Następca słynnego i do dziś ogrywanego „Diablo II” nadchodził w prawdziwych męczarniach. Wciąż trwały spekulacje co do dat premier, wielkie zaciskanie kciuków na początku roku i buczenie, gdy okazało się, że jednak to będzie kolejna zima bez nowej części. Dopiero teraz, w 2012 roku, Blizzard opublikował skończone „Diablo III”.

Tłumy rzuciły się na grę, serwery się zapchały, sklepy sprzedały wszystkie egzemplarze, a te wyjątki, które miały jeszcze kilka pudełek, podnosiły cenę. Masowe szaleństwo za grą komputerową, coś co jeszcze pięć lat temu ludzie wymawiali z drwiną, w końcu dosięgnęło Polskę. Ci, którzy swojej kopii nie kupili, kupowali klucze, nawet takie, które nie działają. Desperaci zgodzili się przepłacić i kupić za około 240zł grę (wirtualnie) od producenta.

Mnie – na szczęście – udało się zdobyć nowe „Diablo”. I co? Na pewno mogę powiedzieć jedno – warto było. Zacząłem dziś trzeci akt i przyznaję z ciężkim sercem, że dawno żadna gra nie dała mi takiej rozrywki. Od razu zaznaczam, że nie czytałem praktycznie żadnych informacji ani nie grałem w żadną betę czy coś w tym stylu. Chciałem zachować te wszystkie doświadczenia aż skosztuję prawdziwego produktu, jak wtedy, dwanaście lat temu, gdy zaczynałem drugie „Diablo”.

Pierwszą niezbyt miłą niespodzianką jest fakt, że aby grać nawet samemu, trzeba być zalogowanym na swoje konto Battle.net i podłączonym do sieci. Zatem nici z grania kiedy jest awaria sieci. Z jednej strony – uciążliwe, bo faktycznie występują i lagi, i odłączenia (co prawda trzy razy, ale jednak), i to tak naprawdę nie jest singiel tylko zamknięte multi. Ale, w każdej chwili istnieje opcja otworzenia gry i zaproszenia albo znajomych, albo całkiem obcych ludzi do pomocy. Nie testowałem tego, więc tylko napominam, że funkcja jest i brzmi fajnie. Znikną też problemy z awariami komputerów – budowana przez dwa lata postać nie zniknie wraz z formatem dysku, jak miewało to miejsce u tych, którzy nie grali po BN w dwójkę.

Kolejna nowość to kompletne przemodelowanie rozwoju postaci. Koniec z rozdzielaniem punktów i umiejętności przy awansie – gra sama to robi. To, wbrew temu co wszyscy mówią, fajne wyjście, szczególnie przy umiejętnościach. Dawniej, jeżeli na „koszmarze” jakaś umiejętność okazywała się jednak mało przydatna, wypadało grać od nowa, ewentualnie żmudnie przemodelowywać drzewko. Teraz, można praktycznie na gorąco testować nowe skille i wybrać ten najlepszy zestaw. Bo i pozmieniało się ułożenie. Od teraz jest jeden atak podstawowy (mający kilka wariantów) plus pięć innych umiejętności, dostępnych pod skrótem klawiszowym (i „prawą myszką”).

Przedmioty unikalne to też zmiana. Identyfikacja – chyba najbardziej irytujący motyw „dwójki” teraz przebiega automatycznie, tj. postać sama może to zrobić na miejscu. Po prostu zajmuje to chwilę, no i nie trzeba targać ze sobą księgi zwojów. To samo ma się z portalami do miasta – jeden zwój na całą grę, ale portal otwiera się kilka sekund. Nie ma więc szans na szybką ucieczkę z grona potworów. Chyba, że w grupie – jeden otwiera, reszta odciąga wrogów.

A i właśnie. Doszedłem do prawdziwej kości niezgody. Poziom trudności. Teraz, kiedy mam grę, przeglądam Internet za informacjami. Najczęściej znajduję ludzi narzekających że gra jest łatwa i drugich, odgrażających się, by poczekać do poziomu „inferno”. Fakt faktem, pierwsze dwa akty były proste. Końcowi przeciwnicy nie są wymagający, a mając dobre umiejętności lecznicze (gram Mnichem) można ich pokonać trzymając jedynie dłoń na myszce. Wierzę jednak, że na kolejnych poziomach trudności to się zmieni.

Pomniejszych zmian nie ma sensu wypisywać, są praktycznie kosmetyczne i nie wpływają na trzon rozgrywki (albo ja póki co ich nie wychwyciłem).

