Co z tymi ocenami?

  • 15.02.2012

Mamy z Ewą taką grę, że wpisujemy po trzy swoje propozycje filmowe i muzyczne na listę a potem moja siostra rzuca kostką. Co wypada – to wypada. Tylko, coś mnie gryzie w tym wszystkim – oceny, które im wystawiam.

Do muzyki miałem mniej szczęścia (była Anna Maria Jopek, M.I.A. i Björk z triem jazzowym na mojego Fantômasa i The Mars Volta), ale do filmów wiodłem (i wiodę nadal, bo „Erratum” czeka) prym – wyszedł mój „Hauru”, „Good Will Hunting” i „The King’s Speech” (w sumie oboje mieliśmy na to ochotę) na „Edi” i „Heaven” Ewy.

„Hauru” dostał ósemkę, reszta – siedem („Heaven” szóstkę). I tak zacząłem myśleć, teraz niedawno, że coś mi tu nie gra. U Ewy to się bardziej waha, ale ja jakoś uparcie walę te „dobre” na Filmwebie, jakbym innych ocen prawie nie dostrzegał. Co gorsza, staram się dać inną ocenę, szukam wad, szukam zalet, szukam najgłupszego powodu (fajnie skrojone garnitury) żeby zawyżyć albo zaniżyć ocenę. Ale za skarby nie mogę tego zrobić, no nie mogę i już.

Za przykład wezmę tu „Good Will Hunting” (którego recenzję zacząłem pisać dzisiaj na praktykach, ale przerwałem bo mnie zawołali żeby uznać, że mój drugi tekst jest niezrozumiały). Film jest dość szablonowy, tak naprawdę bardzo blisko mu do… „The King’s Speech”. Oba te obrazy widzieliśmy jakoś niedaleko po sobie, więc nie ma tu możliwości, że coś mi się pomieszało. Od teraz będą spoilery. W pierwszym z wymienionych, postać Willa ma pewien problem, który (przy pomocy osoby trzeciej) próbuje rozwiązać, spotyka wtedy terapeutę – Seana, z którym łapie wspólny język i się zaprzyjaźnia. Mniej więcej w 3/4 filmu następuje zgrzyt i mężczyźni się kłócą tylko po to, by za kilka ekranowych minut przeprosić się i wszystko wyjaśnić.

Teraz drugi film. Albert ma pewien problem, który (przy pomocy osoby trzeciej) próbuje rozwiązać, spotyka wtedy lingwistę – Lionela, z którym łapie wspólny język i się zaprzyjaźnia. Mniej więcej w 3/4 filmu następuje zgrzyt i mężczyźni się kłócą tylko po to, by za kilka ekranowych minut przeprosić się i wszystko wyjaśnić.

Tak, to wygląda jak wypełniony pobieżnie szablon. Teraz wystarczy tylko dodać detale, jak postacie drugoplanowe i wątki poboczne.

Treść tych dwóch obrazów jest naprawdę bardzo podobna, chociaż na pierwszy rzut oka różni się wszystkim. Will to geniusz, który swoją inteligencję woli rozwijać własnymi metodami, stroniący od ludzi i bojący się kontaktu. Albert ma problem z wymową – jąka się – a jako osoba publiczna musi wygłaszać przemówienia i (później) orędzia. Sean jest przegranym facetem, przybitym jak tylko może być, nie szczędzącym Willowi słów prawdy. Postać Lionela w ogóle nie jest tak mocno zarysowana, a jego podejście – do bądź co bądź króla – jest uprzejme i delikatne, mimo że prośba, by zrezygnowali z tytułów wydaje się być nader zuchwała, szczególnie w tamtych czasach.

Obu filmom dałem po siódemce, chociaż tak naprawdę, wahałem się czy nie dać „The King’s Speech” ósemki (przez moment nawet tak zaznaczyłem). W filmie z Firthem podobały mi się stroje i muzyka dużo bardziej, niż w tym z Damonem, momentami odnosiłem jednak wrażenie, że treść (może przez postać Seana) w „Good Will Hunting” była bardziej intrygująca. Wychodzi zatem kwestia bardzo indywidualna – które detale są ważniejsze? Kilka dodatkowych scen o postaci drugoplanowej czy śliczna otoczka?