Nauczony poprzednimi niepowodzeniami w kontaktach z sagą „Twilight”, trzecią jej część – „Eclipse” – oglądałem jedynie z ciekawości. Niestety, po raz kolejny przez dwie godziny głównie się nudziłem.

Bezpośrednia kontynuacja „New Moon” podejmuje historię poprzedniczki niemalże od razu. Bella za wszelką cenę chce zostać wampirzycą, Edward stawia jej więc warunek – przemieni ją, jeżeli ta za niego wyjdzie. Niestety, ślub może nie dojść do skutku – na dziewczynę polują inne wampiry. Teraz klan Cullenów musi zawszeć pokój z wilkołakami, by razem chronić Isabellę.

Ten mrożący krew w żyłach zarys fabuły ma się nijak do konfliktu uczuciowego wewnątrz Belli. Ukochany Edward i starający się o jej względy Jake starają się nie odstępować dziewczyny na krok, co powoli sprawia, że sama zaczyna się gubić w labiryncie uczuć. Brzmi jak rozterka rodem z portalu dla nastolatków? Nic dziwnego, cały film jest utrzymany właśnie w takim klimacie. Bohaterka przez całe dwie godziny próbuje wszystkich sił, by „zjeść jabłko i mieć jabłko”.

Poziomu aktorskiego nie ma co oceniać. Warsztat ani Stewart ani Pattisona nie poprawił się ani o jotę, ich „gra” to wciąż recytowanie wykutych na pamięć kwestii przy pomocy jednej, góra dwóch min. Niestety, w tej części nawet najlepszy element poprzednich filmów – zdjęcia urodziwego amerykańskiego lasu – został zepchnięty na daleki plan, wytłuszczając za to komiczne animacje „walk” pomiędzy wampirami a przerośniętymi wilkami.

Jak w przypadku tekstu o „New Moon”, nie mogę powiedzieć że się zawiodłem, bo niczego nie oczekiwałem.

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    Dla mnie, jako dla fana literatury wampirycznej ten cały Zmierzch to żenada. Zarówno książka, jak i film. Targetem są chyba czytelnicy harlekinów. Wszystko w tym jest nie tak. Buuu… Dobrze, że człowiek może odreagować czytając „Nekroskopa” lub oglądając „True Blood”.

  • http://buszewski.com Tomek

    Pisałem o tym w tekście o dwójce. Praktycznie wszystkie najważniejsze elementy wampiryzmu u Meyer są – w najlepszym wypadku – karykaturą samych siebie.

    O „Nekroskopie” słyszałem już jakiś czas, takie dobre?

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    „Nekroskop” opiera się na bardzo ciekawym pomyśle – jest chłopak Harry Keogh, który może rozmawiać z umarłymi (czyli jest nekroskopem). W wyniku rożnych rozgrywek wdaje się w wojnę w wampirami. W tle są sekcje paranormalne, brytyjska INSEP i radziecka (rzecz dzieje się jeszcze za czasów Zimnej Wojny). Bardzo ciekawie przestawiono całą kwestie źródeł wampiryzmu. Nie chcę się treraz rozpisywać, bo te książki łatwo zaspoilerować. Cała seria mocno nierówna – bardzo dobry pierwszy tom, drugi słabszy, trzeci otwiera nowe możliwości i ukazuje źródło wampiryzmu, czwarty znów słabszy, piąty ok. Kolejne tomy (jest tego 12 czy 13) to już lektura stricte dla tych, którym spodobała się opowieść, ja wymiękłem przy ósmym tomie.

  • http://buszewski.com Tomek

    Trzeba będzie sprawdzić. Ale to później, teraz chcę przebrnąć przez całego Pratchett’a i Kafkę, a – szczególnie tego pierwszego – jest trochę.