Wokalista zespołów Pidżama Porno i Strachy na Lachy – Krzysztof „Grabaż” Grabowski nie słynie z udzielania obszernych wywiadów. Tym większym zdziwieniem okazała się dla mnie publikacja „Gościu” będąca wywiadem-rzeką, przeprowadzonym przez Krzysztofa Gajdę i obejmującym całe „dorosłe” życie muzyka.

Książka, jak można się pewnie spodziewać, zaczyna się od wspomnień pierwszych kontaktów Grabaża z muzyką, czyli studiów. Skrupulatnie opisuje pierwsze zespoły i trudy, z jakimi rodziły się utwory, pisane często w hurtowych ilościach. Nie pomija panującego w tle ustroju i sutych na jego temat komentarzy. W pewnym momencie muzyka schodzi na plan bardzo daleki, a pod lupę brane są głównie sposoby zarabiania pieniędzy. Dowiadujemy się na przykład, że Grabowski miał ambicje zostania najważniejszym sprzątaczem w kraju, czy gwiazdą zakładu pogrzebowego (w końcu przezwisko zobowiązuje).

Ten właśnie moment w książce jest zdecydowanie najlepszym, bo Grabowski z dużym luzem przytacza wiele świetnych historii, sprawiając, że ma się wrażenie, że znamy go dobre kilka lat, a to jest po prostu kolejne spotkanie. Niestety potem ten luz stopniowo zanika, ustępując coraz większemu niezadowoleniu z otaczającego świata i ludzi.

„Gościu” jest napisany lekko i czyta się go przyjemnie, jednak po dłuższym obcowaniu zaczyna irytować. Jak wspomniałem, Grabaż bardzo często przechodzi w długie narzekania na cały świat. Niejednokrotnie zdarza się, że przez kilka stron ciągnie się monolog o złych wypowiedziach na forum zespołu czy o niedobrym krytyku. Na szczęście książkę kończy około 100-stronicowa rozmowa o ważniejszych publikacjach obu zespołów.

Publikację mogę polecić z czystym sumieniem fanom zespołu. Osobom postronnym, cóż, też, jeżeli mają czas i ochotę na niespełna 600 stron, częściej polskiego narzekania, niż rozmów o muzyce.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Już jakiś czas temu słyszałem o tej książce, ale na litość, 600 stron? Nie dałbym rady, tym bardziej, że Grabaż mało mnie interesuje. Wolałbym pewnie taki wywiad z jakimś starym panczurem :D

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Pewnie z Waglem, co? :D

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Hehe, kiedyś to pewnie tak. Dawno temu, ale dziś to hmm… Zygzaka z TZN Xenny bym poczytał, albo Jacka Langa z Milion Bułgarów. Chociaż też nie wiem czy 600 stron by mi się chciało. To jednak jest trochę sporo. Jak Kazika „Niepiosenki” czytałem, to na początku się wkręciłem, ale potem znudziłem, bo o matko ile można.

    A propo książek i Neuromancera. Ostatnio na świętach siedziałem przed TV i klikałem pilotem. Natknąłem się na jakiś serial na jakimś polskim kanale, to była godz. 18 czy coś, więc wiadomo jakaś familijna produkcja typu Klan. Grała tam Fraszyńska. No i ona wchodzi do jakiegoś pokoju, a tam na kanapie leży jakaś starsza babka (pewnie jej matka, albo jakaś teściowa, nie wiem), ale leży na tej kanapie i czyta książkę. I tą książką był Neuromancer :D

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Ja nie jestem jakoś szczególnie zainteresowany wywodami muzyków, tym bardziej, że zdecydowana większość uważa takie coś za kolejną szansę do autopromocji.

    Ten serial kojarzę, ale nie mogę tego oglądać. To jest chyba „Licencja na wychowanie”.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Z reguły wywiady są o pierdołach. Ja czasem lubię. Najlepiej na kiblu.

    A ten serial być może. Rozbawił mnie jednak dobór lektury w serialu dla masowej widowni.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Przeczytałem całego Grabaża na kiblu. Szejset stron.

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    Książka-wywiad o Grabażu jest w sumie równie irytująca jak pozycja innego Grabowskiego, czyli pałkera Dezertera, który napisał historię zespołu z założenia buntowniczego, a ubrał to w polityczno-poprawne slogany. Grabaż generalnie nudzi, narzeka i gada jak potłuczony. Zabrakło jakiegoś zęba, nerwa, czegoś co spowoduje, że chce się dalej czytać. To całe jęczenie „jest mi źle i w ogóle jest słabo, nudno” sprawiało, że nawet na kiblu czytało mi się to dość opornie. Po lekturze tak mi się skojarzyło z twórczością Grabaża – kilka fajnych kawałków, a reszta to jakieś pitu-pitu. Facet chyba jeszcze nie opuścił mentalnie wieku młodzieńczego.

