Płyta „Powstanie Warszawskie” wypływa niemalże w każdej dyskusji dotyczącej kondycji polskiej sceny muzycznej ostatniej dekady. Z tym, że są dwa obozy – jedni twierdzą, że zespół Spiętego popełnił arcydzieło, drudzy że jest to wręcz profanacja. Ja, jak zwykle, stoję gdzieś pośrodku.

Temat II Wojny Światowej dla twórcy nie jest ani łatwy ani przyjemny, taki też nie powinien być dla odbiorcy. Wszak mówi się tu – kładąc na to nacisk, lub nie – o jednym z najbardziej krwawych i okrutnych wydarzeń w historii świata. Na szczęście „Powstanie Warszawskie” nie jest albumem do końca ani łatwym ani miłym, jak może się wydawać po pierwszym przesłuchaniu. Ważne jest, by zwrócić uwagę na teksty, z pozoru błahe i spłycające ciężar przedstawianych wydarzeń, prawdziwe wrażenie robią dopiero po dłużnym obcowaniu. Kolejnym dobrym elementem są wstawki pozamuzyczne, archiwalne nagrania i komunikaty.

Niestety, chociaż teksty są niezłe, to muzycznie album nie wygrywa mnie prawie wcale. Gdyby tematyką było coś innego – jasne, czemu nie. Ale motywy reggae (no to co, że reaguję na nie alergicznie) czy lekkie, niemalże zachęcające do tupania nogą, średnio pasują. Tłumaczenia, jakoby były to próby oddania nastroju młodych, nie mających do końca świadomości tego, co ich czeka, ludzi nie przemawiają do mnie.

Najmocniejsze punkty płyty to zdecydowanie druga połowa, a właściwie to nawet trzecia część, od utworu „Czerniaków”, który jako pierwszy dobitnie pokazuje, co chcieli osiągnąć muzycy. Mam wrażenie, że większość piewców „Powstania…” bazuje swoje opinie właśnie na wyrabiającej dobre zdanie końcówce. Jednak ja, co prawda niechętnie (naprawdę, liczyłem na mocny materiał), muszę się doczepić do nie do końca pasującej pierwszej połowy.

„Powstanie Warszawskie” to dobra, warta posłuchania płyta. Muzycy wzięli na warsztat ambitny materiał, jednak polegli w kwestii budowy ciężkiego klimatu, jakim zdecydowanie wydarzenia z 1944 roku spływają. W tej kwestii lepiej poradził sobie L.U.C. ze swoim „Zrozumieć Polskę”, chociaż znowu tam jest większy przekrój czasowy. Do zalet z pewnością zaliczam ostatnie cztery kawałki, ale także i to, że Lao Che nie poszli w łatwiejszym kierunku, jakim był totalny patos. Starali się zachować balans, to trzeba przyznać.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Ja swego czasu łoiłem „Powstanie” Lao Che bez wytchnienia. Podobało mi się, ale dziś już mam dość. Po prostu przesadziłem z częstotliwością. Ale uważam, że płyta jest zajebista. Z kolei jeśli idzie o Lao Che, to wolę „Gospel”. To nic odkrywczego jeśli chodzi o muzykę, to samo, tylko w innych konfiguracjach, ale dużo lepsze teksty jak dla mnie. Płyta lżejsza jeśli chodzi o ciężar gatunkowy tekstów, ale też jakby koncept, no i te teksty są po prostu świetne. Trafia do mnie, choć jestem świadom prostoty tej muzyki. Będąc w temacie, to bardzo mi się też podobał solowy album Spiętego, fajną konwencję sobie wymyślił. A koncert, na którym sobie sam z gitarką i pudłem siedział, to sam miód. Sam byłem zdziwiony ile koleś potrafi wykrzesać ognia. Bo jednak tak samemu w trasę ruszyć i uwagę publiki przyciągnąć, to już nie da się fuszerką. Podsumowując, Lao Che to świetna kapela dla mnie. Bronią się w każdej sytuacji.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    No nie wiem, dla mnie teksty tutaj są niezłe, ale wcale nie tak ciężkie, jak zespół chciałby, żeby były. W ogóle ten ciężar płyty jakoś uchodzi mi przez palce. Klimatycznie lepiej zrobił LUC „Zrozumieć Polskę”.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    LUCa nie słyszałem, trochę mi się zmęczył kiedy katowałem się Kanałem Audytywnym „Neurofotocośtam”. Kiedyś słuchnę tego LUCa, to zobaczę co i jak. Wracając do Lao, to zauważ, że próbowali uciec od konwencji, którą wypracowali Powstaniem i Gospelem. „Prąd …” to już całkiem inna płyta. I dobrze.

  • http://walkingfear.blogspot.com/ wmichael

    Cóż… Ja akurat zaliczam się do osób, które „Powstanie…” uważają za jedną z najlepszych płyt wydanych w naszym pięknym kraju w ciągu ostatnich 10 lat. Podobnie jak Dawrweszte nasłuchałem się jej w przeszłości może nawet zbyt dużo, co powoduje, że chętniej wracam do „Gospel”, czy nawet do „Guseł” niż do recenzowanego przez Ciebie wydawnictwa. Jednak nie zmienia to mojej opinii, że „Powstanie” to zbiór bardzo dobrych kawałków. I nawet to, że nie przepadam za reggae (oprócz Marleya), nie zmienia mojego punktu widzenia.

    No i koncertowo to świetny zespół. Materiał z „Powstania” doskonale sprawdza się na żywo.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    No i kon­cer­towo to świetny zespół. Mate­riał z „Powsta­nia“ dosko­nale spraw­dza się na żywo.

    Prawda to.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Nie mówię, że tak nie jest, nie widziałem ich ani na gigu, ani na DVD czy w telewizji. Niemniej, dla mnie, przy takich dziełach wydajność koncertowa spada troszkę na dalszy plan, chyba że ma się na oku zrobienie wielkiego show, nowej jakości z tego materiału.

    Z innych tracków Lao Che, to znam tylko „Hydropiekłowstąpienie”, nawet fajne, Ewa mi pokazała. Może trzeba się zainteresować resztą, hm.