The Girl Who Leapt Through Time“

Tomek — 25.03.2011 — Anime, FilmKomentarze (0) — Tagi: ,
"The Girl Who Leapt Through Time"

Podróże w cza­sie to jeden z moich ulu­bio­nych moty­wów. Nie­stety wiele dzieł reali­zuje go na zasa­dzie dupli­ka­cji jed­nostki, a ja wolał­bym cofać się do swo­jego ciała w danym okre­sie, nie poja­wiać się jako kopia. Podob­nie czuł pew­nie Satoko Oku­dera, pisząc sce­na­riusz do „„The Girl Who Leapt Thro­ugh Time“. W tym fil­mie „podróż“ działa wła­śnie w ten spo­sób, jed­nak, jak pew­nie można się domy­ślić, nie jest to rzecz bez wad.

Wady i zalety rze­czy zawsze prą ku rów­no­wa­dze. Im zalety są więk­sze, tak wady poważ­niej­sze. Nie­stety boha­terka filmu, Makoto, nie zauważa tego kiedy na początku, kiedy naj­pierw cał­ko­wi­cie przez przy­pa­dek a potem już celowo podró­żuje po linii czasu. Jak powie­dzia­łem, nie ma tu motywu dupli­ka­cji, więc auto­rzy pomi­jają pro­ble­ma­tykę para­doksu czasu. To bar­dzo dobry ruch, bo trzy czę­ści „Powrotu do przy­szło­ści“ wyeks­plo­ato­wały go bar­dzo dokład­nie. Ude­rzają jedna w inną nutę — wspo­mnia­nej wcze­śniej równowagi.

Pierw­sze wystą­pie­nie „prze­skoku“ ma miej­sce pod­czas wypadku. Makoto, wra­ca­jąc do domu, zauważa że jej rower ma zepsuty hamu­lec. Nie mogąc się zatrzy­mać, ude­rza z impe­tem w rampę i wpada pro­sto pod pędzący pociąg. Wpada — tylko teo­re­tycz­nie. Tak naprawdę wła­śnie wtedy cofa się o kilka minut, budząc się na chod­niku i patrząc z oddali na prze­jeż­dża­jący pojazd. Po kilku pró­bach odkrywa, że fak­tycz­nie — ma moż­li­wość prze­skoku. Kiedy dziew­czyna bez­tro­sko cofa się o kilka godzin do tyłu by zjeść pud­ding albo pomóc kole­dze w nawią­za­niu nowych zna­jo­mo­ści, nie myśli wcale o tym, co uświa­da­mia jej potem ciotka. Poka­zuje jej, że kiedy ona jest szczę­śliwa, ktoś inny jest rów­nie mocno nieszczęśliwy.

Ta myśl staje się moty­wem prze­wod­nim filmu, bo zmie­nia grun­tow­nie nasta­wie­nie Makoto. Od tej pory dziew­czyna posta­na­wia cofać się w cza­sie tylko kiedy może pomóc komuś wię­cej, niż tylko jej. Sytu­acja jed­nak kom­pli­kuje się, kiedy jeden z jej przy­ja­ciół — Chiaki — zako­chuje się w niej i pró­buje się umó­wić. Zasko­czona i nie­zde­cy­do­wana cofa się kilka razy w końcu wybie­ra­jąc ścieżkę cichego odda­le­nia się i nie­do­pro­wa­dze­nia do kon­wer­sa­cji w ogóle.

Te dzia­ła­nia powo­dują w dziew­czy­nie poja­wie­nie się wąt­pli­wo­ści co do słusz­no­ści swo­jego postę­po­wa­nia w ogóle — czy powinna korzy­stać z nowo naby­tej mocy? Na szczę­ście dzieło nie popada w głę­boką ana­lizę moralną takiego a nie innego postę­po­wa­nia, bo nie ma na to czasu. Makoto prze­ska­kuje na linii czasu co chwile, pró­bu­jąc uło­żyć bieg dnia tak, by każdy był jak naj­szczę­śliw­szy, stara się, mimo pew­nej świa­do­mo­ści bez­na­dziej­no­ści, zmie­nić porzą­dek świata przed­sta­wiony przez ciotkę. Im wię­cej robi, tym bar­dziej skom­pli­ko­wany staje się cały świat, szcze­gól­nie kiedy dowia­duje się, że każda zmie­niona z pre­me­dy­ta­cją decy­zja ma swoje reper­ku­sje i wszystko wokół bez­względ­nie zmie­rza do wspo­mnia­nej nie­raz już równowagi.

Odcho­dząc od fabuły, warto wspo­mnieć o świet­nej jako­ści wizu­al­nej autor­stwa Madho­use. Postaci mogą wyda­wać się nie­do­pra­co­wane, asce­tyczne, ale dzięki temu ide­al­nie kon­tra­stują z pięk­nymi tłami. Wystar­czy jed­nak dłuż­sza chwila by zauwa­żyć, że ta skrom­ność formy jest jedy­nie złu­dze­niem, a rysunki tak naprawdę są bar­dzo szczegółowe.

Oglą­da­jąc film czę­sto go zatrzy­my­wa­łem. Z początku myśla­łem, że mnie nudzi, ale nie. On popy­cha do wielu reflek­sji. Trwa­jącą nie­całe dwie godziny pro­jek­cje roz­ło­ży­łem sobie na dużo dłu­żej, bo sporo uwagi poświę­ci­łem roz­wa­ża­niu, co zro­bił­bym ja, mając taką moż­li­wość. Wystar­czy­łaby mi jedna szansa. Jeżeli zaś o „The Girl Who Leapt Thro­ugh Time“ cho­dzi, to jest to jedno z nie­wielu dzieł, któ­rego przyj­mo­wa­nie prze­ry­wa­łem, bo tak mocno pro­wo­ko­wało roz­my­śla­nia. To chyba wystar­czy za każdą rekomendację.

  • 8 / 10

Dodaj komentarz