Bez dwóch zdań Polacy bez względu na swoją wiarę są zaangażowani w Kościół. Część ludzi jest znudzona tym tematem, część ma go dość i obchodzi Święta dla tradycji bądź świętego spokoju, część ma podejście wręcz fanatyczne itd. Szymon Hołownia, katolicki publicysta zdecydował się na podjęcie tego kontrowersyjnego tematu.

„Monopol na zbawienie” to książka, która jest niezbędnym elementem do załączonej gry. Dzieli się ona na pięć części: przestrogi na drogę (boskie i ludzkie), test, patroni do wzięcia, pytania fundamentalne i modlitewnik. Najbardziej obszerny jest „test”, gdzie autor rozwija najpikantniejsze sprawy Kościoła (nieprzypisane do żadnego kanonu).

Największym plusem książki jest delikatność autora w stosunku do czytelnika. „Monopol na zbawienie”, jako że jest książką dotyczącą sfery religii w naszym kraju jest bardzo kontrowersyjna. Szymon Hołownia w przeciwieństwie do większości osób zainteresowanych tym tematem pozwala drugiej osobie mieć inne zdanie. Co więcej sam nie ze wszystkim się zgadza i mimo dużego zaangażowania życiem religijnym nie udaje, że nie widzi panujących w Kościele absurdów.

Ponadto książka jest napisana bardzo atrakcyjnym językiem. Artykuły z których składa się „Monopol na zbawienie” są umiejętnie i zgrabnie opracowane. Dzięki temu człowiek, który nie jest zainteresowany tematyką może to przeczytać z dużą przyjemnością. Autor w sposób profesjonalny podszedł do tematu. Widać że zna się na rzeczy i interesuje się swoim zadaniem, z resztą obszerna biografia jest tego dowodem. Książka jest gruba, jednak dzięki sensownej konstrukcji nie odnoszę wrażenia, by była zbyt krótka bądź za długa.

Jednak największym plusem tej książki jest jej przesłanie. Czytając ją czytelnik czy się z tym godzi czy nie staje przed faktem, że może być dobrym człowiekiem. Co więcej w każdej sytuacji życiowej, w konkretnej codzienności jest mnóstwo okazji, w których należy okazać swoje dobro. „Monopol na zbawienie” zmusza człowieka do myślenia nad sprawami, na które niejednokrotnie wydaje się bezmyślne i pochopne opinie. Brak znajomości tematu w końcu nikogo nie usprawiedliwia przed niesprawiedliwą oceną.

W przypadku osób wierzących lektura „Monopolu na zbawienie” bez względu na dotychczasowy stosunek do Kościoła może spowodować poczucie więzi. Nagle się zauważa, że to nie jest ładne miejsce do którego raz w tygodniu idzie się „odhaczyć” Mszę, ale to wielka wspólnota działająca na całym świecie, której każdy członek jest niepowtarzalną częścią. Hołownia uświadamia, że naprawdę można być z Kościołem w bliskim, ciepłym kontakcie.

Pisanie książek jak najbardziej, ale gra nie była najlepszym przedsięwzięciem. Żeby coś zrobić trzeba mieć pomysł, akurat gra która jest załącznikiem wydaje się być małą namiastką jakiejś idei. Dlatego choćby nie wiadomo z kim się grało i jak poważnie by się do tego podchodziło ta planszówka niczego nie wnosi.

Bardzo cenię autora, jednak mimo jego wyrozumiałości i wielkiej wiedzy czasami porusza on sprawy, których tak naprawdę żaden człowiek pojąć nie jest w stanie; tłumaczyć tym bardziej. Od czasu do czasu pojawiły się takie niepotrzebne artykuły w książce, jednak uważam, że to wada mało istotna.

Podsumowując „Monopol na zbawienie” porusza tematy Kościoła, jednak przede wszystkim książka dotyczy wiary (która jak zaznacza autor jest najważniejsza). Dlatego w mojej opinii jest to najlepsze dzieło Hołowni. Zmusza do myślenia nad własnym stanowiskiem, opinią i motywami wielu codziennych działań –co za tym idzie jest to narzędzie służące do własnej zmiany w lepszego człowieka.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    W przy­padku osób wie­rzą­cych lek­tura „Mono­polu na zba­wie­nie” bez względu na dotych­cza­sowy sto­su­nek do Kościoła może spo­wo­do­wać poczu­cie więzi.

    A w przypadku niewierzących?

  • Ewa

    Hołownia ma taki język i otwartość, że niewierzący mają okazję, by na Kościół i wiarę katolicką spojrzeć poza pryzmatem swojego światopoglądu. Na moje oko wielu niewierzącym takie przeskoczenie na inny punkt widzenia by się przydało.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Na moje oko wielu nie­wie­rzą­cym takie prze­sko­cze­nie na inny punkt widze­nia by się przydało.

    Pamiętaj, że taki wysiłek mógłby podjąć także wierzący. Też by się na moje oko przydało niejednemu.