    A z drugiej strony mieliśmy w zeszłym roku rewelacyjną biografię KSU „Rejestracja buntu”. IMHO najlepsza książka o polskim zespole obok pozycji Gnoińskego o Acid Drinkers i Kulcie.

    Ale i tak najlepsza autobiografia to „Biała gorączka” Lemmy’ego :) Rock’n’roll is still alive!

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    No jak Ty byś się czuł, gdybyś nagrał super płytę, a jakiś krytyk by napisał, że ona jest zła? No? No właśnie!

    A serio, dla mnie gwóźdź do trumny samego Grabaża jako kogoś więcej, niż wykonawcy, to fragment tej książki w którym jedzie po ludziach z forum. Najpierw jakieś jęczenie, że (na to wychodzi) oni nie bali się krytykować Krzysztofa, potem że ci ludzie z forum, oni byli jak rodzina, no i, no i, oni mogli, wiesz, do przebieralni wchodzić przed koncertami, ale oni tam w ogóle Krzyśka nie szanowali, jakoś nie respektowali, tylko przychodzili się napić, no i, no i, oni tam pili, a Krzysiek siedział i w ogóle, zero atencji :( Bo była wóda i oni pili!

    Po przeczytaniu tego fragmentu na głos chyba nawet powiedziałem „no, kurwa, niespodzianka”. Wpuszczasz gdzieś sporo młodych ludzi i dziwisz się, że się zalęgają :]

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte
  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Ta książka ciągle jest reprintowana. Stary. Co jest grane?

    Zresztą.

    „Finneganów tren”, 29 lutego 2012. Kurwa. Wreszcie. Już miałem sam tłumaczyć.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Joyce’a na kiblu? No nie wiem. Ja tam wole krótkie notki o albumach.

    To może to, skoro już się tak przerzucamy ;)

    http://independent.pl/wiki/Ksi%C4%85%C5%BCka:%20Kultura%20d%C5%BAwi%C4%99ku%20Teksty%20o%20muzyce%20nowoczesnej

    Wyśmienita rzecz.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Nie że Joyce na kiblu, tylko że w ogóle.

    Z tą „Kulturą dźwięku”, to czuję że to będzie takie nadęte pieprzenie o niczym, ale niektóre fragmenty mogą być niezłe. Śmieszne, tam jest „Manifest futurystyczny”, który chciałem przeczytać jakoś od liceum i nigdy się nie zabrałem, żeby go znaleźć.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Tam jest wszystko. Nie wszystkie eseje są fajne, ale duża większość. Po prostu wypas. Sam manifest jest w sumie napuszony, ja wolę takie mędrkowanie. Varese, Eno itd. A z Joycem to będzie pewnie ciężko. Ja nawet do Ulissessa nie podchodziłem, więc pewnie długo jeszcze tych Finneganów nie.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Każdy manifest jest jakoś napuszony, a futurystów to już obowiązkowo być musi.

    „Ulissesa” polecam z całych sił, „Finneganów” biorę w dniu premiery, żebym miał sprzedać gacie.

    Swoją drogą, wczoraj przeczytałem całe „Tango” Mrożka. Śmieszne, w liceum dostałem za to piątkę, mimo że nie wiedziałem nawet, że to jest sztuka :D

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    „Tango”? Kurcze, w ogóle już tego nie pamiętam. Ostatnio śniło mi się, że czytam „Autostopem przez galaktykę”. Więc się zawziąłem i dybię na to w bibliotece. Skoro się śniło, to mus.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Dobre kurde, w szkole byłem cholernie zniechęcony, bo polonistka prychała na to i kompletne nie wiedziała, jak prowadzić lekcje, pytała z pierdół, w sumie nikt nic nie wiedział. Ktoś coś mówił, ktoś się zgłaszał, interpretował Edka jako jakieś tam wcielenie Mrożka czy coś w tym stylu, ona „mhm, mhm”.

    Wczoraj rano przeczytałem krótką przedmowę, potem jak pobierałem pliki z repo do pracy, to wziąłem i nawet nie wiem kiedy przeleciałem przez 200 stron.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Tak, szkoła skutecznie zniechęciła do niektórych książek.

