Najnowsza gra z uniwersum „Metal Gear Solid” ma wszystkie cechy rasowego slashera obecnej generacji. Ale ma też kilka smaczków, które skutecznie ratują ją przed byciem kopią „Ninja Gaiden” czy „Devil May Cry”.

Spin-offy mają do siebie to, że często trzon rozgrywki zmieniają o 180 stopni względem oryginalnej serii. Tak jest tutaj. „Metal Gear Solid” to skradanie się i unikanie wrogów za wszelką cenę. „Metal Gear Rising: Revengeance” to otwarta walka z hordami przeciwników w piekielnie efektownej oprawie.

Bohaterem gry jest znany fanom Snake’a Raiden. Żeby nie spoilerować, powiem tylko, że zmienił się od czasów poprzednich dwóch gier, w których występował – i to na lepsze. Nie jest już żółtodziobem z „Metal Gear Solid 2″, nie jest też ofiarnym mistrzem zen z czwartej części. Może to fakt, że znów jest główną postacią, a może pomysł na jego ewolucję, ale dopiero teraz Jack pokazuje swoją naprawdę ludzką twarz i emocje, jednocześnie pozostając tym, kim się urodził.

„Revengeance” ma – jak wspomniałem – wszystkie cechy nowoczesnego slashera. Szybką, wartką akcję, dobrze wyważony poziom trudności, różne klasy przeciwników i szczyptę elementów zręcznościowych. Ma też kilka elementów wyróżniających ją na tle innych. Jednym z nich jest unikalny system parowania ataków. Jak pisałem w „pierwszych wrażeniach„, polega na przechyleniu gałki analogowej w stronę nadchodzącego ciosu i wciśnięcie przycisku ataku. To świetnie wpływa na imersję, bo nie wystarczy trzymać wciśniętego bloku, by stać się nietykalnym, jak w innych grach. Tutaj każdy cios należy sparować, a kiedy jest ich sporo i zadawane są szybko, staje się to nie lada wyzwaniem, ale i zabawą. Zrobienie tego w odpowiednim momencie skutkuje możliwością automatycznego kontrataku.

Drugi element, ten najbardziej promowany przez twórców i będący niemalże rewolucją to precyzyjne cięcie. Wystarczy wcisnąć jeden guzik, by wejść w tryb cięcia i – do wyboru, gałką analogową lub przyciskami ataku – wyprowadzić chirurgicznie precyzyjne ruchy pozwalające szatkować wrogów i elementy otoczenia na strzępy. Naturalnie, nie działa to od razu i na wszystkich. Najpierw przeciwnika należy „osłabić” zadając mu regularne ataki. Dopiero, kiedy będzie się słaniał, można rozpołowić go i wyrwać mu zasilanie (najczęściej w formie kręgosłupa) przywracające Raidenowi energię.

Historia przedstawiona w grze nie ma wiele wspólnego z tą, której bohaterem jest Snake. To to samo uniwersum i niektóre motywy (głownie Patrioci), ale wyraźnie widać, że chodzi tu o co innego. Ścieżka rozgrywki również nie jest taka, do jakiej przyzwyczaił nas Wąż. Etapy podzielone są na niedługie misje, których finałem jest pojedynek z bossem. Rozwiązanie przypomina trochę akty znane z „Metal Gear Solid 4″, ale tutaj jest to dużo krótszy i bardziej jednostajny obszar.

Największą zaletą, obok świetnego systemu walki, jest grafika i płynność. Widać, że Platinum Games odrobiło lekcje po nieudanej „Bayonetcie” i teraz wersja na PS3 jest bez zarzutu. Zwolnienia pojawiają się jedynie kilka razy i to w momencie, kiedy Raiden rozmawia przez codec. W czasie walki płynność jest bardzo zadowalająca. Na dużą pochwałę zasługuje też muzyka. W odróżnieniu od poprzedników, nie ma tu kompozycji (neo-)klasycznych, a są szybkie, rockowe i metalowe kawałki skutecznie nadające szybkie tempo walce.

Największą wadą gry nie jest – wbrew pozorom – jej długość. Mimo, że przejście zajmuje sześć, siedem godzin, nie jest to czas, w którym się nudzimy. A rozciągnięcie jej o dodatkowe minuty mogłoby takie znużenie wprowadzić. Ten problem to sztuczny wzrost trudności w ostatnich etapach. Co to znaczy? Kiedy normalnie atakuje nas trzech, czterech, no, pięciu przeciwników na raz, potem jest ich dwa razy więcej. Są tak samo łatwi do zabicia, ale ich ilość skutecznie przeszkadza w wyprowadzaniu combosów i granie staje się irytujące.

„Metal Gear Rising: Revengeace” to świetna gra akcji z głębokim system walki i dopracowaną oprawą. Dodatkowo, kupując grę z pierwszej ręki dostajemy możliwość ściągnięcia skórki Gray Fox’a – obowiązkowy element dla fanów pierwszej części.

  • http://walkingfear.blogspot.com wmichael

    Będę jednak musiał pójść do kumpla i pogierzyć. Że też tego nie ma na peceta…

  • http://buszewski.com Tomek

    Nie wiem, czy na PC daliby radę odwzorować system cięcia. Masz jedną mysz do takich ruchów, tutaj dwoma gałkami się robi. Niby jest WSAD, ale jakoś to niezbyt mi się widzi. Ale MGS5 na PC chyba będzie. Zresztą, teraz komputery w odwecie, więc coraz więcej gier się będzie ukazywać. Naturalnie z wykręconymi wymaganiami.

  • Pingback: Wysoka częstotliwość – Pierwsze wrażenia z dema „Metal Gear Rising: Revengeance” | tomek.buszewski.com()

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Zaraz, zaraz. Ledwo wróciłeś z hibernacji na blogu, a już naklepałeś tyle milion notek. Nawet nie zauważyłem i teraz muszę się cofać. I od razu zgłaszam wniosek formalny o notkę na temat, który będę mógł komentować, bo z gier to ja gram w Ricka Dangerousa online we flashu. Ale że w ciemię bity nie jestem, to wiem, że PS4 się ukazuje. I tak nie kupię, ale wiem. W sumie to ciekawe. Firma Sony wydaje nowe Playstation z numerem 4. gdyby to firma Samsung wydawała Playstation numer byłby 10456GE45ST.

  • http://buszewski.com Tomek

    Mam teraz czas i ochotę pisać, bo się z roboty zwolniłem. A komentować możesz np. wpis o Strachach nowy :D

    Nowe PS wychodzi i fajnie, będzie pewnie kosztować ze dwa tysiące na starcie, ale zobaczymy. Samsung przecież wydaje telefony z normalnymi nazwami, Samsung Galaxy 551 na przykład.A, zaraz… :D A serio, oni chyba za dużo modeli mają, konsola będzie teraz czwarta w historii (od dwudziestu lat chyba), cztery modele telewizorów to Samsung robi tygodniowo (na to wygląda w sklepie przynajmniej).

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Samsung robi WSZYSTKO.