Gościu. Auto-bio Grabaż“

04.01.2012 — KsiążkaKomentarze (27) — Tagi:
"Gościu. Auto-bio Grabaż"

Woka­li­sta zespo­łów Pidżama Porno i Stra­chy na Lachy – Krzysz­tof „Gra­baż” Gra­bow­ski nie sły­nie z udzie­la­nia obszer­nych wywia­dów. Tym więk­szym zdzi­wie­niem oka­zała się dla mnie publi­ka­cja „Gościu” będąca wywiadem-rzeką, prze­pro­wa­dzo­nym przez Krzysz­tofa Gajdę i obej­mu­ją­cym całe „doro­słe” życie muzyka.

Książka, jak można się pew­nie spo­dzie­wać, zaczyna się od wspo­mnień pierw­szych kon­tak­tów Gra­baża z muzyką, czyli stu­diów. Skru­pu­lat­nie opi­suje pierw­sze zespoły i trudy, z jakimi rodziły się utwory, pisane czę­sto w hur­to­wych ilo­ściach. Nie pomija panu­ją­cego w tle ustroju i sutych na jego temat komen­ta­rzy. W pew­nym momen­cie muzyka scho­dzi na plan bar­dzo daleki, a pod lupę brane są głów­nie spo­soby zara­bia­nia pie­nię­dzy. Dowia­du­jemy się na przy­kład, że Gra­bow­ski miał ambi­cje zosta­nia naj­waż­niej­szym sprzą­ta­czem w kraju, czy gwiazdą zakładu pogrze­bo­wego (w końcu prze­zwi­sko zobowiązuje).

Ten wła­śnie moment w książce jest zde­cy­do­wa­nie naj­lep­szym, bo Gra­bow­ski z dużym luzem przy­ta­cza wiele świet­nych histo­rii, spra­wia­jąc, że ma się wra­że­nie, że znamy go dobre kilka lat, a to jest po pro­stu kolejne spo­tka­nie. Nie­stety potem ten luz stop­niowo zanika, ustę­pu­jąc coraz więk­szemu nie­za­do­wo­le­niu z ota­cza­ją­cego świata i ludzi.

Gościu” jest napi­sany lekko i czyta się go przy­jem­nie, jed­nak po dłuż­szym obco­wa­niu zaczyna iry­to­wać. Jak wspo­mnia­łem, Gra­baż bar­dzo czę­sto prze­cho­dzi w dłu­gie narze­ka­nia na cały świat. Nie­jed­no­krot­nie zda­rza się, że przez kilka stron cią­gnie się mono­log o złych wypo­wie­dziach na forum zespołu czy o nie­do­brym kry­tyku. Na szczę­ście książkę koń­czy około 100-stronicowa roz­mowa o waż­niej­szych publi­ka­cjach obu zespołów.

Publi­ka­cję mogę pole­cić z czy­stym sumie­niem fanom zespołu. Oso­bom postron­nym, cóż, też, jeżeli mają czas i ochotę na nie­spełna 600 stron, czę­ściej pol­skiego narze­ka­nia, niż roz­mów o muzyce.

  • 6 / 10

27 komentarze/y

  1. dawrweszte pisze:

    Już jakiś czas temu sły­sza­łem o tej książce, ale na litość, 600 stron? Nie dał­bym rady, tym bar­dziej, że Gra­baż mało mnie inte­re­suje. Wolał­bym pew­nie taki wywiad z jakimś sta­rym pan­czu­rem :D

  2. Pew­nie z Waglem, co? :D

  3. dawrweszte pisze:

    Hehe, kie­dyś to pew­nie tak. Dawno temu, ale dziś to hmm… Zyg­zaka z TZN Xenny bym poczy­tał, albo Jacka Langa z Milion Buł­ga­rów. Cho­ciaż też nie wiem czy 600 stron by mi się chciało. To jed­nak jest tro­chę sporo. Jak Kazika „Nie­pio­senki“ czy­ta­łem, to na początku się wkrę­ci­łem, ale potem znu­dzi­łem, bo o matko ile można.

