Pierwsze sygnały braku jakiegokolwiek dystansu do siebie Krzysiek Grabowski zaczął wysyłać przy okazji kawałka „Żyję w kraju” Strachów na „Dodekafonii”. Potem, przy omawianej przeze mnie książki „Auto-bio Grabaż” i fragmentach, w których otwarcie narzekał na fanów. A teraz jest jeszcze lepiej.

Ale od początku. Pierwsze kawałki niestety nie zachwycają. Mimo, że trzeci w kolejce „Bankrut” jest najlepszym utworem na płycie, blaknie on przy materiale choćby z „Piły tango”. Strachy na Lachy najbardziej wyróżniało niecodzienne, jak na polską muzykę popularną, instrumentarium. Częste wstawki klawiszowe, akordeonowe, harmonijkowe, duży zakres perkusji i bębnów różnego rodzaju czy w końcu przeróżne loopy i efekty dźwiękowe skutecznie wyłaniały ich spośród innych grup ograniczających się do perkusji, gitary i basu. Niestety, „!TO!” w tej kwestii zawodzi na pełnej linii – jest nudno, sztampowo i bardzo przeciętnie. Gdyby nie głos Grabowskiego i wyraźnie zaznaczony na pudełku zespół, nie uwierzyłbym, że nagrali to ci sami ludzie, którzy stoją za „Pogrzebem króla” czy nawet albumem „Autor”.

Jeśli o teksty chodzi, Grabowski nie wychodzi poza swój schemat utarty przez lata grania w Strachach i Pidżamie. Nic w tym złego, bo jego liryki albo się lubi, albo nie. I mimo, że sam zaliczam się do pierwszej grupy, w końcu i ja musiałem, cytując Grabaża, zapytać „kurwa, co jest?”. Promujący płytę „I can’t get no gratisfaction” to otwarty manifest braku dystansu do siebie i swojej sztuki. W utworze padają nazwiska najważniejszych polskich muzyków obecnego pokolenia i dziwi mnie w tym jedno – nie wydaje mi się, by Muniek Staszczyk, Maciej Maleńczuk czy Artur Rojek spędzali całe dnie na forach, shoutboksach last.fm czy facebooku i śledzili opinie na ich temat. Po prostu nie widzę Staszczyka siedzącego popołudniu przy komputerze i narzekającego na to, że dwóch dzieciaków kłóci się, który kawałek T. Love jest najgorszy. A Grabowski najwyraźniej ma na to czas i ochotę. Będąc muzykiem, trzeba po prostu zrozumieć fakt, że na jednego fana przypada jeden antyfan.

Strachy na Lachy, wydając dwa albumy z coverami (choć „Autora” lubię) straciły w moich oczach wiele. I kiedy bardzo fajną „Dodekafonią” wrócili na wysokie miejsce, nudny, sztampowy i nagrany chyba z nudów i jakiegoś przymusu „!TO!” zepchnął ich tak głęboko, jak jeszcze nie byli. Cytując Ewę, „gdybym to ja kupiła tę płytę, byłoby mi wstyd”.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Przylazłem tutaj. Nie bardzo wiem o czym Grabaż śpiewa w tym „i cant get…”, ale mnie wkurwia to marudzenie polskich kuglarzy jak Kazik czy Grabaż. Najbardziej z polskich śpiewaków lubię Maleńczuka, ale nie za piosenki, bo te gówniane teraz, ale za podejście. On chyba jako jedyny mówi wprost, że sztukę ma w dupie, on sobie śpiewa dla kasy i uciesze gawiedzi. Najlepiej śpiewając znane piosenki. A taki Grabaż wielki artysta, bo w zespole mu grają razem z gitarą akordeony i trąbki, a on zaspiewa, że kocha. Sztuka panie. A w internetach się nie znają i hejtują.

    A Strachów to kompletnie nie znam. Jak słyszę coś w radiu, to mam wrażenie, że to jedna i ta sam piosenka jest. Tylko taka długa. Ty masz cierpliwość do tego Grabaża, pamiętam jak Pidżamę tłukłeś.

  • http://buszewski.com Tomek

    Dla mnie Grabaż spoko, póki nie zaczyna prywaty. Ja rozumiem, że boli, że komuś coś się nie podoba, ale w każdym miejscu, przy każdej okazji wywlekanie tego, że „a ten to powiedział, że słabe Strachy, huj jeden na kaczych nogach” to wiesz, za dużo. „I can’t get no…” to tylko jeden przykład, jest np. kawałek „Gorsi”, gdzie Grb wyraźnie mówi że nowi fani są do dupy (pewnie dlatego, że potrafią obsługiwać Internety i wypisywać co myślą, gówniarze jedne).

