Pierwsze wrażenia — „Warhammer 40k: Space Marine“ (demo)

Tomek — 10.09.2011 — Gra, Pierwsze wrażeniaKomentarze (0) — Tagi: , ,
Pierwsze wrażenia - "Warhammer 40k: Space Marine" (demo)

Uni­wer­sum „War­ham­mera“ nigdy nie robiło na mnie wra­że­nia. Jasne, ci kole­sie w dwu­me­tro­wych zbro­jach wyglą­dali faj­nie, kiedy mia­łem czter­na­ście lat, ale to był jedyny kon­takt. Nie czu­łem potrzeby jakie­goś zata­pia­nia się w te całe sprawy kosmicz­nych Mari­nes, Impe­ra­tora i orków, cho­ciaż w gim­na­zjum kole­żanka mi o tym napo­mi­nała sporadycznie.

Dość chłodno przy­ją­łem zatem wia­do­mość, że THQ ma w pla­nie wydaw­ni­czym grę osa­dzoną w tym uni­wer­sum. Jed­nak nie­dawno, kiedy zoba­czy­łem fil­mik z roz­grywki, posta­no­wi­łem że dam szansę pro­duk­cji. Na iks­bok­so­wym Mar­ket­place leży świeże demo dla poje­dyn­czego gra­cza — ścią­gną­łem i zaczą­łem grać wczo­raj w nocy. Pierw­sze uru­cho­mie­nie i gra zajęły mi… może dzie­sięć minut. Pro­dukt wła­ści­wie od razu mnie odrzu­cił swoją sztucz­no­ścią i nie­na­tu­ral­no­ścią. Jasne, otoczka wygląda naprawdę nie­źle, sce­ne­ria jest bar­dzo fajna i kli­ma­tyczna, ale…

No wła­śnie, ale. Boha­te­rem gry jest dwu­me­trowy Marine w olbrzy­miej, pew­nie w ważą­cej dobre pięć­dzie­siąt kilo zbroi, noszący przy sobie coś na kształt mie­cza (nie wiem kom­plet­nie co to, w grze wygląda jak meta­lowa deska) i cztery bro­nie (pisto­let, kara­bin, snaj­perka i wyrzut­nia gra­na­tów). Wyda­wać by się mogło, że cię­żar jak cho­lera, ale naj­wy­raź­niej dla niego to tyle samo, co dla mnie koszula i spodnie. Pod­czas gry w ogóle nie czuć cię­żaru postaci, bie­gnie pro­sto i w ogóle nie widać na niej jakie­go­kol­wiek dys­kom­fortu. Pamię­ta­cie „Gears of War“? Tam kole­sie, mimo nosze­nia mniej­szych zbroi, zacho­wy­wali się dużo mniej swo­bod­nie. Tak naprawdę, to nasz Space Marine biega z więk­szą gra­cją, niż Nate Drake w „Unchar­ted 2″.

Kolejną nie­miłą nie­spo­dzianką jest walka. Są dwie moż­li­wo­ści, albo wspo­mniany „miecz“, albo broń palna. Walka wręcz aspi­ruje do bycia głów­nym punk­tem pro­gramu, jed­nak nie ofe­ruje niczego inte­re­su­ją­cego. Kom­bi­na­cja „cztery razy ten sam przy­cisk“ jest nad­uży­wana, bo innej tak naprawdę nie ma. Jest jesz­cze drugi kla­wisz, ale on tak naprawdę służy do koń­cze­nia akcji. No i jesz­cze trzeci, do tzw. fini­she­rów, zna­nych ze sla­she­rów wszel­kiej maści. Ponadto, po raz kolejny, brak tu poczu­cia cię­żaru. W „Dark­si­ders“, zama­chu­jąc się mie­czem było widać, że nawet dla Wojny ten oręż nie jest zabawką, w „God of War“ podob­nież. Tutaj, nawet kosząc gro­madę prze­ciw­ni­ków, broń prze­cho­dzi przez nich jak przez powie­trze, zwal­nia­jąc minimalnie.

Broń palna nie spi­suje się lepiej. Strze­la­nie jest nudne i w ogóle nie daje frajdy zna­nej z innych gier. Odrzutu prak­tycz­nie nie ma i można śmiało wypluć cały maga­zy­nek w jedno miej­sce. Gra ofe­ruje tzw. unik, taki sam jak w przy­go­dach Mar­cusa Fenixa, a także sporo osłon. Zało­ży­łem więc, że można się za nimi cho­wać, przy­kle­jać do nich i wychy­lać się. Cóż, nie można, w „Space Marine“ w ogóle nie zaim­ple­men­to­wano takiego sys­temu. W cza­sach, kiedy nawet RPGi ofe­rują taką moż­li­wość, decy­zja o jej pomi­nię­ciu zdaje się być strza­łem w stopę.

Jak wspo­mnia­łem, nie znam się na tym uni­wer­sum, więc nie wiem, czy to jego pra­wi­dło­wość, ale boha­ter jest ata­ko­wany przez hordy orków. Naprawdę, dwa­dzie­ścia zie­lo­nych ludzi­ków w kami­zel­kach (bar­dzo przy­po­mi­nają orków z „War­craft 3″) co kil­ka­na­ście sekund zalewa ekran. Faj­nie, że przy tym gra utrzy­muje płyn­ność, nawet w momen­cie kiedy krew wylewa się z każ­dego z nich. Niby to byłoby fajne, ale zabi­cie ich wszyst­kich jest banalne (na pozio­mie „nor­malny“), padają od kilku strza­łów lub kawałka com­bosa. Raz na jakiś czas napa­to­czy się więk­szy i sil­niej­szy stwór, który nie­stety rów­nież nie jest wyzwaniem.

War­ham­mer 40k: Space Marine“ mogło być świetną grą. Uni­wer­sum jest bar­dzo popu­larne i ma wielu fanów. Połą­cze­nie dobrej strze­la­niny typu „Gears of War“ ze sla­she­rem podob­nym do „Dark­si­ders“ czy „Devil May Cry“ to, zda­wać by się mogło, prze­pis na muro­wany suk­ces. Nie­stety, pro­dukt już z dema bar­dziej przy­po­mina nudną, budże­tową grę arcade za 1200MSP niż peł­no­prawny produkt.

  • Platforma: 360

Dodaj komentarz