    A propo ksią­żek i Neu­ro­man­cera. Ostat­nio na świę­tach sie­dzia­łem przed TV i kli­ka­łem pilo­tem. Natkną­łem się na jakiś serial na jakimś pol­skim kanale, to była godz. 18 czy coś, więc wia­domo jakaś fami­lijna pro­duk­cja typu Klan. Grała tam Fra­szyń­ska. No i ona wcho­dzi do jakie­goś pokoju, a tam na kana­pie leży jakaś star­sza babka (pew­nie jej matka, albo jakaś teściowa, nie wiem), ale leży na tej kana­pie i czyta książkę. I tą książką był Neu­ro­man­cer :D

  4. Ja nie jestem jakoś szcze­gól­nie zain­te­re­so­wany wywo­dami muzy­ków, tym bar­dziej, że zde­cy­do­wana więk­szość uważa takie coś za kolejną szansę do autopromocji.

    Ten serial koja­rzę, ale nie mogę tego oglą­dać. To jest chyba „Licen­cja na wychowanie“.

  5. dawrweszte pisze:

    Z reguły wywiady są o pier­do­łach. Ja cza­sem lubię. Naj­le­piej na kiblu.

    A ten serial być może. Roz­ba­wił mnie jed­nak dobór lek­tury w serialu dla maso­wej widowni.

  6. Prze­czy­ta­łem całego Gra­baża na kiblu. Szej­set stron.

  7. wmichael pisze:

    Książka-wywiad o Gra­bażu jest w sumie rów­nie iry­tu­jąca jak pozy­cja innego Gra­bow­skiego, czyli pał­kera Dezer­tera, który napi­sał histo­rię zespołu z zało­że­nia bun­tow­ni­czego, a ubrał to w polityczno-poprawne slo­gany. Gra­baż gene­ral­nie nudzi, narzeka i gada jak potłu­czony. Zabra­kło jakie­goś zęba, nerwa, cze­goś co spo­wo­duje, że chce się dalej czy­tać. To całe jęcze­nie „jest mi źle i w ogóle jest słabo, nudno“ spra­wiało, że nawet na kiblu czy­tało mi się to dość opor­nie. Po lek­tu­rze tak mi się sko­ja­rzyło z twór­czo­ścią Gra­baża — kilka faj­nych kawał­ków, a reszta to jakieś pitu-pitu. Facet chyba jesz­cze nie opu­ścił men­tal­nie wieku młodzieńczego.

    A z dru­giej strony mie­li­śmy w zeszłym roku rewe­la­cyjną bio­gra­fię KSU „Reje­stra­cja buntu“. IMHO naj­lep­sza książka o pol­skim zespole obok pozy­cji Gno­iń­skego o Acid Drin­kers i Kulcie.

    Ale i tak naj­lep­sza auto­bio­gra­fia to „Biała gorączka“ Lemmy’ego :) Rock’n’roll is still alive!

  8. No jak Ty byś się czuł, gdy­byś nagrał super płytę, a jakiś kry­tyk by napi­sał, że ona jest zła? No? No właśnie!

    A serio, dla mnie gwóźdź do trumny samego Gra­baża jako kogoś wię­cej, niż wyko­nawcy, to frag­ment tej książki w któ­rym jedzie po ludziach z forum. Naj­pierw jakieś jęcze­nie, że (na to wycho­dzi) oni nie bali się kry­ty­ko­wać Krzysz­tofa, potem że ci ludzie z forum, oni byli jak rodzina, no i, no i, oni mogli, wiesz, do prze­bie­ralni wcho­dzić przed kon­cer­tami, ale oni tam w ogóle Krzyśka nie sza­no­wali, jakoś nie respek­to­wali, tylko przy­cho­dzili się napić, no i, no i, oni tam pili, a Krzy­siek sie­dział i w ogóle, zero aten­cji :( Bo była wóda i oni pili!

    Po prze­czy­ta­niu tego frag­mentu na głos chyba nawet powie­dzia­łem „no, kurwa, nie­spo­dzianka“. Wpusz­czasz gdzieś sporo mło­dych ludzi i dzi­wisz się, że się zalęgają :]

  9. Ta książka cią­gle jest reprin­to­wana. Stary. Co jest grane?

    Zresztą.

    Fin­ne­ga­nów tren“, 29 lutego 2012. Kurwa. Wresz­cie. Już mia­łem sam tłumaczyć.

  10. dawrweszte pisze:

    Joyce’a na kiblu? No nie wiem. Ja tam wole krót­kie notki o albumach.

    To może to, skoro już się tak przerzucamy ;)

    http://independent.pl/wiki/Ksi%C4%85%C5%BCka:%20Kultura%20d%C5%BAwi%C4%99ku%20Teksty%20o%20muzyce%20nowoczesnej

    Wyśmie­nita rzecz.

