Dublińczycy“

Tomek — 05.07.2011 — KsiążkaKomentarze (0) — Tagi: ,

O tej książce, podob­nie jak o „Por­tre­cie arty­sty…“ sły­szy się bar­dzo dużo, jeżeli się o temat Joyce’a ociera. Te dwa dzieła postrze­gane są jako swo­isty pro­log do „Ulis­sesa“ i fak­tycz­nie, w prze­czy­ta­nych wła­śnie „Dubliń­czy­kach“ prze­wi­jają się postaci, które wystą­piły lub zostały wspo­mniane w para­fra­zie „Odysei“.

Zawie­dzie się jed­nak ten, kto, podob­nie jak ja, zaczął przy­godę z genial­nym Irland­czy­kiem od dzieła naj­ob­szer­niej­szego. Dla­czego? Otóż poziom jest bar­dzo różny. W „Ulis­se­sie“ widać wyraź­nie, że Joyce z pió­rem jest obyty, jak mało kto. W „Dubliń­czy­kach“ zaś… nie­ko­niecz­nie. Pierw­sze opo­wia­da­nia są bar­dzo zachę­ca­jące, intry­gują, wcią­gają, czyta się je jed­nym tchem. Po skoń­cze­niu, zdaje się, trze­ciego, byłem pod wra­że­niem, że w krót­kich histo­riach udało się auto­rowi upchnąć tyle róż­nych emo­cji i ele­men­tów. Nie­stety, poziom zaczął spa­dać i nie­raz naprawdę ciężko było mi prze­brnąć przez stro­nice. Zaczęły się nie­po­trzebne dłu­ży­zny, nużące opisy i dialogi.

Ten opis może suge­ro­wać, że „Dubliń­czycy“ to dzieło złe. Skąd! To zbiór świet­nych („Przy­pa­dek godny ubo­le­wa­nia“, „Ara­bia“, „Ewe­lina“, „Zmarli“ natu­ral­nie) i tro­chę gor­szych („Łaska boża“) opo­wia­dań, które warto prze­czy­tać w wol­nej chwili.

Jeżeli ktoś zaczął przy­godę z Gia­como tak, jak ja, to zauważy gor­szy styl i formę pisa­rza, ale uwa­żam, że dużo mniej­sze doświad­cze­nie go tu uspra­wie­dli­wia. Moja ocena nie­stety nie jest tak wysoka, jak­bym chciał, ale to pew­nie dla­tego, że po genial­nych pery­pe­tiach Blo­oma ocze­ki­wa­łem nie wia­domo jakiej epi­fa­nii, a dosta­łem jedy­nie „Dublińczyków“.

Aha — mam prze­kład autor­stwa Kaliny Woj­cie­chow­skiej, wydaw­nic­two Oskar (wyda­nie dru­gie) i nie­stety, ale nie jest on naj­wyż­szych lotów. Nie mówię tu nawet o języku jako takim, ale o lite­rów­kach, błę­dach dru­kar­skich (odwró­cone „F“ czy „v“ zamiast „w“ i to tylko zna­le­zi­ska z ostat­nich kar­tek), „sie­ro­tach“. Nie wiem, jak Was, ale mnie to bar­dzo iry­tuje i prze­szka­dza w odbio­rze dzieła, szcze­gól­nie że tu i okładka i druk (dobór kroju i roz­miaru, mar­gi­nesy) i nawet papier są wię­cej niż przyzwoite.

  • 6 / 10

Dodaj komentarz