W ten weekend postanowiłam zrobić sobie trochę większy odpoczynek od pracy i bezczelnie, wakacyjnie się pobyczyć. Myślałam, że będzie leciał film za filmem, jednak głównie skupiłam się na książkach i Tomku, którego osoba cały czas mnie zaskakuje i cieszy jak pierwszego dnia naszej znajomości.

Dlatego udało mi się obejrzeć jedynie jeden film, tym razem w samotności. „Milczenie Lorny” obejrzałam właściwie przed chwilą. Widzę, że jakieś dwa lata temu zetknęłam się z tym filmem, bo pojedyncze sceny były mi dobrze znane, jednak ani nie zanotowałam żadnych emocji i wrażeń, ani nie pamiętałam samego sensu tego filmu. Produkcja ta opowiada o dziewczynie, która przyjechała z Albani, wzięła ślub z narkomanem w celu uzyskania belgijskiego obywatelstwa. W tle pojawił się kolejny klient, któremu musi się odwdzięczyć ślubem by on również został Belgijczykiem. Wszystkimi operacjami w związku ze ślubami, rozwodami itp prowadzi człowiek zwany Fabio, który każdemu swojemu pionkowi płaci grube pieniądze. Jednak w jego interesie jest to, by Lorna została wdową, zdanie „pani młodej” w tej sprawie kompletnie nie ma znaczenia. Film jest przesiąknięty chłodem, zwłaszcza w relacjach wszystkich bohaterów (nawet rzeczywistej pary jaką tworzą Lorna z Sobolem). Film mnie nie powalił na łopatki, jednocześnie jest on oryginalny, trudny i zupełnie mija się z szeroko rozumianą komercją. Podejrzewam że cztery lata temu w czasie premiery można było zapoznać się z nim zwłaszcza w kinach studyjnych. W filmie najbardziej podobało mi się aktorstwo Arty Dobroshi wcielającej się w rolę głównej bohaterki. Prawdopodobnie dlatego, ponieważ jej styl gry opierał się głównie na spokoju (przejawiającego się zwykłych ruchach, tonie głosu, spojrzeniach).

Jutro kolejny tydzień i kolejne filmy. Mam nadzieję, że i to i to udane :)

  • Shojin

    Ożesz.. Pisz więcej, więcej! Świetnie się czyta i może mnie tu jakiś film czy inny twór zainteresuje do zapoznania się n_n