Blizzard swoje „Diablo III” (o którym już pisałem) tworzył przez dwanaście lat. Oczekiwania były bardzo duże, szczególnie, że poprzednia część nadal jest uruchamiana przez miliony graczy. Codziennie. Czy dzisiaj, po ponad pół roku od premiery, najlepiej sprzedająca się gra nadal jest warta kupienia? 

To, czy warto kupić „Diablo III” w wersji konsolowej, omawiam tutaj.

Nieczęsto zdarza się, żeby gra będąca na rynku dziesięć miesięcy nadal trzymała cenę. Z „Diablo III” tak jest – prawie dwieście złotych, jak w połowie maja 2012, tak dzisiaj. I nadal twierdzę, tak samo jak w poprzednim tekście, że warto wydać te pieniądze na produkt Blizzarda. Może nawet dziś opłaca się to bardziej, niż wtedy.

Po premierze gra miała wiele mniejszych i większych wad. Chociaż nie przeszkadzały one w zabawie (poza błędem 37), fora kipiały z niezadowolenia. Jednak, wbrew temu, co wszyscy mówili, Blizzard nie wypiął się na fanów. Przecież mogli – pobili rekordy sprzedaży, świat ogarnęła niemal histeria, w sklepach dochodziło ponoć do wyrywania sobie pudełek. Zarobili tyle kasy, że mogli powiedzieć „przykro nam, ale my tak widzimy tę grę” i zabrać się za klepanie dodatkowych aktów. A ludzie dalej by grali, do „Diablo III” wciągało jak ruchome piaski. Im bardziej chciałem wrócić do pracy, do czytania czy do oglądania serialu, tym więcej było do zrobienia. Jednak, tak się nie stało.

Praktycznie od samej premiery wychodzą łatki. Z jednej strony – rzeczy, które mogli zrobić wcześniej. Z drugiej – lwia część zawartości patchów to sugestie użytkowników. Niedawno ukazał się patch 1.0.7 dodający możliwość walk gracz-konta-gracz (czyli PvP). Mimo, że wiele osób narzeka na działanie tego rozwiązania (sam nie testowałem, zawsze wolałem zabawę w kampanię), jest to kolejny gest ze strony Blizzarda mówiący „zależy nam na tym, co mówicie”. Bo przecież mogli wypuścić teraz rozszerzenie z nowym aktem, przedmiotami i właśnie PvP. Ale zamiast tego te rzeczy pojawiają się w aktualizacjach. Darmowych.

Skoro już wyjaśniłem, że twórcy gry – mimo narzekania, że to łase na pieniądze lenie –  jednak nadal nad nią pracują. Ale, czy to jedyny powód, by kupić „Diablo III” dzisiaj, kiedy graczy jest zdecydowanie mniej, niż choćby pół roku temu? Nie.

Powodem numer jeden w takich grach zawsze będzie to, czy tzw. endgame, czyli to, co dostajemy po skończeniu kampanii, zdaje egzamin. W „Diablo II” dostawaliśmy kolejny poziom trudności, potem jeszcze jeden. Tu jest podobnie, z tym że poziomów jest trzy, nie dwa. Można powiedzieć, że to sztuczne wydłużanie gry, ale ja tak nie uważam. Gry hack’n’slash nie kupuje się, by doceniać fabułę, podziwiać kunszt aktorów podkładających głos czy analizować moralne wybory postaci. Grę hack’n’slash kupuje się w trzech celach: by nabijać poziomy, zdobywać coraz lepsze uzbrojenie i wykorzystywać te dwie zdobycze, by siekać coraz większe hordy wrogów. Czy w tych kwestiach „Diablo III” dostarcza? Tak.

Skończenie gry po raz pierwszy odblokowuje drugi poziom trudności w sposób tak naturalny, że można uznać to za kolejny etap gry, nie za jej ponowne przechodzenie. Co prawda akty są powtarzalne i pierwszy bywa nudny, a drugi nie bywa, tylko jest nudny, ale mimo wszystko, wspomniane wcześniej trzy cele zdają egzamin i tu. A kiedy przeciwnicy mają coraz więcej umiejętności i atakują w wielkiej grupie, o nudnej scenerii pustyni zapomina się w mgnieniu oka.

Jeżeli „Diablo II” to jedna z gier, którą uruchamiałeś/aś w ostatnim miesiącu, czy nawet roku, a „Diablo III” na Twoim komputerze nie gości, najprościej byłoby zapytać, czego od tej pozycji oczekujesz. Przyznam szczerze, że podczas instalacji nie byłem pewien, czego chcę. Czy tylko dwójki w lepszej oprawie? Kompletnego przemodelowania rozgrywki i rewolucji gatunku? Czegoś pomiędzy? Nie wiedziałem i co lepsze – nawet teraz nie wiem. „Diablo II” to inna gra, na to nic nie poradzimy ani my, ani Blizzard. Zmiany w nowej odsłonie są spore i nie każdemu wejdą w krew po dwunastu latach klikania rękawicą. Nie wszystkim przypadną też do gustu, bo to w końcu zmiany.

Mimo wszystko jednak, mimo zmian i faktu, że obie części dzieli przepaść pogłębiana teoretycznie przez dwanaście lat, „Diablo III” to świetna gra. Warto wydać te dwie stówki, szczególnie że twórcy nadal aktualizują i dopracowują tytuł.