Dead Fish“

Tomek — 29.03.2011 — FilmKomentarze (0) — Tagi: ,

Bar­dzo się zdzi­wi­łem, że film z taką obsadą (Gary Old­man i Robert Car­lyle to jed­nak wiel­kie nazwi­ska) jest tak mało znany. Co strasz­nego stało się temu dziełu, że świat pra­wie usu­nął je ze świa­do­mo­ści? Wola­łem się nie dowiadywać.

Film roz­po­czyna się dość sztam­powo i od razu można odnieść wra­że­nie, że już się to gdzieś widziało. Bez zbyt­niego wcho­dze­nia w fabułę: płatny zabójca zako­chuje się w dziew­czy­nie na dworcu. Przez przy­pa­dek jed­nak zamie­nia się tele­fo­nami z jej chło­pa­kiem, Abe’m. Ten otrzy­muje zle­ce­nie na zabój­stwo i zapłatę z góry.

Histo­ria zaczyna nabie­rać tempa wraz z poja­wia­niem się kolej­nych postaci, ale pęd nie działa tu na korzyść dzieła. Wątki poboczne suge­rują, że będą mieć wpływ na nurt główną oś filmu, jed­nak tak się nie dzieje, przez co stają się jedy­nie wypeł­nia­czami czasu, poka­zu­jąc wprost, że sce­na­rzy­stom zabra­kło pomy­słów na pełny metraż.

Twórcy chcieli wpa­so­wać się w popu­larny na początku XXI wieku w Anglii nurt czar­nych kome­dii, z któ­rych naj­po­pu­lar­niej­szymi były „Pora­chunki”, „Prze­kręt” oraz „For­muła”. Od razu daje się zauwa­żyć podobne roz­wią­za­nia, jed­nak z dużo gor­szym skut­kiem. Pod­czas gdy Rit­chie z chi­rur­giczną pre­cy­zją splata losy boha­te­rów tak, by nic nie zostało nie­do­po­wie­dziane, Sta­dler popeł­nia pod­sta­wowe błędy i zamiast zain­te­re­so­wać widza, tylko go iry­tuje. Pomi­ja­jąc już fakt, że zamiana tele­fo­nów komór­ko­wych to motyw okle­pany okrut­nie, potknię­cia takie jak brak cha­rak­te­ry­za­cji w nie­któ­rych sce­nach łączą­cych powinny być, mimo wszystko, zauwa­żone przed premierą.

Nawet akto­rzy nie są tu cie­kawi. Old­man w roli mil­czą­cego miło­śnika per­wer­sji sek­su­al­nych wypada dość blado w porów­na­niu do swo­ich innych ról, mimo że tu teo­re­tycz­nie powi­nien bry­lo­wać. Nie lepiej jest z mło­dym Potts’em, gra­ją­cym prak­tycz­nie jedną pozą. Tak naprawdę jedy­nie Robert Car­lyle, por­tre­tu­jąc komicz­nie prze­ry­so­wa­nego wie­rzy­ciela, wypada pozytywnie.

Dead Fish” nie­wąt­pli­wie był szy­ko­wany na kon­ku­ren­cję z tuzami bry­tyj­skich kin. Nie­stety dłu­ży­zny, nie­po­trzebne postaci, wątki i – nie ma co się oszu­ki­wać – brak pomy­słów sce­na­rzy­stów i reży­sera nie pomo­gły obra­zowi ani tro­chę. Nawet bar­dzo cie­kawe sce­no­gra­fie i nie­na­ganna muzyka nie rzu­cają ani tro­chę cie­nia na wielką stertę wad.

  • 5 / 10

Dodaj komentarz