Członkowie zespołu Meshuggah zapytani o to, co nowego zrobili na nadchodzącym „Kolossie” odparli, że nagrali nowe piosenki. Powiedzieli tylko pół prawdy.

Słuchając następcy „obZen” po raz pierwszy, wpada w ucho przede wszystkim jedno – to na pewno ci sami ludzie, którzy stoją za poprzednimi płytami. Nie zaszły żadne drastyczne zmiany w stylu, Meshuggah nadal gra piekielnie dokładnie, potężnie i nisko. Haake ponownie wybija swoje partie z precyzją godną chirurga, na co dłużni nie pozostają ani Thortendal i Hagström ze swoimi maniakalne głośnymi ośmiostrunowymi gitarami, ani operujący naprawdę ciężkim basem Lövgren. Całości dopełnia Jens Kidman, wyrzucający z siebie  teksty na granicy dzikiego, przerażającego wrzasku i dających się rozumieć słów.

Zespół swoją nową płytę promował utworem „Break Those Bones Whose Sinews Gave It Motion”, któremu chyba najbliżej stylu szlifowanego przez Szwedów od mniej więcej ośmiu lat. Długi, niezbyt szybki i naprawdę ciężki kawałek co prawda nie jest tak złożony, jak propozycje z „Catch Thirtythree”, jednak jego tempo niemal hipnotyzuje. Interesującym kontrastem jest dla niego wcześniejszy, bardzo szybki i dynamiczny ” The Hurt That Finds You First”.

Te dwa utwory, może obok dwuczęściowego „Behind the Sun”, są najlepszymi na płycie. Reszta trzyma się raczej standardu wyznaczonego albo przez jeden, albo przez drugi, szukając między ich brzmieniami mediany. Nie jest to w żadnym wypadku wada, ten zespół już przyzwyczaił fanów do podobnego rozwiązania. Na wspomnienie zasługuje jeszcze kompozycja zamykająca płytę. Instrumentalny „The Last Vigil” to z pewnością jeden z najspokojniejszych kawałków grupy, wrzucona chyba bardziej jako chwila oddechu, odpoczynku po wycieńczającym, sześciominutowym „Demiurge”.

Muzycy zespołu Meshuggah faktycznie nie wynaleźli koła, bo zaprezentowany materiał, mimo kilku nowych barw w palecie nadal pozostaje tym, co zwykli serwować Szwedzi. „Koloss” jest więc tym, czego każdy chyba oczekiwał – nie rewolucją, nie dziełem porównywalnym z „Catch Thirtythree”, ale dobrą, solidną dawką technicznego prog metalu.

  • em

    Ośmiostrunowych.
    Ale niektóre partie są na szóstkach.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    No jasne, że ósemka. Dzięki!

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Meshuggah zawsze mnie trochę przerastał. Pamiętam jak w zamierzchłych czasach jarałem się ich pierwszym albumem, a potem jakoś mnie przytłaczała to ich zaawansowanie. Choć pamiętam, że „Catch 33″ całkiem sporo słuchałem, ale dziś już w ogóle tego albumu nie pamiętam. „Obzen” już mnie tak nie porwał. Ponoć na żwyo są świetni.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Widziałem dziś na wyprzedaży Hail To the Thief za 26.50. Nie wziąłem, trochę żałuję.