Baccano!“

Tomek — 01.10.2011 — AnimeKomentarze (15) — Tagi: , , ,
"Baccano!"

Japoń­skie anime można podzie­lić na dwie grupy — te bar­dziej i mniej ambitne. Seria "Baccano!", oparta na powie­ściach Ryohgo Narita zde­cy­do­wa­nie należy do tej pierw­szej grupy. Nie waham się nawet powie­dzieć, że to jeden z naj­bar­dziej ambit­nych i zagma­twa­nych seriali, jakie widziałem.

Histo­ria — i tu już pierw­sza cie­ka­wostka — ma miej­sce na prze­strzeni lat 1930 i 1931 i opo­wiada o… kil­ku­na­stu oso­bach. Ale tak naprawdę, sku­pia się na gru­pach, z czego każda ma swój okre­ślony cel i do niego dąży. Postaci przez zrzą­dze­nie losu tra­fiają w to samo miej­sce w tym samym cza­sie — do eks­klu­zyw­nego pociągu Fly­ing Pus­sy­foot. Natu­ral­nie od razu oka­zuje się, że prze­jazd nie będzie taki, jak zapla­no­wano. Nie dość, że znaj­dują się na nim naj­bar­dziej kon­tra­stowe per­sony ówcze­snej sceny, to wśród kon­duk­to­rów krąży nie­po­ko­jąca legenda o potwo­rze nawie­dza­ją­cym takie kursy.

Główna oś akcji to wła­śnie wspo­mniana loko­mo­tywa, jed­nak na początku więk­szość rze­czy, która się tam dzieje jest nie­zro­zu­miała. Dla­tego seria obfi­tuje w liczne pro­lep­sis i retro­spek­cje, dla każ­dego osobne, poka­zu­jące, że nawet nie­wiel­kie zda­rze­nie, takie jak wypi­cie przy­pad­ko­wego drinka, może mieć olbrzy­mie kon­se­kwen­cje nawet za kil­ka­na­ście lat.

Kon­struk­cja jest inte­re­su­jąca. Zda­rze­nie mające miej­sce w pierw­szym odcinku jest wyja­śnione dopiero w poło­wie serialu, kolejne póź­niej, a jesz­cze inne — w ciągu kilku następ­nych minut. Przez to, że w każ­dym epi­zo­dzie pra­wie każda postać dostaje kilka minut, nie ma narzu­co­nej grupy ani osoby prze­wod­niej — sami możemy zde­cy­do­wać, czy naj­bar­dziej inte­re­sują nas losy Ladda, Cze­slawa, Lucka, Firo, Isa­aca… Długo można wymie­niać, a każdy jest inte­re­su­jący, z takiego czy innego powodu.

Brawa należą się twór­com przede wszyst­kim na świetne roz­pla­no­wa­nie czasu trwa­nia. Trzy­na­ście odcin­ków i sie­dem­na­ście postaci to liczby, które nie powinny w ogóle ze sobą współ­grać. A jed­nak! Mimo, że pierw­sze epi­zody są przy­tła­cza­jące pod wzglę­dem infor­ma­cji i zda­rzeń, to z cza­sem wcho­dzimy w rytm „Bac­cano!“ i wszystko powoli się wyja­śnia. Dosłow­nie, wszystko, każdy zaczęty wątek zostaje dopro­wa­dzony do końca (oglą­daj­cie to, co się dzieje po napi­sach!), a to jest sztuka, która nie udaje się wszyst­kim autorom.

Bac­cano!“ to nie tylko świetna, intry­gu­jąca i zawiła histo­ria, ale bar­dzo dobre strony wizu­alna i dźwię­kowa. Postaci są nary­so­wane sta­ran­nie, dokład­nie i z naci­skiem na detale. Tak samo ani­ma­cja. Tła są wyko­nane bar­dzo dobrze, wyraź­nie widać, że budżet na tę pro­duk­cję był spory. Głosy i dźwięki rów­nież nie pozo­sta­wiają nic do życze­nia. Na dokładkę jest świetny jaz­zowy ope­ning, świet­nie wpro­wa­dza­jący w kli­mat serii.

Jeżeli szu­ka­cie anime z nie­ba­nalną, wie­lo­wąt­kową i zawiłą histo­rią, a na doda­tek osa­dzoną w nie­co­dzien­nej sty­li­styce, „Bac­cano!“ to oferuje.

  • 8 / 10

15 komentarze/y

  1. dawrweszte pisze:

    Z seria­lami mam kło­pot. Jak coś się cią­gnie dłu­żej niż 2godz. to mam pro­blem, bo się po pro­stu nudzę. Kie­dyś tak nie mia­łem, teraz mi się zro­biło, ale pamię­tam jak kie­dyś obej­rza­łem całą serię Cow­boy Bebop. To chyba też anime, ale serial wymia­tał. I muzyka była świetna.

  2. No, „Bebop“ jest super. Pisa­łem o nim nawet tutaj :)

    Wiesz co, ja też się szybko nudzę, ale to chyba dla­tego, że wiele rze­czy ope­ruje kli­szami. Znasz ten i tam­ten motyw, wiesz jak się coś skoń­czy, to się nie chce oglą­dać. Ale wtedy wła­śnie takie serie jak „Bac­cano!“ robią dobrze, bo przez pierw­szą połowę oglą­dasz z wiel­kim „wtf“ w gło­wie, drugą z „kurwa co będzie dalej?!“.