  11. Nie że Joyce na kiblu, tylko że w ogóle.

    Z tą „Kul­turą dźwięku“, to czuję że to będzie takie nadęte pie­prze­nie o niczym, ale nie­które frag­menty mogą być nie­złe. Śmieszne, tam jest „Mani­fest futu­ry­styczny“, który chcia­łem prze­czy­tać jakoś od liceum i nigdy się nie zabra­łem, żeby go znaleźć.

  12. dawrweszte pisze:

    Tam jest wszystko. Nie wszyst­kie eseje są fajne, ale duża więk­szość. Po pro­stu wypas. Sam mani­fest jest w sumie napu­szony, ja wolę takie mędr­ko­wa­nie. Varese, Eno itd. A z Joy­cem to będzie pew­nie ciężko. Ja nawet do Ulis­sessa nie pod­cho­dzi­łem, więc pew­nie długo jesz­cze tych Fin­ne­ga­nów nie.

  13. Każdy mani­fest jest jakoś napu­szony, a futu­ry­stów to już obo­wiąz­kowo być musi.

    Ulis­sesa“ pole­cam z całych sił, „Fin­ne­ga­nów“ biorę w dniu pre­miery, żebym miał sprze­dać gacie.

    Swoją drogą, wczo­raj prze­czy­ta­łem całe „Tango“ Mrożka. Śmieszne, w liceum dosta­łem za to piątkę, mimo że nie wie­dzia­łem nawet, że to jest sztuka :D

  14. dawrweszte pisze:

    Tango“? Kur­cze, w ogóle już tego nie pamię­tam. Ostat­nio śniło mi się, że czy­tam „Auto­sto­pem przez galak­tykę“. Więc się zawzią­łem i dybię na to w biblio­tece. Skoro się śniło, to mus.

  15. Dobre kurde, w szkole byłem cho­ler­nie znie­chę­cony, bo polo­nistka pry­chała na to i kom­pletne nie wie­działa, jak pro­wa­dzić lek­cje, pytała z pier­dół, w sumie nikt nic nie wie­dział. Ktoś coś mówił, ktoś się zgła­szał, inter­pre­to­wał Edka jako jakieś tam wcie­le­nie Mrożka czy coś w tym stylu, ona „mhm, mhm“.

    Wczo­raj rano prze­czy­ta­łem krótką przed­mowę, potem jak pobie­ra­łem pliki z repo do pracy, to wzią­łem i nawet nie wiem kiedy prze­le­cia­łem przez 200 stron.

  16. dawrweszte pisze:

    Tak, szkoła sku­tecz­nie znie­chę­ciła do nie­któ­rych książek.

    Pamię­tam akcję z Pro­ce­sem Kafki. Cała klasa poszła na film z Mac­la­chla­nem i Hop­kin­sem, bo aku­rat leciał w kinie, a ja nie mogłem, bo coś tam wypa­dło, jakiś pogrzeb czy coś. No i polo­nistka kazała mi jako jedy­nemu prze­czy­tać książkę. Naj­pierw się wkur­wi­łem, że muszę, a potem jak prze­czy­ta­łem i na dokładkę obej­rza­łem ten film, to myślę, kurna dwa światy. Książka to pełen wypas, film jakoś tak sobie. Czyli ogól­nie wysze­dłem na plus.

  17. A polo­nistka pytała z filmu. My na zaję­ciach z lite­ra­tury pozy­ty­wi­zmu teraz prze­ra­biamy „Potop“, czyli będziemy oglą­dać frag­menty filmu i czy­tać frag­menty książki. Ani Sien­kie­wi­cza, ani Prusa, ani Żerom­skiego ścier­pieć nie mogę (a zachwy­tów nad nimi w postaci ochów i achów pani dok­tor ani tyle). Dobrze, że mam huk roboty, nie będzie mnie sumie­nie gry­zło, że na wykłady nie chodzę.

  18. wmichael pisze:

    Pro­ces“ Kafki to zaje­bi­sta książka. Pole­cam też wer­sję fil­mową, ale tę z 1962 roku, czyli w reży­se­rii Orsona Wel­lesa. Film z agen­tem Coope­rem bar­dzo średni. BTW Kafki — „Zamek“ też jest super.

