalże nadęte deklaracje i zamiary kompletnie nie pasujące do postaci, jaką poznaliśmy na początku. Jeżeli twórcy chcieli pokazać, jak bardzo zmieniły go nędza i ubóstwo mieszkańców San Juan, to zostało to proces jako taki został praktycznie pominięty, a w finale widzimy dwóch różnych ludzi. W końcu jednak i Kemp uświadamia sobie, że słowo pisane – mimo że nierzadko potężniejsze od miecza – nie zawsze wystarcza, by pokonać całe zło tego świata.

Wbrew wielu opiniom, film mnie nie znudził, obsada również nie zawiodła. Mimo, że Depp jest zbyt grzeczny, to mimo to gra świetnie. Kroku dotrzymuje mu momentami tylko zbyt schematyczny Eckhart i Ribisi w jednej ze swoich najlepszych ról. „The Rum Diary” to dobre, choć trochę zbyt idealistyczne i ogólnikowe kino.

  • http://walkingfear.blogspot.com wmichael

    Mam ambiwalentne odczucia wobec tego filmu. Z jednej strony w miarę ciekawa historia, przynajmniej teoretycznie (książki nie czytałem). Z drugiej – było sporo nudy w tym filmie. Obejrzałem i zapomniałem.

  • http://buszewski.com Tomek

    Ciekawa ta historia może była na początku, potem zaczęło robić się sztampowo. Gdyby nie końcówka mówiąca „nie wszystko możesz wygrać”, film byłby dużo gorszy.