„Golden Boy”

Studiowanie życia to częsty motyw w anime. Nic w tym dziwnego, Japonia, a może i cały świat, często powtarza że całe życie to jedna wielka szkoła. Pogląd ten podziela również bohater sześcioodcinkowej OVA – Kintarō Ōe. Po opanowaniu całego materiału na studiach prawniczych zrezygnował z nich i postanowił poświęcić się przemierzaniu świata na rowerze w celu zdobywania wiedzy.

Teoretycznie, nic odkrywczego w tym nie ma. Ale jest coś, co wyróżnia „Golden Boy’a” od innych serii tego typu. I na pewno nie jest to rower ani ubiór bohatera. Nie, są to… liczne fetysze seksualne Kintarō. Tak, ten miły, grzeczny i uczynny młodzieniec lubuje się w lizaniu, całowaniu i przytulaniu się do desek klozetowych, z których korzystają kobiety, a także (w Japonii są do tego nawet poradniki) w zaglądaniu pod spódniczki. Nieraz przysparza mu to niezręczności czy nawet kłopotów, bo sytuacja kiedy jest przyłapany nie pozostawia zbyt wiele miejsca na domysły. Na szczęście zawsze udaje mu się wyjść z „opresji” przy pomocy pełnego pokory i obietnic przemówienia suto ilustrowanego w tle.

Seria składa się z sześciu półgodzinnych odcinków. Co prawda nie można jej zarzucić urozmaicenia, ale to w niczym nie przeszkadza. Schemat zawsze jest taki sam – bohater w drodze do pracy lub na samym jej początku poznaje kobietę, której względy stara się później zdobyć. W trakcie swych prób wplątuje się w przeróżne, mniej lub bardziej komiczne, perypetie, podczas których Kintarō zawsze stara się być pomocny i przydatny, po części dlatego, żeby przypodobać się tymczasowej wybrance, ale tak naprawdę, robi to z czystej chęci niesienia pomocy. Naturalnie, jego czyny nie zawsze od początku wychodzą tak, jak chce, a zaloty pełzną na niczym, ale to (i reakcje protagonisty nań) właśnie główny aspekt komediowy produkcji.

Od strony technicznej nie jest źle. Jako seria z 1995 roku od I.G. wyglądająca na średni budżet trzyma się dobrze. Tła nie są może tak bogate jak w innych produkcjach firmy, a postaci nie tak wyraźne, ale i tak – jest dobrze. Głosy również są niezłe, ze szczególnym naciskiem na rozbrajającego Kintarō władającego sporym wachlarzem głosów (charakterystyczny śmiech!).

„Golden Boy’a” mogę polecić każdemu, kto szuka prostej i łatwej, ale mimo wszystko interesującej i momentami poruszającej rozrywki. Sześć 25-minutowych odcinków to tak naprawdę paczka na jeden raz, ale gwarantuję, że te niespełna trzy godziny nie będą stracone.