    Co do pol­skich pozy­ty­wi­stów to ja uwiel­biam „Lalkę“ Prusa i „Zie­mię obie­caną“ Rey­monta. Prze­ra­bia­nie w szkole „Lalki“ spra­wia, że ludzie mają wzwód wsteczny, gdy myślą o tej książce. Szkoda, bo to kawał dobrej lite­ra­tury z wyra­zi­stymi posta­ciami. I, wbrew pozo­rom, książka jest nadal aktu­alna. Żerom­skiego nie zno­szę. Sien­kie­wicz był fajny jak mia­łem 16 lat. Teraz… Nie za bardzo.

    Ulis­ses“ obsysa. Kie­dyś się prze­mo­głem i prze­czy­ta­łem. Pseudo-książka dla ynte­ly­gen­tów. Nuda, panie, takie rze­czy tylko z Joyce’m. Pyn­chon go zjada na śniadanie ;)

  19. Zamku“ nigdy nie czy­ta­łem, ale jego opo­wia­da­nia też ocie­kają zajebistością.

    To nie trzeba się było „prze­ma­gać“, na siłę wszystko obsysa.

  20. wmichael pisze:

    Chcia­łem prze­czy­tać „Uli­sesa“ by mieć wła­sne zda­nie, a nie takie zapo­ży­czone od kogoś. Byłem wtedy w liceum i mia­łem ambi­cję by prze­czy­tać tzw. wiel­kie dzieła lite­rac­kie. I wiele z nich oka­zało się porażką czy­tel­ni­czą. A nie­które pozo­stały i nadal chęt­nie do nich wra­cam vide „Mistrz i Mał­go­rzata“, „Para­graf 22″ czy „Gra w klasy“. A Joyce pozo­stał dla mnie nie­strawny, tak jak Żeromski.

  21. Ha, „Mistrz i Mał­go­rzata“. Nie mogę przez to przejść, zawsze mnie coś odcią­gnie, mimo że jak zaczy­nam czy­tać, to wciąga jak odku­rzacz. Pew­nie kie­dyś siądę i łyknę na raz, może w lecie. Co cie­kawe, masa osób mówi, że ta książka jest bar­dzo ciężka. Dla mnie jest lekka i przy­jemna (prze­czy­ta­łem póki co połowę, wra­cam trzeci raz).

  22. dawrweszte pisze:

    Mistrz…“ świetna książka. Czy­ta­łem dwa razy. Wg mnie jest lekka. Prze­ra­bia­nie w szkole to w ogóle jest ciężka sprawa. Już samo słowo „prze­ra­bia­nie“ brzmi przy­cięż­kawo. Naj­le­piej na tym wycho­dzą lek­tury uzu­peł­nia­jące. Co to się ich tak nie mal­tre­tuje, tylko lekko liź­nie. Nagle widać, że kur­cze, jakie to fajne.

    Z „Lalki“ (nie czy­ta­łem) to pamię­tam jak prze­ra­bia­li­śmy, że polo­nistka zada­wała pod­chwy­tliwe pyta­nia, żeby spraw­dzić kto czy­tał, a kto bryki tylko. Padały jakieś pyta­nia typu: „kto to był Leon?“. Jezu jezu, co za trauma.

  23. dawrweszte pisze:

    koment mi wcięło, może spam, zer­k­nij, bo mi się nie chce kle­pać drugi raz. Oczy­wi­ście nie zro­bi­łem „kopiuj“ ;|

  24. Nic nie wcięło.

    Chcesz traumy, kurwa?! Na egza­mi­nie z roman­ty­zmu i oświe­ce­nia kobieta czy­tała frag­menty (dwa, trzy zdania/wersy) i trzeba było powie­dzieć, jaki autor, tytuł i coś o utwo­rze. Pierw­szy ter­min ola­łem (dowie­dzia­łem się dziś, że był w zeszły czwar­tek), na drugi, nie wiem czy pójdę, no prze­cież nie czy­ta­łem tego :D

  25. dawrweszte pisze:

    hehehe, ale mają sposoby:D Co z tego, że nie pój­dziesz, skoro i tak musisz to pyk­nąć. Może coś tra­fisz? Naucz się samych tytu­łów, a na egza­mi­nie strze­laj. Będzie nie­zła zabawa :D

  26. Kobieta powie „dzień dobry“ a ja „Sofiówka!“. Ogień 8)

Dodaj komentarz