Lao Che „Powstanie Warszawskie“

04.12.2011 — MuzykaKomentarze (6) — Tagi: ,
Lao Che "Powstanie Warszawskie"

Płyta „Powsta­nie War­szaw­skie“ wypływa nie­malże w każ­dej dys­ku­sji doty­czą­cej kon­dy­cji pol­skiej sceny muzycz­nej ostat­niej dekady. Z tym, że są dwa obozy — jedni twier­dzą, że zespół Spię­tego popeł­nił arcy­dzieło, dru­dzy że jest to wręcz pro­fa­na­cja. Ja, jak zwy­kle, stoję gdzieś pośrodku.

Temat II Wojny Świa­to­wej dla twórcy nie jest ani łatwy ani przy­jemny, taki też nie powi­nien być dla odbiorcy. Wszak mówi się tu — kła­dąc na to nacisk, lub nie — o jed­nym z naj­bar­dziej krwa­wych i okrut­nych wyda­rzeń w histo­rii świata. Na szczę­ście „Powsta­nie War­szaw­skie“ nie jest albu­mem do końca ani łatwym ani miłym, jak może się wyda­wać po pierw­szym prze­słu­cha­niu. Ważne jest, by zwró­cić uwagę na tek­sty, z pozoru błahe i spły­ca­jące cię­żar przed­sta­wia­nych wyda­rzeń, praw­dziwe wra­że­nie robią dopiero po dłuż­nym obco­wa­niu. Kolej­nym dobrym ele­men­tem są wstawki poza­mu­zyczne, archi­walne nagra­nia i komunikaty.

Nie­stety, cho­ciaż tek­sty są nie­złe, to muzycz­nie album nie wygrywa mnie pra­wie wcale. Gdyby tema­tyką było coś innego — jasne, czemu nie. Ale motywy reg­gae (no to co, że reaguję na nie aler­gicz­nie) czy lek­kie, nie­malże zachę­ca­jące do tupa­nia nogą, śred­nio pasują. Tłu­ma­cze­nia, jakoby były to próby odda­nia nastroju mło­dych, nie mają­cych do końca świa­do­mo­ści tego, co ich czeka, ludzi nie prze­ma­wiają do mnie.

Naj­moc­niej­sze punkty płyty to zde­cy­do­wa­nie druga połowa, a wła­ści­wie to nawet trze­cia część, od utworu „Czer­nia­ków“, który jako pierw­szy dobit­nie poka­zuje, co chcieli osią­gnąć muzycy. Mam wra­że­nie, że więk­szość piew­ców „Powsta­nia…“ bazuje swoje opi­nie wła­śnie na wyra­bia­ją­cej dobre zda­nie koń­cówce. Jed­nak ja, co prawda nie­chęt­nie (naprawdę, liczy­łem na mocny mate­riał), muszę się docze­pić do nie do końca pasu­ją­cej pierw­szej połowy.

Powsta­nie War­szaw­skie“ to dobra, warta posłu­cha­nia płyta. Muzycy wzięli na warsz­tat ambitny mate­riał, jed­nak pole­gli w kwe­stii budowy cięż­kiego kli­matu, jakim zde­cy­do­wa­nie wyda­rze­nia z 1944 roku spły­wają. W tej kwe­stii lepiej pora­dził sobie L.U.C. ze swoim „Zro­zu­mieć Pol­skę“, cho­ciaż znowu tam jest więk­szy prze­krój czasowy. Do zalet z pew­no­ścią zali­czam ostat­nie cztery kawałki, ale także i to, że Lao Che nie poszli w łatwiej­szym kie­runku, jakim był totalny patos. Sta­rali się zacho­wać balans, to trzeba przyznać.

