Dom zły“

21.11.2011 — FilmKomentarze (2) — Tagi: ,
"Dom zły"

Oglą­da­jąc pol­skie filmy nie będące kome­diami trudno pomi­nąć nazwi­sko Woj­cie­cha Smarzowskiego. Co cie­kawe, tak naprawdę za sprawą dwóch fil­mów — wcze­śniej­szego „Wesela“ i oma­wia­nego teraz „Domu złego“. Reży­ser w obu fil­mach wyciąga naj­bar­dziej nie­chlubne i wsty­dliwe, ale jed­no­cze­śnie wciąż obecne cechy Polaków. 

Tym razem Sma­rzow­ski bie­rze na warsz­tat nie­chlubne lata tzw. PRL-u, ze wszyst­kimi jego dobrymi i złymi stro­nami. Histo­ria przed­sta­wia zwy­kłego, sza­rego faceta — Edwarda — wdowca, szu­ka­ją­cego w zmia­nie oto­cze­nia świe­żego startu. Jed­nak nie od razu, bo począ­tek to przy­wie­zie­nie przez mili­cję jakie­goś czło­wieka do opusz­czo­nego domu. Tak będzie się cią­gnęła fabuła, zło­żona to z retro­spek­cji boha­tera, to z wyda­rzeń na miejscu.

Już na początku widać, że śledz­two nie jest i nie będzie pro­wa­dzone tak, jakby sobie tego życzył Środoń. Pro­ku­ra­tor jest pijany w sztok, mun­du­rowi od razu znaj­dują pozo­ran­tów (ludzi do ode­gra­nia ról pobocz­nych w wizji lokal­nej) ze spo­rym zapa­sem bim­bru, a na miej­sce przy­jeż­dża tajem­ni­czy samo­chód, w któ­rym porucz­nik pro­wa­dzący zdaje się mieć coś do załatwienia.

Wraz z roz­wo­jem histo­rii odkry­wane są kolejne wyda­rze­nia z tytu­ło­wego domu. Ucie­ka­jący przed desz­czem główny boha­ter tra­fił tam na bar­dzo gościn­nych gospo­da­rzy — Bożenę i Zdzi­sława. Czę­sto­wany coraz to więk­szą ilo­ścią wła­snej roboty bim­bru, śmie­jący się i snu­jący plany, w ogóle nie czuł, że coś może być nie tak. W prze­ci­wień­stwie do widza — już od pierw­szej sceny Sma­rzow­ski buduje stop­niowo napię­cie, które przez około godzinę aż kipi z ekranu.

Pierw­sze pół godziny, czy nawet czter­dzie­ści minut, zdaje się być jed­nak tro­chę… za dłu­gie. Jest, owszem, wspo­mniane budo­wa­nie napię­cia, nerwy, jed­nak tak bar­dzo nie czuć. Uczu­cie nie­po­koju w pew­nym momen­cie zaczyna deli­kat­nie ustę­po­wać znu­dze­niu, na szczę­ście tylko na kilka chwil.

Bar­dzo spodo­bała mi się obsada. Co prawda Arka­diusz Jaku­bik nie jest moim ulu­bio­nym akto­rem, ale świet­nie nadaje się na gra­nie wła­śnie takich — prze­gra­nych, zre­zy­gno­wa­nych — boha­te­rów. Part­ne­rują mu rza­dziej obecna na ekra­nie Kinga Preis i dość popu­larny ostat­nio Marian Dzię­dziel, który stwo­rzył tu jedną ze swo­ich lep­szych kre­acji. W roli mili­cjan­tów wybija się Bar­tło­miej Topa, będący czymś w rodzaju ostat­niego spra­wie­dli­wego, a także Robert Więc­kie­wicz jako prokurator.

Dom zły“, lau­reat spo­rej ilo­ści nagród, to dobry, jed­nak nie wybitny film. Świetna sce­no­gra­fia, główne role i solidny warsz­tat reży­sera (który momen­tami tylko iry­tuje, szcze­gól­nie przy sce­nach w któ­rych są cha­rak­te­ry­styczne „prze­skoki“ o sekundę) zde­cy­do­wa­nie wybi­jają się ponad marne pro­po­zy­cje ostat­nich lat, jed­nak momen­tami nużący i cza­sem prze­wi­dy­walny sce­na­riusz pod­gry­zają dość znacz­nie to dzieło.

  • 6 / 10

2 komentarze/y

  1. To jest tak. Małe kame­ralne kina zostały wybite przez molo­chy. Odkąd powstały molo­chy byłem w kinie dosłow­nie 2 razy. Po wielu latach prze­rwy prze­ła­ma­łem się wła­śnie dla tego filmu, bo mia­łem dobre wra­że­nie po „Weselu“. „Wesele“ to film dokład­nie o tym czego się w wese­li­skach boję. „Dom zły“ tego filmu jak dla mnie nie prze­bił. Cho­ciaż czy można te filmy porów­ny­wać? To jest inny kli­mat. Z „Domu złego“ pamię­tam pierw­szą wstrzą­sa­jącą scenę w kuchni, pamię­tam oble­śną scenę łóżkową i sie­kierę. Tro­chę tego filmu nie zro­zu­mia­łem tak do końca. Cho­ciaż sama sce­ne­ria wybitna. Coś innego na tle kome­dii roman­tycz­nych, „porsza­ków“, nowo­cze­snej archi­tek­tury zewnętrz­nej i wewnętrz­nej, które do mnie w pol­skich fil­mach nie tra­fiają, bo to nie mój świat, ja tak nie mam. Także na tle „Wesela“ odro­binę gorzej wypadł „Dom zły“, ale na tle tego co się kręci to film jest świetny. Cho­ciaż nie dopi­sa­łem go sobie do listy naj­waż­niej­szych fil­mów pol­skich, gdzie mam np. Dług, Dzień świra i Wesele — z tych nowszych.

  2. Wesele“ jest bar­dziej kinem moral­nego nie­po­koju, tylko że cza­sów obec­nych, „Dom zły“ to patrze­nie na to co było i może lekka suge­stia, żeby widz się zasta­no­wił, ile się zmieniło.

    Dla mnie też „Wesele“ jest lep­sze, bar­dziej duszne i cięż­kie, para­dok­sal­nie, bo to „Dom zły“ był robiony spe­cjal­nie pod taki klimat.

Dodaj komentarz