Sto tysięcy. Właśnie tyle razy „The Butcher” jest lepszy od „Supercollider”.

Utwór otwierający (są tylko dwa, więc terminologia fajnie się sprawdzi) powstał już jakiś czas temu. Chyba w 2009 słyszałem o piosence „Super Collider” granej na koncertach. Ale wtedy brzmiała inaczej, chyba ciekawiej. Teraz to stuprocentowy outtake z sesji do „The King of Limbs” – stylistycznie podobny ale jakościowo dużo gorszy. Może gdyby kawałek był bardziej zwarty, nie trwał ponad siedem minut, a, powiedzmy, pięć i miał bardziej ciekawy wokal, byłoby lepiej.

Na szczęście utwór zamykający (nie mówiłem?) ratuje sprawę. Tutaj praktycznie wszystkie wady poprzednika, czyli nadmierna długość, rozwlekłość i nudny śpiew zostają odwrócone. Piosenka jest szybsza, bardziej energiczna i dużo lepiej zaśpiewana. Szczerze mówiąc dziwię się, dlaczego „The Butcher” nie znalazł się gdzieś w okolicach trzeciego tracka ostatniego longplayu.

Tę króciutką recenzję podsumuję również niedługo – widać, że materiał pochodzi z odrzutów i jak na ikonę pokroju Radiohead, jest tylko „dobry”. Gdyby nie świetny „The Butcher”, dość słaby „Supercollider” sam nie obroniłby się wcale.