Japońskie anime można podzielić na dwie grupy – te bardziej i mniej ambitne. Seria „Baccano!”, oparta na powieściach Ryohgo Narita zdecydowanie należy do tej pierwszej grupy. Nie waham się nawet powiedzieć, że to jeden z najbardziej ambitnych i zagmatwanych seriali, jakie widziałem.

Historia – i tu już pierwsza ciekawostka – ma miejsce na przestrzeni lat 1930 i 1931 i opowiada o… kilkunastu osobach. Ale tak naprawdę, skupia się na grupach, z czego każda ma swój określony cel i do niego dąży. Postaci przez zrządzenie losu trafiają w to samo miejsce w tym samym czasie – do ekskluzywnego pociągu Flying Pussyfoot. Naturalnie od razu okazuje się, że przejazd nie będzie taki, jak zaplanowano. Nie dość, że znajdują się na nim najbardziej kontrastowe persony ówczesnej sceny, to wśród konduktorów krąży niepokojąca legenda o potworze nawiedzającym takie kursy.

Główna oś akcji to właśnie wspomniana lokomotywa, jednak na początku większość rzeczy, która się tam dzieje jest niezrozumiała. Dlatego seria obfituje w liczne prolepsis i retrospekcje, dla każdego osobne, pokazujące, że nawet niewielkie zdarzenie, takie jak wypicie przypadkowego drinka, może mieć olbrzymie konsekwencje nawet za kilkanaście lat.

Konstrukcja jest interesująca. Zdarzenie mające miejsce w pierwszym odcinku jest wyjaśnione dopiero w połowie serialu, kolejne później, a jeszcze inne – w ciągu kilku następnych minut. Przez to, że w każdym epizodzie prawie każda postać dostaje kilka minut, nie ma narzuconej grupy ani osoby przewodniej – sami możemy zdecydować, czy najbardziej interesują nas losy Ladda, Czeslawa, Lucka, Firo, Isaaca… Długo można wymieniać, a każdy jest interesujący, z takiego czy innego powodu.

Brawa należą się twórcom przede wszystkim na świetne rozplanowanie czasu trwania. Trzynaście odcinków i siedemnaście postaci to liczby, które nie powinny w ogóle ze sobą współgrać. A jednak! Mimo, że pierwsze epizody są przytłaczające pod względem informacji i zdarzeń, to z czasem wchodzimy w rytm „Baccano!” i wszystko powoli się wyjaśnia. Dosłownie, wszystko, każdy zaczęty wątek zostaje doprowadzony do końca (oglądajcie to, co się dzieje po napisach!), a to jest sztuka, która nie udaje się wszystkim autorom.

„Baccano!” to nie tylko świetna, intrygująca i zawiła historia, ale bardzo dobre strony wizualna i dźwiękowa. Postaci są narysowane starannie, dokładnie i z naciskiem na detale. Tak samo animacja. Tła są wykonane bardzo dobrze, wyraźnie widać, że budżet na tę produkcję był spory. Głosy i dźwięki również nie pozostawiają nic do życzenia. Na dokładkę jest świetny jazzowy opening, świetnie wprowadzający w klimat serii.

Jeżeli szukacie anime z niebanalną, wielowątkową i zawiłą historią, a na dodatek osadzoną w niecodziennej stylistyce, „Baccano!” to oferuje.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Z serialami mam kłopot. Jak coś się ciągnie dłużej niż 2godz. to mam problem, bo się po prostu nudzę. Kiedyś tak nie miałem, teraz mi się zrobiło, ale pamiętam jak kiedyś obejrzałem całą serię Cowboy Bebop. To chyba też anime, ale serial wymiatał. I muzyka była świetna.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    No, „Bebop” jest super. Pisałem o nim nawet tutaj :)

