Golden Boy“

Tomek — 21.07.2011 — AnimeKomentarze (0) — Tagi: ,
"Golden Boy"

Stu­dio­wa­nie życia to czę­sty motyw w anime. Nic w tym dziw­nego, Japo­nia, a może i cały świat, czę­sto powta­rza że całe życie to jedna wielka szkoła. Pogląd ten podziela rów­nież boha­ter sze­ścio­od­cin­ko­wej OVA — Kin­tarō Ōe. Po opa­no­wa­niu całego mate­riału na stu­diach praw­ni­czych zre­zy­gno­wał z nich i posta­no­wił poświę­cić się prze­mie­rza­niu świata na rowe­rze w celu zdo­by­wa­nia wiedzy.

Teo­re­tycz­nie, nic odkryw­czego w tym nie ma. Ale jest coś, co wyróż­nia „Gol­den Boy’a“ od innych serii tego typu. I na pewno nie jest to rower ani ubiór boha­tera. Nie, są to… liczne fety­sze sek­su­alne Kin­tarō. Tak, ten miły, grzeczny i uczynny mło­dzie­niec lubuje się w liza­niu, cało­wa­niu i przy­tu­la­niu się do desek klo­ze­to­wych, z któ­rych korzy­stają kobiety, a także (w Japo­nii są do tego nawet porad­niki) w zaglą­da­niu pod spód­niczki. Nie­raz przy­spa­rza mu to nie­zręcz­no­ści czy nawet kło­po­tów, bo sytu­acja kiedy jest przy­ła­pany nie pozo­sta­wia zbyt wiele miej­sca na domy­sły. Na szczę­ście zawsze udaje mu się wyjść z „opre­sji“ przy pomocy peł­nego pokory i obiet­nic prze­mó­wie­nia suto ilu­stro­wa­nego w tle.

Seria składa się z sze­ściu pół­go­dzin­nych odcin­ków. Co prawda nie można jej zarzu­cić uroz­ma­ice­nia, ale to w niczym nie prze­szka­dza. Sche­mat zawsze jest taki sam — boha­ter w dro­dze do pracy lub na samym jej początku poznaje kobietę, któ­rej względy stara się póź­niej zdo­być. W trak­cie swych prób wplą­tuje się w prze­różne, mniej lub bar­dziej komiczne, pery­pe­tie, pod­czas któ­rych Kin­tarō zawsze stara się być pomocny i przy­datny, po czę­ści dla­tego, żeby przy­po­do­bać się tym­cza­so­wej wybrance, ale tak naprawdę, robi to z czy­stej chęci nie­sie­nia pomocy. Natu­ral­nie, jego czyny nie zawsze od początku wycho­dzą tak, jak chce, a zaloty peł­zną na niczym, ale to (i reak­cje pro­ta­go­ni­sty nań) wła­śnie główny aspekt kome­diowy produkcji.

Od strony tech­nicz­nej nie jest źle. Jako seria z 1995 roku od I.G. wyglą­da­jąca na średni budżet trzyma się dobrze. Tła nie są może tak bogate jak w innych pro­duk­cjach firmy, a postaci nie tak wyraźne, ale i tak — jest dobrze. Głosy rów­nież są nie­złe, ze szcze­gól­nym naci­skiem na roz­bra­ja­ją­cego Kin­tarō wła­da­ją­cego spo­rym wachla­rzem gło­sów (cha­rak­te­ry­styczny śmiech!).

Gol­den Boy’a“ mogę pole­cić każ­demu, kto szuka pro­stej i łatwej, ale mimo wszystko inte­re­su­ją­cej i momen­tami poru­sza­ją­cej roz­rywki. Sześć 25-minutowych odcin­ków to tak naprawdę paczka na jeden raz, ale gwa­ran­tuję, że te nie­spełna trzy godziny nie będą stracone.

  • 8 / 10

Dodaj komentarz