  3. dawrweszte pisze:

    Anime ma w ogóle inny kli­mat. Kie­dyś szwa­gier pusz­czał mi parę róż­nych seriali, jakieś krót­kie epi­zody, bo on maniak to miał tego od groma i ciut. Tam w ogóle jest nie­kon­wen­cjo­nalna fabuła.

  4. No tak, tylko że jak zoba­czysz powiedzmy dzie­sięć, dwa­dzie­ścia takich sztan­da­ro­wych serii, to tak jak­byś zoba­czył 80% całego anime, bo twórcy mniej lub bar­dziej ope­rują na utar­tych sche­ma­tach. Podob­nie seriale, prze­cież jeżeli jakiś ma nie­kon­wen­cjo­nal­nego boha­tera albo wyda­rze­nia, sce­ne­rie, to staje się hitem albo przy­naj­mniej wartą zoba­cze­nia cie­ka­wostką z uwagi wła­śnie na tę nowinkę.

  5. dawrweszte pisze:

    Owszem, ale z dru­giej strony cze­sto nowinka jest jakąś cie­ka­wostką, wabi­kiem, a w grun­cie rze­czy akcja dzieje się nor­mal­nie. Dla przy­kładu: serial Dexter. Jest sobie seryjny mor­derca. Wow. I to jest nowinka w fabule, tego jesz­cze nie było. Ale jeśli ktoś sobie zada trud dowie­dze­nia się kilku rze­czy na temat seryj­nych mor­der­ców, to dowie się, że to tro­chę pierdu pierdu w tym Dexte­rze. Rze­czy typu „Dexter nie czuje empa­tii“, „ojciec (kiedy już się domy­slił strasz­nej prawdy) mówi Dexte­rowi chan­nel your rage“. To są takie tro­chę dupe­relki. Rów­nie dobrze mógłby być hydrau­li­kiem, ale wtedy serial mógłby byc nudny, mimo że toczyłby się tak samo. Itd, itp.

    Pew­nie uogól­niam tro­chę, ale cho­dzi mi o to, że nawet jeśli ta nowinka wnosi coś do fabuły, lub dobrze wpro­wa­dza w serial, traci potem na war­to­ści z racji dłu­giej formy serialu jako takiego. Nudne robi się przy­po­mi­na­nie o nowince w każ­dym odcinku, a bez wie­dzy o niej serial robi się zwy­czajny. Po pro­stu się toczy i toczy, i toczy.… I nigdy kurna nie ma końca. Co mnie już auto­ma­tycz­nie roz­pier­dala. Zawsze pytam czy jest druga seria. Jak jest, to panikuję.

  6. @Owszem, ale z dru­giej strony cze­sto nowinka jest jakąś cie­ka­wostką, wabi­kiem, a w grun­cie rze­czy akcja dzieje się normalnie.

    No i wtedy możesz bez winy olać. „Dexter“ nie jest złym seria­lem, ale dwie pierw­sze serie były w miarę świeże a reszta to wał­ko­wa­nie tego samego. Oglą­dam z total­nym „meh“ na ryju, chyba tylko dla samego oglądania.

    Nie czuje empa­tii“ to jest taka modła psy­cho­pa­tów, że niby to wła­śnie ich wyróż­nia, oh so deep!

    Anime są o tyle dobre, że mają jedną, góra dwie serie. 13 czy 24 odcinki (po 20 minut) i posprzą­tane. Natu­ral­nie są wyjątki, jak jakieś 300-odcinkowe tasiemce, ale kto to ogląda.

  7. dawrweszte pisze:

    13 czy 24 odcinki (po 20 minut)

    Przy­znam szcze­rze, że teraz to mnie zachę­ci­łeś. To Bac­cano! też takie krótkie?

  8. 13 odcin­ków + 3 dodat­ko­wych (też pole­cam). Na dobrą sprawę to jest posie­dze­nie na dwa wie­czory, ale ja oglą­da­łem po 1–2 epy dziennie.

  9. dawrweszte pisze:

    Gdzies mi cgyba koment pofru­nął. jesz­cze raz:

    http://www.t-mobile-music.pl/newsy,5560,flea_wierzy_w_thoma_yorkea_i_ich_nowy_zespol.html

    Płyta? Nie­długo? hmmm

  10. dawrweszte pisze:

    Nie wiem czy mi gdzieś nie zespa­mo­wało komen­tów. Może zni­kły, pal sześć. Chcia­łem pod­py­tać o Atoms For Peace. Wła­śnie wyczy­ta­łem, że jakaś płyta, a ja zielony.

  11. Zaraz zoba­czę na komenty. O Atoms nie wiem nic, poza tym że to Yorke’a. Już nie te czasy, kiedy mogłem sobie pozwo­lić na śledze­nie zespo­łów. Ale dzięki za info, will investigate.

  12. Fak­tycz­nie oka­za­łeś się spamerem!:D

  13. dawrweszte pisze:

    Przy­szła kry­ska na maty­ska. Trol­ling nie popłaca :D

    Ten kawa­łek z kon­certu nie zachęca, ale na tubie kawałki kon­cer­towe nigdy mnie nie zachę­cają. Album może byc cie­kawy, bo widać, że jed­nak ogień jest.

  14. Ja lubię tracki z kon­certu już kiedy znam wer­sję na pły­cie. Wtedy jakaś inna aran­ża­cja czy coś jest super (choćby „Bro­ken Boy Sol­dier“). Ale nie lubię pozna­wać muzyki wła­śnie przez kon­cer­tówki, jesz­cze jakieś biedne, nagry­wane z tłumu.

Dodaj komentarz