    Wiesz co, ja też się szybko nudzę, ale to chyba dlatego, że wiele rzeczy operuje kliszami. Znasz ten i tamten motyw, wiesz jak się coś skończy, to się nie chce oglądać. Ale wtedy właśnie takie serie jak „Baccano!” robią dobrze, bo przez pierwszą połowę oglądasz z wielkim „wtf” w głowie, drugą z „kurwa co będzie dalej?!”.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Anime ma w ogóle inny klimat. Kiedyś szwagier puszczał mi parę różnych seriali, jakieś krótkie epizody, bo on maniak to miał tego od groma i ciut. Tam w ogóle jest niekonwencjonalna fabuła.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    No tak, tylko że jak zobaczysz powiedzmy dziesięć, dwadzieścia takich sztandarowych serii, to tak jakbyś zobaczył 80% całego anime, bo twórcy mniej lub bardziej operują na utartych schematach. Podobnie seriale, przecież jeżeli jakiś ma niekonwencjonalnego bohatera albo wydarzenia, scenerie, to staje się hitem albo przynajmniej wartą zobaczenia ciekawostką z uwagi właśnie na tę nowinkę.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Owszem, ale z drugiej strony czesto nowinka jest jakąś ciekawostką, wabikiem, a w gruncie rzeczy akcja dzieje się normalnie. Dla przykładu: serial Dexter. Jest sobie seryjny morderca. Wow. I to jest nowinka w fabule, tego jeszcze nie było. Ale jeśli ktoś sobie zada trud dowiedzenia się kilku rzeczy na temat seryjnych morderców, to dowie się, że to trochę pierdu pierdu w tym Dexterze. Rzeczy typu „Dexter nie czuje empatii”, „ojciec (kiedy już się domyslił strasznej prawdy) mówi Dexterowi channel your rage„. To są takie trochę duperelki. Równie dobrze mógłby być hydraulikiem, ale wtedy serial mógłby byc nudny, mimo że toczyłby się tak samo. Itd, itp.

    Pewnie uogólniam trochę, ale chodzi mi o to, że nawet jeśli ta nowinka wnosi coś do fabuły, lub dobrze wprowadza w serial, traci potem na wartości z racji długiej formy serialu jako takiego. Nudne robi się przypominanie o nowince w każdym odcinku, a bez wiedzy o niej serial robi się zwyczajny. Po prostu się toczy i toczy, i toczy…. I nigdy kurna nie ma końca. Co mnie już automatycznie rozpierdala. Zawsze pytam czy jest druga seria. Jak jest, to panikuję.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    @Owszem, ale z dru­giej strony cze­sto nowinka jest jakąś cie­ka­wostką, wabi­kiem, a w grun­cie rze­czy akcja dzieje się nor­mal­nie.

    No i wtedy możesz bez winy olać. „Dexter” nie jest złym serialem, ale dwie pierwsze serie były w miarę świeże a reszta to wałkowanie tego samego. Oglądam z totalnym „meh” na ryju, chyba tylko dla samego oglądania.

    „Nie czuje empatii” to jest taka modła psychopatów, że niby to właśnie ich wyróżnia, oh so deep!

    Anime są o tyle dobre, że mają jedną, góra dwie serie. 13 czy 24 odcinki (po 20 minut) i posprzątane. Naturalnie są wyjątki, jak jakieś 300-odcinkowe tasiemce, ale kto to ogląda.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    13 czy 24 odcinki (po 20 minut)

    Przyznam szczerze, że teraz to mnie zachęciłeś. To Baccano! też takie krótkie?

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    13 odcinków + 3 dodatkowych (też polecam). Na dobrą sprawę to jest posiedzenie na dwa wieczory, ale ja oglądałem po 1-2 epy dziennie.

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte
  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Gdzies mi cgyba koment pofrunął. jeszcze raz:

    http://www.t-mobile-music.pl/newsy,5560,flea_wierzy_w_thoma_yorkea_i_ich_nowy_zespol.html

    Płyta? Niedługo? hmmm

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Nie wiem czy mi gdzieś nie zespamowało komentów. Może znikły, pal sześć. Chciałem podpytać o Atoms For Peace. Właśnie wyczytałem, że jakaś płyta, a ja zielony.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Zaraz zobaczę na komenty. O Atoms nie wiem nic, poza tym że to Yorke’a. Już nie te czasy, kiedy mogłem sobie pozwolić na śledzenie zespołów. Ale dzięki za info, will investigate.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Faktycznie okazałeś się spamerem!:D

  • http://dawrweszte.wordpress.com dawrweszte

    Przyszła kryska na matyska. Trolling nie popłaca :D

    Ten kawałek z koncertu nie zachęca, ale na tubie kawałki koncertowe nigdy mnie nie zachęcają. Album może byc ciekawy, bo widać, że jednak ogień jest.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Ja lubię tracki z koncertu już kiedy znam wersję na płycie. Wtedy jakaś inna aranżacja czy coś jest super (choćby „Broken Boy Soldier”). Ale nie lubię poznawać muzyki właśnie przez koncertówki, jeszcze jakieś biedne, nagrywane z tłumu.