Długo grupa Boris kazała czekać fanom na premierowy materiał. Od „Smile” minęły trzy lata, podczas których Japończycy najwyraźniej nie próżnowali. Od zawsze lubili eksperymenty i zaskakiwanie fanów. Czy to właśnie dlatego na płycie nazwanej „New Album” zmienili kompletnie styl?

Japończykom najwyraźniej znudziło się granie hałaśliwego rocka, woleli przerzucić się na inne formy, też pewnie tylko tymczasowo (w końcu grali już m.in. drone doom, noise z Merzbowem, psychodeliczny rock). Więc co grają teraz? Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, grają japoński elektropop.

„New Album” jest nie tylko najbardziej przystępnym krążkiem w całej dyskografii Boris, zawiera też najwięcej partii wokalnych. Nie ma tu utworów instrumentalnych, co osobiście (mimo że rozumiem jedno słowo na dwadzieścia, są w końcu w języku japońskim)  bardzo pochwalam, szczególnie że do mikrofonu stanęła cała trójka.

Dominacja śpiewu to nie jedyna nowość. Lwią część „New Album” stanowią elektroniczne wstawki, głównie rytmiczne bity, co stanowi olbrzymią zmianę w stosunku do poprzednich dokonań. Tak naprawdę to elektroniką płyta stoi, gitary są zepchnięte na dalekie tło. Dodatkowo tłem wielu utworów są znane ze współpracy z Merzbowem modulowane szumy.

Właściwie jedyną wadą jest nużący środek albumu. Utwory tam są wolniejsze, wpadają nawet lekko w shoegaze, ale niestety brakuje im „tego czegoś”, żeby zainteresować słuchacza. Są niby kontrastem z szybkim, głośnym początkiem płyty, ale wypadają przy nim blado.

Boris znowu zaskoczyli i znowu stanęli na wysokości zadania. „New Album” może być przez starych fanów odebrany jako żart albo próbę komercjalizacji, ale nawet jeżeli mają rację, to co z tego? Dziesięć utworów w nowej stylistyce świetnie wpasowuje się w kalejdoskop styli Japończyków.