Graficznie, styl przedstawiony w „Warcraft III” obowiązuje, z lekkimi modyfikacjami, ale obowiązuje. Jest trochę komiksowy, jednak rozumiem tę decyzję. Blizzard chcąc, by jak najwięcej ludzi mogło grę uruchomić, wybrał po prostu gorsze graficznie, ale lepsze wydajnościowo rozwiązanie. Naprawdę, nie jest tak tragicznie, jak krzykacze… krzyczą?

Nie zostało mi nic innego, jak powiedzieć, że po tych trzech dniach gra wygląda świetnie i postawiłbym jej bardzo mocną dziewiątkę (historia to jedyny póki co minus). Czy to się zmieni – mam nadzieję, że nie. Wracam grać!

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    Trochę wkurzające są te ograniczenia – musisz mieć konto na battle.net, aktywnego neta itd. I później ludzię się dziwią, że dzieciaki ściągają zcrackowane wersje z sieci. Ale z drugiej strony zagrałbym w D3. Tylko, że mam za słabego kompa i mi nie pójdzie. Tak więc odpaliłem sobie Diablo II i też było fajnie ;)

  • http://buszewski.com Tomek

    Z jednej strony niby swoje postacie masz na necie, bezpiecznie, nie ma oszustów z podrabianymi herosami. Z drugiej – pad netu (reconnect na Neo), ktoś coś ściąga po wi-fi, czy nawet słabe łącze – pograłeś sobie.

    Niedługo wyjdzie pewnie emulator serwerów BN i pirackie wersje będą hulać po sieci. Chociaż, Blizzard sprzedał chyba +6mln kopii, to jemu to już wszystko jedno.

    A gra może Ci pójść, teoretycznie, bo chodzi na słabych komputerach. Postawili wyraźnie na to, żeby więcej ludzi mogło grać, niż na najwyższej klasy modele graficzne. Szkoda, że nie mam guest passa, bym Ci odstąpił.

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    Motyw z postaciami w necie jest jak najbardziej w porządku. Opisałeś to w recce i uważam, że to duży plus. Co do konieczności bycia on-line – Niby dziś są takie czasy, że każdy ma neta (a przynajmniej ci, którzy grają w gry), ale taka sytuacja – jadę w pociągu, mam lapka, ale nie pogram w D3 (brak wi-fi).

    Sprawdziłem wymagany konfig sprzętu. Nie pograłbym sobie tzn. gra może by ruszyła, ale miałbym stopklatki i zwisy. Chyba czas zainwestować w nowy sprzęt :) Jest kilka gier z ostatnich lat, które mnie ominęły. Tak to jest jak się gra mało, a kompa wykorzystuje do pisania tekstów i czasem oglądania filmów/seriali.

  • http://buszewski.com Tomek

    To jest plus kiedy masz dobry i stabilny dostęp do Sieci. Ja parę dni temu ściągałem parę paczek ze zdjęciami od klienta (w sumie ok. 6GB rawów) i nie pograłem, bo gra nawet nie dała rady pobrać danych mojej postaci, o odpaleniu faktycznej rozgrywki nie mówiąc.

    Kupiłem kartę do komputera (GF 8600GT) chyba cztery lata temu, procesor, płytę i pamięć trzy. Od tamtej pory dokupiłem tylko dwa dyski i nowy zasilacz, a nowe gry chodzą bez problemu. Sam się dziwię, bo masa osób wydaje krocie na grafikę, a ja jadę na karcie kupionej za chyba 300zł.

  • asdf

    @Tomek Niektórzy lubią ładna grafikę, ustawienia wysokie, dobrodziejstwa dx11.. itp… na 8600 nowe gry może się odpala ale poza ustawieniami minimalnymi to nie chce mi się wierzyć że chodzą, do tego tylko w dx10…………

    Co do diablo 3 i przymusu gry online jest to oczywiście ich drm. I to całkiem skuteczny. Jedne wytłumaczenie które ma dla mnie sens.

  • http://buszewski.com Tomek

    @asdf: kupowanie co pół roku karty graficznej tylko po to, żeby ustawić wysokie detale to głupota. I mnie nie przekonasz, że jest inaczej.

    A że DRM, to jasne, pewnie tak właśnie jest. Ale ma sens i korzyści.

  • Pingback: Nadal warto kupić „Diablo III”? | tomek.buszewski.com()

  • Pingback: "Diablo III: Reaper of Souls" | tomek.buszewski.com()