The Smashing Pumpkins „Gish“

Tomek — 28.09.2011 — MuzykaKomentarze (24) — Tagi: ,
The Smashing Pumpkins "Gish"

Z debiu­tanc­kimi albu­mami zawsze jest pro­blem. Albo są bar­dzo dobre, jak choćby w przy­padku The Doors czy Manic Street Pre­achers, albo są słabe, śred­nie, w pory­wach nie­złe, tak jak u The Sma­shing Pumpkins.

Począ­tek lat dzie­więć­dzie­sią­tych to w muzyce przede wszyst­kim popu­la­ry­za­cja „brud­nego“ stylu gry, czyli rocka alter­na­tyw­nego i grunge’u. Triumfy świę­ciła Nirvana i obok niej reszta Czwórki z Seat­tle. Nie było na sce­nie wiele miej­sca dla innych two­rów, jed­nak The Sma­shing Pump­kins ze swoim psy­cho­de­licz­nym, udu­cho­wio­nym (jak sam Cor­gan mówi) „Gish“ zna­leźli odbiorców.

Pierw­szą rze­czą, która wyróż­nia ten album na tle innych debiu­tów z tam­tego okresu to jego pro­duk­cja. Jak się oka­zało, Cor­gan to per­fek­cjo­ni­sta, a z budże­tem opie­wa­ją­cym na 20.000 dola­rów mógł sobie na to pozwo­lić. Dla­tego próżno szu­kać tu brud­nych, nastro­jo­nych od nie­chce­nia gitar, prze­mie­lo­nej per­ku­sji czy nie­chluj­nego basu (szcze­gól­nie pole­cam „Rhi­no­ce­ros“). Wszyst­kie par­tie są nagrane w jako­ści przy­po­mi­na­ją­cej doko­na­nia choćby póź­nego Pink Floyd. Zresztą, taki dopiesz­czony dźwięk będzie długo domeną Dyń.

Gish“ jest albu­mem bar­dzo nie­rów­nym. Dwa pierw­sze utwory nie zachę­cają prak­tycz­nie wcale, z czego „Siva“ wręcz odpy­cha, przy­naj­mniej mnie. Na szczę­ście potem jest lepiej i wspo­mniany już „Rhi­no­ce­ros“ wciąga i intry­guje. Tak jest wła­ści­wie przez całą płytę, są utwory dość śred­nie, nużące, ale i takie, któ­rych naprawdę chce się słu­chać („Crush“, „Snail“). Widać też, że Cor­gan nie jest jesz­cze tak roz­wi­nięty w kwe­stii kom­po­zy­cji, jak choćby na „Sia­mese Dream“, bo więk­szość pio­se­nek ope­ruje jed­nym, mod­nym zresztą wtedy, efek­tem zmiany dyna­miki (cicha zwrotka — gło­śny refren).

Słu­cha­jąc płyty można wyraź­nie odczuć, że The Sma­shing Pump­kins dopiero się roz­krę­cają. Album jest cie­kawy i dobrze się go słu­cha, jed­nak po dłuż­szym obco­wa­niu zaczyna nudzić a fakt, że utwory są bar­dzo podobne spra­wia, że zlewa się w całość. Gdyby mate­riał był cie­kaw­szy kom­po­zy­cyj­nie, to byłaby nie­wąt­pli­wie zaleta.

  • 6 / 10

24 komentarze/y

  1. dawrweszte pisze:

    Album jest cie­kawy i dobrze się go słu­cha, jed­nak po dłuż­szym obco­wa­niu zaczyna nudzić a fakt, że utwory są bar­dzo podobne spra­wia, że zlewa się w całość.

    A czy nie jest tak z każ­dym albu­mem Sma­shing? Bo ja zawsze mie­wa­łem takie odczu­cia. Nawet jak są fajne albumy („Melon…“), to jed­nak to wszystko się zlewa. „Gish“ nigdy nie słu­cha­łem, „Sia­mese Dream“ pamię­tam, ale tez mógł­bym wysnuć podobny zarzut. Sma­shing fajne, ale gdzieś bra­kuje w tej kapeli logicz­nego roz­wi­nię­cia stylu. Pró­bo­wali eks­pe­ry­men­to­wać na „Adore“, ale też jakoś nie po cało­ści. Dobra kapela, z poten­cja­łem, ale zawsze w rozkroku.

  2. Sia­mese“ to gro­wer. Naj­pierw też tak myśla­łem, ale po paru odsłu­chach zmie­ni­łem zdanie.

  3. dawrweszte pisze:

    Co masz na myśli mówiąc „grower“?

  4. Z każ­dym prze­słu­cha­niem rośnie. It grows on you.

  5. dawrweszte pisze:

    ach, tak :) Moż­liwe. Żeby nie było, ja kie­dyś bar­dzo ten album lubi­łem, więc pew­nie masz rację. Choć nie wiem czy teraz miał­bym to samo uczucie.