    Pamiętam akcję z Procesem Kafki. Cała klasa poszła na film z Maclachlanem i Hopkinsem, bo akurat leciał w kinie, a ja nie mogłem, bo coś tam wypadło, jakiś pogrzeb czy coś. No i polonistka kazała mi jako jedynemu przeczytać książkę. Najpierw się wkurwiłem, że muszę, a potem jak przeczytałem i na dokładkę obejrzałem ten film, to myślę, kurna dwa światy. Książka to pełen wypas, film jakoś tak sobie. Czyli ogólnie wyszedłem na plus.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    A polonistka pytała z filmu. My na zajęciach z literatury pozytywizmu teraz przerabiamy „Potop”, czyli będziemy oglądać fragmenty filmu i czytać fragmenty książki. Ani Sienkiewicza, ani Prusa, ani Żeromskiego ścierpieć nie mogę (a zachwytów nad nimi w postaci ochów i achów pani doktor ani tyle). Dobrze, że mam huk roboty, nie będzie mnie sumienie gryzło, że na wykłady nie chodzę.

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    „Proces” Kafki to zajebista książka. Polecam też wersję filmową, ale tę z 1962 roku, czyli w reżyserii Orsona Wellesa. Film z agentem Cooperem bardzo średni. BTW Kafki – „Zamek” też jest super.

    Co do polskich pozytywistów to ja uwielbiam „Lalkę” Prusa i „Ziemię obiecaną” Reymonta. Przerabianie w szkole „Lalki” sprawia, że ludzie mają wzwód wsteczny, gdy myślą o tej książce. Szkoda, bo to kawał dobrej literatury z wyrazistymi postaciami. I, wbrew pozorom, książka jest nadal aktualna. Żeromskiego nie znoszę. Sienkiewicz był fajny jak miałem 16 lat. Teraz… Nie za bardzo.

    „Ulisses” obsysa. Kiedyś się przemogłem i przeczytałem. Pseudo-książka dla yntelygentów. Nuda, panie, takie rzeczy tylko z Joyce’m. Pynchon go zjada na śniadanie ;)

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    „Zamku” nigdy nie czytałem, ale jego opowiadania też ociekają zajebistością.

    To nie trzeba się było „przemagać”, na siłę wszystko obsysa.

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    Chciałem przeczytać „Ulisesa” by mieć własne zdanie, a nie takie zapożyczone od kogoś. Byłem wtedy w liceum i miałem ambicję by przeczytać tzw. wielkie dzieła literackie. I wiele z nich okazało się porażką czytelniczą. A niektóre pozostały i nadal chętnie do nich wracam vide „Mistrz i Małgorzata”, „Paragraf 22″ czy „Gra w klasy”. A Joyce pozostał dla mnie niestrawny, tak jak Żeromski.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Ha, „Mistrz i Małgorzata”. Nie mogę przez to przejść, zawsze mnie coś odciągnie, mimo że jak zaczynam czytać, to wciąga jak odkurzacz. Pewnie kiedyś siądę i łyknę na raz, może w lecie. Co ciekawe, masa osób mówi, że ta książka jest bardzo ciężka. Dla mnie jest lekka i przyjemna (przeczytałem póki co połowę, wracam trzeci raz).

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    „Mistrz…” świetna książka. Czytałem dwa razy. Wg mnie jest lekka. Przerabianie w szkole to w ogóle jest ciężka sprawa. Już samo słowo „przerabianie” brzmi przyciężkawo. Najlepiej na tym wychodzą lektury uzupełniające. Co to się ich tak nie maltretuje, tylko lekko liźnie. Nagle widać, że kurcze, jakie to fajne.

    Z „Lalki” (nie czytałem) to pamiętam jak przerabialiśmy, że polonistka zadawała podchwytliwe pytania, żeby sprawdzić kto czytał, a kto bryki tylko. Padały jakieś pytania typu: „kto to był Leon?”. Jezu jezu, co za trauma.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    koment mi wcięło, może spam, zerknij, bo mi się nie chce klepać drugi raz. Oczywiście nie zrobiłem „kopiuj” ;|

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Nic nie wcięło.

    Chcesz traumy, kurwa?! Na egzaminie z romantyzmu i oświecenia kobieta czytała fragmenty (dwa, trzy zdania/wersy) i trzeba było powiedzieć, jaki autor, tytuł i coś o utworze. Pierwszy termin olałem (dowiedziałem się dziś, że był w zeszły czwartek), na drugi, nie wiem czy pójdę, no przecież nie czytałem tego :D

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    hehehe, ale mają sposoby:D Co z tego, że nie pójdziesz, skoro i tak musisz to pyknąć. Może coś trafisz? Naucz się samych tytułów, a na egzaminie strzelaj. Będzie niezła zabawa :D

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Kobieta powie „dzień dobry” a ja „Sofiówka!”. Ogień 8)

  • Pingback: Jak Grabaż przegrał z Internetem – Strachy na Lachy „!TO!” | tomek.buszewski.com()