    Z polskich muzyków, to faktycznie Maleńczuk mówi wprost, Staszczyk też fajny, bo chyba kompletnie kładzie lachę na wszystko, Myslovitz było spoko (dopóki Rojal nie odszedł). Nigdy nie pojmowałem jednego – czego ci ludzie się wstydzą, do cholery? Że gram, żeby zarobić? Aktorzy tego nie mają i jakoś cieszą michy mówiąc „zgarnąłem za ten film dwieście milionów dolarów u es a”. I nikt nie odmawia sztuki Von Trierowi, czy kunsztu Pacino, mimo że wiadomo, że (szczególnie ten drugi) srają hajsem a ich filmy to wydarzenie. Bitelsi zresztą też, przecie oni o kasę robili otwarty rozpierdol, jak założyli Apple żeby im skarbówka nie zjadła wszystkiego. Lennon na zakupach był jak w domu, a mimo wszystko czterdzieści lat potem ludzie ich nie tyle słuchają, co się nimi inspirują i Sztuka o nich mówią.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Jest jeszcze Kult. Nie zapominajmy o Kulcie. Staszczyk to w sumie na luzie gość. A propo ostatniego T.Love (nie słuchałem), to śmieszne jest to powracanie do źródeł. Polski mejnstrim powraca teraz do źródeł. Amerykańskich. Wagle, Staszczyk, kto tam jeszcze. Powrót do źródeł, gramy tera bluesa. I rocka.

    A propo, to na okładce Teraz Rocka Strachy na Lachy byli. Wiedziałeś? Kto by się spodziewał w sumie ;)

  • http://buszewski.com Tomek

    Nie widziałem, bo nie kupuję Tyra Rocka, a „salony prasowe” w Sanoku zajebany Panią domu i Najem, ale dziś sobie myślałem, że Strachy pewnie po gazetach teraz latają, bo nowa płyta. Śmieszne, że oni zdają się pozować na offowy zespół, a Ewka mi mówiła, że w Warszawie na co drugich juwenaliach Grabaż z kolegami.

    Każdy chyba powraca do źródeł. Nowy T. Love to ten z „Gnijącym światem”, czy coś nowszego? Bo ten nawet spoko, ale jakby wyciąć połowę kawałków, byłoby super.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Nowy T.Love nazywa się „Old is Gold” i nie wiem czy tam jest jakiś Gnijący Świat. Ale muszę się pochwalić, że też nie kupuję Teraz Rocka. Rzuciłem to. A na okładkę zerknąłem, bo miałem nadzieję, że będzie Led Zeppelin :D

    Strachy jak Kult. Gwarancja dobrej zabawy wśród podchmielonej publiczności. Idealna muzyka do chlania i bujania.

  • http://buszewski.com Tomek

    Huh, to ta płyta T. Love co słyszałem, to już stara. „I Hate Rock ‚n’ Roll” czy coś. A za takie gadanie o Kulcie to ponoć w pysk można dostać, więc uważaj :D A serio, Kult był spoko, dopóki Kazik nie strzelił z tym fochem na ludzi co ściągają płyty. Od tej pory przestały smakować wszystkie jego kawałki.

    Swoją drogą, Steven Wilson ostatnio nieźle rozwiązał problem piractwa. Na Facebooku napisali, że płyta wyciekła i że szkoda, bo wydanie oryginalne będzie na wypasie, bo Steven dogląda itd. I że jak ściągnąłeś, to spoko, ale może kup. Ale i tak najważniejsze, żeby muza się podobała. Nie wiem, czy to taki apel pod publiczkę (ostatnio modne jest wspieranie piractwa), czy na prawdę Wilson jest już nażarty do tego stopnia, że ma w dupie (no w sumie przytył), ale tak czy siak, widać poziom. W przeciwieństwie do kurew, co się schylają po kradzione.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Steven tyle się nagrał i naprodukował, że z samych tantiemów za bycie w stopkach redakcyjnych różnych płyt sobie żyje. Więc pewnie podchodzi na luzie. A Kazik pewnie ma dość bujania się po juwenaliach. Pewnie se myśli, że skoro napisał takie fajne piosenki, to teraz powinien siedzieć i patrzeć jak publika kupuje, kupuje, kupuje, a potem pieje, pieje, pieje z zachwytu. A potem ewentualnie koncercik w CBGB’s. Pamiętam jak Kazik Na Żywo tę nową płytę nagrał, to też chryja była, a przecież takie ładne piosenki.

    A o T.Love nowym nie słyszałeś, bo Teraz Rocka nie czytasz.

  • http://buszewski.com Tomek

    No pewnie tak, w końcu on robił remastery King Crimson w 5.1, a na czym jak na czym, na miksach przestrzennych on się zna.A Kazik w ogóle jest w Polsce? Gdzieś czytałem, że on na jakichś długich wakacjach zagranicą, bo wkurwiony jest na kraj (i na kurwy).

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Kazik ma chałupę w Hiszpanii chyba. Czemu się w sumie nie dziwię, bo gdybym był Kazikiem, to też bym miał. I też bym w Polsce nie siedział, tym bardziej, że Hiszpania fajna. Tam jest ciepło.

    Kiedyś byłem na koncercie Porcupine Tree. Średnio mi się podobało.

  • http://buszewski.com Tomek

    Jakbym ja był Kazikiem, też bym miał chatę w Hiszpanii, albo Portugalii. Ale Kazik taki ostatnio podkurwiony na świat, że pewnie nawet tam za gorąco, za sucho albo coś.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    A może za dużo turystów z Polski?

  • http://buszewski.com Tomek

    Bardziej za mało sklepów z polską muzą. W Hiszpanii jego płyty się nie sprzedają. A pewnie pirackie wersje mają na swoich hiszpańskich dyskach!

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    A na oryginały mają The Cult!

  • http://buszewski.com Tomek

    Wypluj to! Tfu!