„Dom zły”

Oglądając polskie filmy nie będące komediami trudno pominąć nazwisko Wojciecha Smarzowskiego. Co ciekawe, tak naprawdę za sprawą dwóch filmów – wcześniejszego „Wesela” i omawianego teraz „Domu złego”. Reżyser w obu filmach wyciąga najbardziej niechlubne i wstydliwe, ale jednocześnie wciąż obecne cechy Polaków. 

Tym razem Smarzowski bierze na warsztat niechlubne lata tzw. PRL-u, ze wszystkimi jego dobrymi i złymi stronami. Historia przedstawia zwykłego, szarego faceta – Edwarda – wdowca, szukającego w zmianie otoczenia świeżego startu. Jednak nie od razu, bo początek to przywiezienie przez milicję jakiegoś człowieka do opuszczonego domu. Tak będzie się ciągnęła fabuła, złożona to z retrospekcji bohatera, to z wydarzeń na miejscu.

Już na początku widać, że śledztwo nie jest i nie będzie prowadzone tak, jakby sobie tego życzył Środoń. Prokurator jest pijany w sztok, mundurowi od razu znajdują pozorantów (ludzi do odegrania ról pobocznych w wizji lokalnej) ze sporym zapasem bimbru, a na miejsce przyjeżdża tajemniczy samochód, w którym porucznik prowadzący zdaje się mieć coś do załatwienia.

Wraz z rozwojem historii odkrywane są kolejne wydarzenia z tytułowego domu. Uciekający przed deszczem główny bohater trafił tam na bardzo gościnnych gospodarzy – Bożenę i Zdzisława. Częstowany coraz to większą ilością własnej roboty bimbru, śmiejący się i snujący plany, w ogóle nie czuł, że coś może być nie tak. W przeciwieństwie do widza – już od pierwszej sceny Smarzowski buduje stopniowo napięcie, które przez około godzinę aż kipi z ekranu.

Pierwsze pół godziny, czy nawet czterdzieści minut, zdaje się być jednak trochę… za długie. Jest, owszem, wspomniane budowanie napięcia, nerwy, jednak tak bardzo nie czuć. Uczucie niepokoju w pewnym momencie zaczyna delikatnie ustępować znudzeniu, na szczęście tylko na kilka chwil.

Bardzo spodobała mi się obsada. Co prawda Arkadiusz Jakubik nie jest moim ulubionym aktorem, ale świetnie nadaje się na granie właśnie takich – przegranych, zrezygnowanych – bohaterów. Partnerują mu rzadziej obecna na ekranie Kinga Preis i dość popularny ostatnio Marian Dziędziel, który stworzył tu jedną ze swoich lepszych kreacji. W roli milicjantów wybija się Bartłomiej Topa, będący czymś w rodzaju ostatniego sprawiedliwego, a także Robert Więckiewicz jako prokurator.

„Dom zły”, laureat sporej ilości nagród, to dobry, jednak nie wybitny film. Świetna scenografia, główne role i solidny warsztat reżysera (który momentami tylko irytuje, szczególnie przy scenach w których są charakterystyczne „przeskoki” o sekundę) zdecydowanie wybijają się ponad marne propozycje ostatnich lat, jednak momentami nużący i czasem przewidywalny scenariusz podgryzają dość znacznie to dzieło.

  • http://warstwy.com Adam Majchrzak

    To jest tak. Małe kameralne kina zostały wybite przez molochy. Odkąd powstały molochy byłem w kinie dosłownie 2 razy. Po wielu latach przerwy przełamałem się właśnie dla tego filmu, bo miałem dobre wrażenie po „Weselu”. „Wesele” to film dokładnie o tym czego się w weseliskach boję. „Dom zły” tego filmu jak dla mnie nie przebił. Chociaż czy można te filmy porównywać? To jest inny klimat. Z „Domu złego” pamiętam pierwszą wstrząsającą scenę w kuchni, pamiętam obleśną scenę łóżkową i siekierę. Trochę tego filmu nie zrozumiałem tak do końca. Chociaż sama sceneria wybitna. Coś innego na tle komedii romantycznych, „porszaków”, nowoczesnej architektury zewnętrznej i wewnętrznej, które do mnie w polskich filmach nie trafiają, bo to nie mój świat, ja tak nie mam. Także na tle „Wesela” odrobinę gorzej wypadł „Dom zły”, ale na tle tego co się kręci to film jest świetny. Chociaż nie dopisałem go sobie do listy najważniejszych filmów polskich, gdzie mam np. Dług, Dzień świra i Wesele – z tych nowszych.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    „Wesele” jest bardziej kinem moralnego niepokoju, tylko że czasów obecnych, „Dom zły” to patrzenie na to co było i może lekka sugestia, żeby widz się zastanowił, ile się zmieniło.

    Dla mnie też „Wesele” jest lepsze, bardziej duszne i ciężkie, paradoksalnie, bo to „Dom zły” był robiony specjalnie pod taki klimat.