Możesz już przeczytać recenzję ten gry. Pierwsze wrażenia dostępne w dalszej części wpisu.

Nowa gra z serii „Metal Gear” to zawsze wydarzenie. Zapowiadany już jakiś czas temu spin-off z Raidenem praktycznie od początku podzielił fanów na dwa obozy. Jedni sceptycznie podchodzili do slashera w świecie Snake’a, drudzy patrzyli w przyszłość entuzjastycznie. Ja, mimo niezbyt dużej miłości do Platinum Games, byłem w obozie optymistów. Słusznie?

Wersja demonstracyjna to jakieś dwadzieścia minut rozgrywki, jednak jej podstawy – czyli to, co nakręcało nas w trailerach – jest tu zawarte. Miecz wysokiej częstotliwości do cięcia wszystkiego. Dosłownie. Już na początku poziomu można w drobny mak posiekać drzewa, mosty i, zaraz potem, przeciwników. Nie jest jednak tak, jak wielu liczyło. Namierzenie i szybkie cięcie to nie wszystko, bo na nic się nie zda. Dopiero po osłabieniu kilkoma normalnymi uderzeniami można przejść w tzw. Blade Mode i poszatkować cybernetycznego wroga. Jeżeli cięcia zadane zostaną celnie, otrzymamy możliwość zakończenia efektowną animacją wyrwania kręgosłupa stanowiącego zasilanie podnoszące zarówno zdrowie jak i poziom naładowania miecza.

Sterowanie na pierwszy rzut oka nie wydaje się być skomplikowane. Dwa tryby ataku, skok, „wykończenie”, Blade Mode i tzw. Ninja Run (czyli szybsze bieganie z możliwością omijania przeszkód). Sielanka trwa mniej więcej do momentu spotkania poważniejszych przeciwników. Znane z „Metal Gear Solid 4″ modele Gecko proszą o więcej zaangażowania, niż walenie na ślepo w kwadrat. Wymagają też parowania i blokowania. Ej,zaraz, gdzie jest przycisk do blokowania?! Co to znaczy „lewa gałka + kwadrat”?! Tak, doznałem lekkiego szoku, gdy gra zademonstrowała mi, jak mam parować i blokować ataki. Należy to zrobić, popychając grzybek analoga w kierunku, z którego nadchodzi cios i wcisnąć „kwadrat”. Można to poznać po tym, że atakujący przez ułamek sekundy błyśnie na czerwono. Jakkolwiek dziwnie to brzmi – działa. I sprawia wielką frajdę, bo wreszcie unikanie ciosów nie ogranicza się do wciskania przycisku, a do prawdziwego wysiłku.

Graficznie – jest niesamowicie. Ani Konami, ani Platinum Games nigdy nie kojarzyli mi się z tymi, którzy z konsol wyciskają ostatnie poty, dlatego też na wiele nie liczyłem, trailery oglądając z przymrużeniem oka. Niepotrzebnie, jest naprawdę świetnie i płynnie. Tylko w jednym miejscu (kiedy Boris – przełożony Jacka – pojawia się pierwszy raz w oknie rozmowy) demo zwalnia dość mocno, ale dosłownie na dwie sekundy.

Od pierwszych minut czuć tę dzikość cechującą Platinum, ten szaleńczy pęd nie pozwalający się zatrzymać nawet na chwilę. Na szczęście – w przeciwieństwie do „Bayonetty” – twórcy nie poszli za daleko. Design rozpoczęty w ostatnich (jak dotąd) przygodach Solid Snake’a to świetne osiągnięcie i idealnie współgra z praktycznie pozbawionym ciała, cybernetycznym Raidenem (i vice versa).

„Metal Gear Rising: Revengeance” to zdecydowanie tytuł, który chcę mieć w dniu premiery. Opowiadają się za tym nie tylko świetny system atakowania i ogólny feeling, ale przede wszystkim naprawdę trudny do opanowania system bloków i kontr. Jestem pod dużym wrażeniem.

  • http://walkingfear.blogspot.com wmichael

    Ciekawe czy będzie wersja pecetowa lub na xBoxa. Chętnie bym odpalił.

  • http://buszewski.com Tomek

    Na 360 jest chyba już na Markecie, tylko nie wiem, czy dla goldów, czy dla każdego. Na PC nie wychodzi.

  • http://walkingfear.blogspot.com wmichael

    OK. Dzięki za info. Namówię kumpla żeby ściągnął demo.

  • Pingback: Metal Gear Rising: Revengeance | tomek.buszewski.com()