Narkomania jest poza wszelkimi ramami czasu i miejsca. Problem ten jest wszechobecny, może dotyczyć każdego bez względu na wiek, płeć czy status społeczny. To jest choroba śmiertelna, społeczna, progresywna i co najgorsze nieustannie rozprzestrzenia się wśród coraz młodszych ludzi.

„My, dzieci z dworca Zoo” to relacja nastoletniej Christiane F, która w 1977r. po raz kolejny składała swoje zeznania na komisariacie. Kilka lat wcześniej przeprowadziła się ze swojej sielskiej wsi do brudnego, kompletnie nieprzystosowanego do obecności dzieci Berlina. Stres przeprowadzki do skrajnie innego środowiska potęgowała patologia wprowadzona do rodziny w postaci osoby ojca. Próba ucieczki była naturalnym mechanizmem obronnym poprzez szukanie grupy ludzi, wśród których dziewczynka poczułaby bezpieczeństwo i akceptację. Jeśli nie może jej tego zapewnić dom rodzinny szuka samej siebie w środowisku rówieśników. Tych można znaleźć na różnego rodzaju dyskotekach, gdzie prędzej czy później, w różnym tempie i natężeniu pojawiają się narkotyki. Właśnie w taki lub bardzo podobny sposób toczyły się losy Christiane oraz jej przyjaciół.

Najmocniejszą stroną książki jest jej wiarygodność. Nie wiem, czy Christiane miała dar opowiadania, ale bardzo mocno czuć, że wszystko o czym mówi jest jej znajome od podszewki. W każdym opisywanym szczególe czuć brud, smród, obrzydzenie, ból, uczucia i odczucia jakie towarzyszyły autorce.

Klimat panującej na dworcu Zoo atmosfery jest podkreślony przez zamieszczone zdjęcia tamtych miejsc, ludzi i ich zapisanych w różnych okolicznościach notatek.

„My, dzieci z dworca Zoo” to książka wyjątkowo wciągająca w swoją fabułę. Nie jest przesadą fakt, że czytając ją od przypadkowej strony będzie się chłonęło treść z takimi samymi wypiekami na twarzy jak przy pierwszych stronach.

Charakterystyczne dla tej książki są również bardzo szczegółowe opisy. Z czasem czytania sama spostrzegłam, że na otaczające mnie miejsca patrzę z myślą „tu dałoby się spokojnie zaćpać”; pieniądze tak jak autorka dzielę na porcje heroiny; w przypadku znajomych zastanawiam się, co mogliby brać. Dzieje Christiane się dosłownie przeżywa!

Język, jakim dziewczynka się posługuje jest obrazowy, dokładny i bardzo detaliczny. Głównie opowiada ona poszczególne sytuacje ze swojej historii. Mimo bardzo młodzieżowego charakteru jej wypowiedzi sposób opowiadania jest dużym atutem.

Minusem jest natomiast polskie tłumaczenie. Częste powtórzenia w większym i mniejszym stopniu pojawiają się praktycznie w każdym akapicie. Słowa „obłędny” i „bezbłędny” to były jedyne sformułowania wyrażające aprobatę dziewczynki. Może tak jest w oryginale, jednak myślę, że wznowienie tłumaczenia jest bardzo pożądane.

Spisana relacja Christiane F. to najlepsza książka na ten temat jaką czytałam, a swojego czasu brałam wszystko co dotyczyło narkomanii. Dobra pozycja dla dorastających młodych ludzi, by szybko odeszli od pomysłów wdrażania „ciekawości” w życie.

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    To była kultowa i ważna pozycja dla ludzi mojego pokolenia. Czytałem to circa 1992-93. Muszę sięgnąć z powrotem, bo mam gdzieś na półce.