Ucieczka z kina „Wolność““

Tomek — 08.03.2011 — FilmKomentarze (0) — Tagi: , ,

Dobrze, że ten film uka­zał się w 1990 roku. Bo nawet dwa lata póź­niej już nie miałby takiej siły raże­nia, choćby dla­tego że od pamięt­nego roku 1989 ludzie po pro­stu by osty­gli. Na szczę­ście Woj­ciech Mar­czew­ski pospie­szył się i zaraz po upadku komu­ni­zmu zre­ali­zo­wał swój najważniejszy film.

Ucieczka z kina „Wol­ność““ opo­wiada w dużej mie­rze o wol­no­ści i jej gra­nicy. O tym, czy waż­niej­sza jest moż­li­wość zarobku czy samo­re­ali­za­cji i speł­nie­nia arty­stycz­nego. Natu­ral­nie na takie pyta­nia nie ma jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi, szcze­gól­nie dzi­siaj, nie­mniej jed­nak, warto o tym pomy­śleć. Trzeba też zauwa­żyć, jak na decy­zję wpływa oto­cze­nie i sytu­acja mate­rialna. Osoba nie mająca żadnych zobo­wią­zań finan­so­wych śmiało mówi „wol­ność“, czło­wiek który utrzy­muje dom (choćby i zamiesz­kały tylko przez niego) z zawa­ha­niem i wsty­dem odpiera „zarobek“.

Takim wła­śnie czło­wie­kiem jest boha­ter filmu, Rab­kie­wicz, dziś cen­zor, daw­niej poeta, kry­tyk teatralny, arty­sta. Jest w swo­jej pracy bar­dzo sta­now­czy i rze­telny, cho­ciaż fakt swo­jego, nie­jako, zła­ma­nia przy­pła­cił utratą rodziny i zgorzk­nie­niem. Jego zwy­czajny dzień w pracy prze­rywa infor­ma­cja, że kobieta z kura­to­rium infor­muje jakoby akto­rzy, pod­czas pro­jek­cji filmu, prze­stali grać swoje role, zbun­to­wali się a i dyrek­tor kina zaczął śpie­wać arię operową.

Moja reak­cja na ten fakt była podobna jak głów­nego boha­tera. „Co?“. Jed­nak po przy­by­ciu na miej­sce i obej­rze­niu kilku minut taśmy — fak­tycz­nie, akto­rzy bun­tują się, wcho­dzą ze sobą w kłót­nie, uka­zują iry­ta­cję swo­imi mier­nymi dia­lo­gami i rolami, pada nawet opi­nia, że dziś w kinie śmierć czło­wieka to nic wiel­kiego (dobrze to prze­wi­dział Mar­czew­ski, teraz filmy akcji inka­sują dzie­siątki tru­pów każdy). Praw­dziwy szok nastę­puje jed­nak chwilę póź­niej, kiedy to „boha­te­ro­wie“ zaczy­nają roz­mowę z widzami.

Rab­kie­wicz, zain­try­go­wany sytu­acją, prze­bywa w kinie coraz czę­ściej, oglą­da­jąc jedną i tę samą taśmę, na któ­rej jed­nak, zawsze jest coś innego. Wła­ści­wie, wyświe­tlany „film“ można porów­nać do reality show — ludzie tam żyją swoim życiem, kłócą się, godzą, dener­wują nawza­jem. Ale dopiero kiedy poja­wia się widz, mogą naprawdę poka­zać swoją war­tość. Tak wła­śnie robi aktorka gra­jąca Mał­go­rzatę, dzię­ku­jąc cen­zo­rowi za przy­chylną recen­zję przed laty a następ­nie roz­ma­wia­jąc z nim nie jak z bez­względ­nym cen­zo­rem, ale jak z człowiekiem.

Bar­dzo dobra, inte­re­su­jąca i wcią­ga­jąca histo­ria to duży, choć nie jedyny atut „Ucieczki…“. Kolej­nymi są świet­nie dobrani akto­rzy. Janusz Gajos jako Rab­kie­wicz dobit­nie poka­zuje znisz­czo­nego nie­zgodą z samym sobą czło­wieka a Zbi­gniew Zama­chow­ski bar­dzo uda­nie por­tre­tuje pra­wie każ­dego asy­stenta w ówcze­snych urzę­dach pań­stwo­wych — osobę przy­pad­kową, nie­zbyt wie­dzącą co tak naprawdę robi, ste­ro­waną przez zwierzch­ni­ków. Do tego świetny Piotr Fron­czew­ski jako kary­ka­tu­ralna twarz upa­da­ją­cej par­tii i Teresa Mar­czew­ska w roli wspo­mnia­nej Mał­go­rzaty. Warto rów­nież nad­mie­nić dobrą reży­se­rię (jed­nak bar­dzo wyraź­nie widać tu kon­kretny nurt schyłku lat 80-tych i początku 90-tych w pol­skim kinie) i muzykę Koniecz­nego, uzu­peł­nioną świet­nym „Requ­iem“ Mozarta.

Ucieczka z kina „Wol­ność““ to ważny film w aspek­cie histo­rycz­nym — poka­zuje, jak dzia­łał urząd cen­zury, jakie kon­se­kwen­cje miały akcje, ale i jak kary­ka­tu­ralny był. Poru­sza też inne kwe­stie, jak choćby wspo­mnia­nej wol­no­ści, wyboru mię­dzy nią a mate­rial­no­ścią. W końcu dotyka rze­czy pomi­ja­nej — tego, co dzieje się z boha­te­rami, któ­rych cen­zo­rzy wykre­ślili kom­plet­nie bądź spły­cili. Zde­cy­do­wa­nie polecam.

  • 8 / 10

Dodaj komentarz