  6. Jak Ci dysk pad­nie to zło­żysz rewi­zytę :P

  7. dawrweszte pisze:

    he, nie był­bym tego taki pewny. „Sia­mese Dream“ nie mam, poży­cza­łem, więc nie­prędko wrócę :)

  8. Pro­blem wręcz nie do obej­ścia :P

  9. dawrweszte pisze:

    No. teraz jakiś album dostać, to nacho­dzić się trzeba. Zna­jo­mych już tylu nie ma, nie ma od kogo poży­czyć. Gdzie ja teraz stare albumy dorwę? Cięż­kie czasy… ;)

  10. futrzak pisze:

    1. Zgoda co do kom­po­zy­cji, jesz­cze im ciutkę bra­ko­wało zróż­ni­co­wa­nia, ale prze­cież wszyst­kie są b. dobre, lub dobre co naj­mniej; w sen­sie — nie ma tam lip­nego kawałka
    2. Nie­zgoda co do początku — dobrze się zaczyna!
    3. Przede wszyst­kim płyta ma spójny kli­mat i niczego tam ani za dużo ani za mało, no i pomimo całej per­fek­cyj­no­ści, brzmi świeżo, młodo
    1+2 +3=4. Nie­zgoda co do oceny :) 9/10

    pzdr

  11. Dla kogo dobrze, dla tego dobrze. Ja, jak daw­niej słu­cha­łem „Rot­ten Apples“, to czę­sto ski­po­wa­łem dwa pierw­sze tracki, bo mnie iry­to­wały. Teraz się do nich prze­ko­na­łem, jak i do całego albumu, ale tylko tak „o tyle o ile“, jak napisałem.

    Jak rzu­casz 9/10 „Gish“, to chęt­nie usły­szę, jak oce­niasz trzy następne płyty :>

  12. futrzak pisze:

    Subiek­tyw­nie:
    SD — > 5/10
    MC+IS — > 10/10
    – A — > 0/10
    – M/MoG — > 2/10
    – Z — > nie znam
    – O — > zoba­czymy jak będzie całość, na razie 7/10
    Punkty za to, jak bar­dzo chciał­bym usły­szeć daną płytę zespołu
    pzdr

  13. Dude, zero dla „Adore“? Co jest, w ogóle?

  14. dawrweszte pisze:

    Kurde, mnie zmu­szają do posłu­cha­nia dys­ko­gra­fii. Ja pamię­tam, że Adore mi się nawet podo­bała. Lubi­łem tę płytę, teraz nie wiem czy nie miał­bym pro­blemu w ogóle ze Smashing.

  15. futrzak pisze:

    :)

    Obiek­tyw­nie:
    SD — > 8/10
    MC+IS — > 10/10
    – A — > 8/10
    – M/MoG — > 5/10
    – Z — > nie znam
    – O — > zoba­czymy jak będzie całość, na razie 8/10

    pzdr

  16. futrzak pisze:

    Mówi­łem, że subiek­tyw­nie -> na ile mam ochotę ścią­gnąć i posłuchać :)

  17. dawrweszte pisze:

    Wczo­raj pró­bo­wa­łem zmie­rzyć się z Mel­lon Col­lie, no i zonk. Znam ten album pra­wie na pamięć, ogól­nie Cor­gan ma taki głos i te wszyst­kie melo­die, że mnie to od razu znu­dziło. Jesz­cze ta płyta jest tak długa… Ja wiem, to świetny album, ale nie mam siły do niego wra­cać. Po pro­stu za bar­dzo go obtłu­kłem swego czasu. Tam są same hity jeden za dru­gim, przy­naj­mniej na początku, a hity na dłużsżą metę mnie męczą.

  18. @futrzak: zdzi­wi­łem się, że w kwe­stii „chcę posłu­chać“ „Adore“ ma zero, ale ocenka już porządna :D

    @dawr: mia­łem coś takiego z „The Fra­gile“, bo kie­dyś słu­cha­łem tej płyty co chwile. Ale po jakimś cza­sie nie było już z tym pro­ble­mów, musia­łem tylko siąść do niego bar­dziej… świa­do­mie, z taką chę­cią rewi­zyty, czy on jed­nak jest taki świetny jak pamię­tam itd. Był.

  19. dawrweszte pisze:

    Jed­nak odłożę to Sma­shing na razie. Sie­dzę w Radio­head, jak skoń­czę to dam znać co i jak. Sma­shing na razie prze­grywa, ale nie będę się na siłę mocował.

  20. Jak w Radio­head to siedź, siedź!

  21. futrzak pisze:

    A ja cho­lera do Radio­head nigdy nie mia­łem pociągu…

  22. http://dawrweszte.wordpress.com/2011/09/26/king-of-limbs/ — tutaj w komen­ta­rzach poga­da­li­śmy i gdy­byś chciał się za Radio brać, to pole­cam taką kolej­ność, jaką wyłoniliśmy.

  23. dawrweszte pisze:

    co jest na tym bonu­so­wym albu­mie In Rainbows?

Dodaj komentarz