  • 6 / 10

6 komentarze/y

  1. dawrweszte pisze:

    Ja swego czasu łoiłem „Powsta­nie“ Lao Che bez wytchnie­nia. Podo­bało mi się, ale dziś już mam dość. Po pro­stu prze­sa­dzi­łem z czę­sto­tli­wo­ścią. Ale uwa­żam, że płyta jest zaje­bi­sta. Z kolei jeśli idzie o Lao Che, to wolę „Gospel“. To nic odkryw­czego jeśli cho­dzi o muzykę, to samo, tylko w innych kon­fi­gu­ra­cjach, ale dużo lep­sze tek­sty jak dla mnie. Płyta lżej­sza jeśli cho­dzi o cię­żar gatun­kowy tek­stów, ale też jakby kon­cept, no i te tek­sty są po pro­stu świetne. Tra­fia do mnie, choć jestem świa­dom pro­stoty tej muzyki. Będąc w tema­cie, to bar­dzo mi się też podo­bał solowy album Spię­tego, fajną kon­wen­cję sobie wymy­ślił. A kon­cert, na któ­rym sobie sam z gitarką i pudłem sie­dział, to sam miód. Sam byłem zdzi­wiony ile koleś potrafi wykrze­sać ognia. Bo jed­nak tak samemu w trasę ruszyć i uwagę publiki przy­cią­gnąć, to już nie da się fuszerką. Pod­su­mo­wu­jąc, Lao Che to świetna kapela dla mnie. Bro­nią się w każ­dej sytuacji.

  2. No nie wiem, dla mnie tek­sty tutaj są nie­złe, ale wcale nie tak cięż­kie, jak zespół chciałby, żeby były. W ogóle ten cię­żar płyty jakoś ucho­dzi mi przez palce. Kli­ma­tycz­nie lepiej zro­bił LUC „Zro­zu­mieć Polskę“.

  3. dawrweszte pisze:

    LUCa nie sły­sza­łem, tro­chę mi się zmę­czył kiedy kato­wa­łem się Kana­łem Audy­tyw­nym „Neu­ro­fo­to­coś­tam“. Kie­dyś słuchnę tego LUCa, to zoba­czę co i jak. Wra­ca­jąc do Lao, to zauważ, że pró­bo­wali uciec od kon­wen­cji, którą wypra­co­wali Powsta­niem i Gospe­lem. „Prąd …“ to już cał­kiem inna płyta. I dobrze.

  4. wmichael pisze:

    Cóż… Ja aku­rat zali­czam się do osób, które „Powsta­nie…“ uwa­żają za jedną z naj­lep­szych płyt wyda­nych w naszym pięk­nym kraju w ciągu ostat­nich 10 lat. Podob­nie jak Dawr­weszte nasłu­cha­łem się jej w prze­szło­ści może nawet zbyt dużo, co powo­duje, że chęt­niej wra­cam do „Gospel“, czy nawet do „Guseł“ niż do recen­zo­wa­nego przez Cie­bie wydaw­nic­twa. Jed­nak nie zmie­nia to mojej opi­nii, że „Powsta­nie“ to zbiór bar­dzo dobrych kawał­ków. I nawet to, że nie prze­pa­dam za reg­gae (oprócz Mar­leya), nie zmie­nia mojego punktu widzenia.

    No i kon­cer­towo to świetny zespół. Mate­riał z „Powsta­nia“ dosko­nale spraw­dza się na żywo.

  5. dawrweszte pisze:

    No i kon­cer­towo to świetny zespół. Mate­riał z „Powsta­nia“ dosko­nale spraw­dza się na żywo.

    Prawda to.

  6. Nie mówię, że tak nie jest, nie widzia­łem ich ani na gigu, ani na DVD czy w tele­wi­zji. Nie­mniej, dla mnie, przy takich dzie­łach wydaj­ność kon­cer­towa spada troszkę na dal­szy plan, chyba że ma się na oku zro­bie­nie wiel­kiego show, nowej jako­ści z tego materiału.

    Z innych trac­ków Lao Che, to znam tylko „Hydro­pie­kłow­stą­pie­nie“, nawet fajne, Ewa mi poka­zała. Może trzeba się zain­te­re­so­wać resztą, hm.

Dodaj komentarz