Heaven“

Tomek — 13.11.2011 — Film, Z EwąKomentarze (2) — Tagi:
"Heaven"

Miłość od pierw­szego wej­rze­nia to rzad­kie, nie­mal mistyczne uczu­cie. Wiele fil­mów, ksią­żek czy pio­se­nek czer­pie z niego, sta­ra­jąc się uka­zać jego głę­bię i wyjąt­ko­wość. Tak naprawdę, dziś, twórcy mogą zasko­czyć nas już chyba tylko oko­licz­no­ściami. Tomowi Tykwe­rowi, reży­se­rowi filmu „Heaven“ (według sce­na­riu­sza Kie­ślow­skiego i Pie­sie­wi­cza) to wła­śnie się udało.

Obraz zaczyna się sceną, pod­czas któ­rej młoda kobieta kom­ple­tuje… bombę, którą potem, nie bez waha­nia i ner­wów zresztą, pod­kłada w wie­żowcu. Pech chce, że nie zabija ona tego, kogo miała, a czworo nie­win­nych osób. Za to zostaje schwy­tana i dopro­wa­dzona na poste­ru­nek poli­cji, gdzie widzi ją młody poli­cjant — Filippo. Męż­czy­zna wła­ści­wie z miej­sca zako­chuje się w dziew­czy­nie i zaczyna obmy­ślać plan, jak wydo­stać ją z aresztu.

Nie­trudno się domy­ślić, że oboje ucie­kają. On, młod­szy, zako­chuje się w prze­ra­żo­nej, ale pięk­nej i dobrej kobie­cie od razu. By jej pomóc, oddaje wszystko co ma, porzuca swoje życie u boku ojca i brata, pewną pracę i dom w pięk­nej oko­licy. Ona, już wdowa, począt­kowo nie­świa­doma, a może tylko nie­pewna, swo­jego uczu­cia, mimo dekla­ra­cji, że nie ma już po co żyć, decy­duje się na ucieczkę i prze­mie­rze­nie we dwoje maje­sta­tycz­nie ską­pa­nych w słońcu wło­skich miasteczek.

Film Tykwera to nie jest, jak można prze­czy­tać, thril­ler czy kry­mi­nał. To dra­mat w peł­nym tego słowa zna­cze­niu. Reży­ser bar­dzo skru­pu­lat­nie pro­wa­dzi histo­rię, która może mieć tylko dwa roz­wią­za­nia, do końca nie suge­ru­jąc, które to będzie. Obraz ude­rza przede wszyst­kim mini­ma­li­zmem — tak naprawdę gra tam dwoje akto­rów — Phi­lippa (Cate Blan­chett) i Filippo (Gio­vanni Ribisi), a reszta osób, to tylko postaci postronne, mające nie­wielki fak­tyczny wpływ na wydarzenia.

Niebo“ jest dobrym, jed­nak nie ide­al­nym fil­mem. Histo­ria, mimo że począt­kowo intry­gu­jąca, potem staje się dość prze­wi­dy­walna. Jak napi­sa­łem wcze­śniej — od razu widać, że mogą być dwa finały — i one są jedyną nie­wia­domą. Nie chcę tu mówić o winie, bo film do bycia sen­sa­cją ani wspo­mnia­nym thril­le­rem nie aspi­ruje (po mate­ria­łach pro­mo­cyj­nych można odnieść inne wra­że­nie), jed­nak reży­ser mógł posta­rać się o tro­chę więk­sze napięcie.

Na uwagę zasłu­guje, prócz rewe­la­cyj­nej Blan­chett i dobrego (choć w każ­dym fil­mie nie­mal takiego samego) Ribisi, świetna muzyka autor­stwa Tykwera, Ruh­landa i Arvo Pärta. Dosko­nale sty­mu­luje melan­cho­lijny, dys­kretny nastrój obrazu, potę­go­wany jesz­cze przez świetne zdję­cia Franka Griebe i, natu­ral­nie, cudow­nie przed­sta­wione Wło­chy — takie, jakimi widzieli je romantycy.

To był pierw­szy film, który oglą­da­łem wspól­nie z Ewą (która oce­nia film na 8). Następny w kolejce to „I’m Not There“.

  • 6 / 10

2 komentarze/y

  1. ewa pisze:

    Film może jest prze­wi­dy­walny, ale mnie na pewno trzy­mał w napię­ciu. Zwłasz­cza w pierw­szej poło­wie filmu oglą­da­jąc sceny w któ­rych miało wyda­rzyć się coś istot­nego sie­dzia­łam cała podekscytowana.

    Niebo’ jest reklamą Wło­szech (pra­wie jak ‚Ame­lia’ rekla­muje Fran­cję), jed­nak to mi się wła­ści­wie nie do końca podoba –prze­ide­ali­zo­wa­nie; w przy­padku wypadu do tego kraju mając w pamięci ten film można się rozczarować.

    Muzyka powala! Tak samo jak aktor­stwo.
    Są sceny które wzru­szają do łez, można zasta­no­wić się przy nim nad wła­snym jeste­stwem. To są sprawy coraz rza­dziej spo­ty­kane w innych fil­mach, dla­tego ten dostaje ode mnie taką ocenę ;)

  2. dawrweszte pisze:

    Jeśli muzyka powala, do tego mini­ma­lizm w kwe­stii filmu, to może być przy­jem­nie. W końcu Arvo Part poprzeczkę usta­wia wysoko.

Dodaj komentarz