W 2000 roku eksperymentalne podejście do popu nie było czymś wyjątkowym, tak jak nie jest nim dziś. Wiele zespołów, jak choćby The Flaming Lips, bawiło się (i bawi nadal) przyjemnymi melodiami, robiąc z nimi najróżniejsze rzeczy. Jednak są formacje, które wybijają się ponad szarą przeciętność, co jednak nie zawsze idzie w parze z poklaskiem i światłem reflektorów. Dobrym przykładem popierającym tę tezę jest Pram.

Brytyjka grupa założona w ostatnim dziesięcioleciu minionego wieku nigdy nie zdobyła popularności, mimo wydawania dziewięciu albumów studyjnych i zaliczenia setki przesunięć w składzie. Nie znaczy to jednak, że nie tworzą muzyki dobrej ani ciekawej. Lepiej, nie znaczy to że nie tworzą muzyki przystępnej!

Ich szósty album, „The Museum of Imaginary Animals” zaprasza słuchacza w bardzo dziwną i niepokojącą podróż m.in. po zimnym kosmosie czy morskich głębinach zamieszkałych przez syreny. Teksty są tu bardzo ważne, ale byłyby niczym bez dobrego wokalu. Kierownikiem tej szalonej wycieczki jest Rosie Cuckston, obdarzona bardzo przyjemnym, delikatnym głosem idealnie wpasowującym się w melancholijny i niepokojący klimat.

Sam śpiew, w tym przypadku, nie byłby w stanie zbudować tak gęstej atmosfery. Konieczny jest świetny podkład, obejmujący m.in. perkusję, sporo instrumentów dętych, gitary, ale także… coś na kształt zabawek dziecięcych (zgaduję, że nazwa zespołu zobowiązuje). Ponadto, krążek obfituje w przeróżne odgłosy. I to głównie one pozwalają wczuć się w oniryczny, rozchwiany świat zbudowany przez Pram.

Niestety, płyta, mimo że słucha się jej dość łatwo, momentami nuży. Wiele razy zastanawiałem się, kiedy dany utwór się skończy, bo stawał się po prostu nudny. Zapętlenia nie pomagają dziełu na dłuższą metę i chociaż są nieodłącznym elementem gatunku, tutaj nie zawsze „pasują”.

Warto również pamiętać, że nie jest to album do słuchania codziennie i o każdej porze. Najlepiej działa wieczorami, popołudniami, na jesieni, lub, jak teraz, wczesną wiosną, kiedy zmrok niezbyt śpieszno, ale jednak stanowczo połyka świat. Taka sceneria idealnie oddaje mroczne, lekko zamglone muzeum wymyślonych zwierząt.