The Ghost Writer“

Tomek — 15.02.2011 — FilmKomentarze (0) — Tagi: ,

Mia­łem ten tekst zacząć krót­kim wywo­dem o zeszło­rocz­nym szu­mie wokół reży­sera, ale, w sumie, po co? Prze­cież każdy wie co się działo, a jak nie wie, to pew­nie go to nie obcho­dziło. Fak­tem jest, że 2010 to także rok w któ­rym Polań­ski stwo­rzył jeden z lep­szych thril­le­rów ostat­nich lat, udo­wad­nia­jąc przy oka­zji wszyst­kim nie­do­wiar­kom, że wcale nie „stra­cił kłów“. Może tylko przez jakiś czas mniej je eksponował.

The Ghost Wri­ter“ opo­wiada o tytu­ło­wym Duchu, czło­wieku który zara­bia na życie pisząc książki, pod któ­rymi pod­pi­suje się ktoś inny. Za namową swo­jego agenta i przy­ja­ciela, zga­dza się napi­sać wspo­mnie­nia byłego pre­miera Wiel­kiej Bry­ta­nii — Adama Langa. Powód poszu­ki­wa­nia nowego autora jest jed­nak nie­po­ko­jący, bo poprzedni zgi­nął w dziw­nych oko­licz­no­ściach, jed­nak ofi­cjal­nie uznano to za samo­bój­stwo. Boha­ter sku­szony dobrą ceną pod­pi­suje kon­trakt i leci do pry­wat­nej willi poli­tyka, by pra­co­wać nad bio­gra­fią. Pech chciał, że sprawa wyda­nia książki splo­tła się z oskar­że­niami Langa o zbrod­nie wojenne.

Film od prak­tycz­nie pierw­szych minut przy­tła­cza cięż­kim, dusz­nym można powie­dzieć, kli­ma­tem, zna­nym fanom Polań­skiego. Już pierw­sze roz­mowy suge­rują, że „coś tu nie gra“, a kolejne sceny (w dużej mie­rze dzięki świet­nym zdję­ciom i reży­se­rii) tylko potwier­dzają obawy. Dodat­kowo intry­guje fakt, że boha­ter albo tego nie dostrzega, albo stara się tego nie robić. Jego podej­rze­nia budzi dopiero zna­le­zie­nie w rze­czach zmar­łego kolegi po fachu pew­nych doku­men­tów i zdjęć mogą­cych suge­ro­wać, że wszystko co do tej pory pre­mier powie­dział i robił, było zgrabną mistyfikacją.

Po tym wyda­rze­niu sprawa zaczyna biec coraz szyb­ciej. Co naj­lep­sze, obawy, wąt­pli­wo­ści i lęk boha­tera udziela się widzowi bar­dzo mocno, do tego stop­nia, że w pew­nym momen­cie pod­czas seansu wyczu­walny jest dys­kom­fort, cho­ciaż przy­jemny (bo kon­tro­lo­wany, można prze­cież wyłą­czyć film w każ­dej chwili) to jed­nak cią­żący. Dużą w tym zasługę mają świetne zdję­cia Pawła Edel­mana i świetna reży­se­ria. Rów­nież sce­na­riusz nie pozo­sta­wia wiele do życze­nia, nie ma dłu­żyzn, a każda scena ma coś wspól­nego z bie­gnącą histo­rią, każda może oka­zać się klu­czowa w póź­niej­szym roz­ra­chunku, każda wymaga sku­pie­nia i uwagi. Bar­dzo zgrab­nie unik­nięto popad­nię­cia w sztampę. Poja­wia­jące się postaci wywo­łują nie­pew­ność, jed­nak nie taką, jak w znacz­nej więk­szo­ści obec­nych pro­duk­cji. Cię­żaru dodaje rów­nież muzyka Alexandre’a Desplat’a, poja­wia­jąca się rzadko, ale kiedy już to robi, nie daje się igno­ro­wać, jed­no­cze­śnie nie wal­cząc z fabułą o uwagę, a dopeł­nia­jąc ją jedynie.

Na osobny aka­pit zasłu­żyła obsada. Evan McGre­gor, ten aktor, mimo że wie­lo­krot­nie poka­zy­wał swój kunszt, dalej potrafi mnie zasko­czyć. Jego Duch to postać z krwi i kości, zwy­czajny męż­czy­zna, żaden boha­ter obcho­dzący się z bro­nią jak z widel­cem czy pro­wa­dzący samo­chody niczym kie­rowcy WRC. Świet­nie współ­gra z nim Oli­via Wil­liams por­tre­tu­jąca żonę Langa. Sta­now­cza, zde­cy­do­wana kobieta nie­wąt­pli­wie fascy­nuje swoją osobą nie tylko postać Ducha, ale także i widow­nię. Rów­nież Bro­snan, znany więk­szo­ści widowni z ról Jamesa Bonda, wypada bar­dzo dobrze w roli zgoła innej, niż Agenta Jej Kró­lew­skiej Mości (ale dla­czego innej — tego nie zdradzę).

Roman Polań­ski ze swoim „The Ghost Wri­ter“ nie­wąt­pli­wie wró­cił na szczyt i odku­rzył swój fotel w loży mistrzów cięż­kiego kina. Mam gorącą nadzieję, że tym razem zechce posie­dzieć na nim jesz­cze chwilę i ura­czyć fanów kina jesz­cze nie­jed­nym dzie­łem tego kalibru.

  • 8 / 10

Dodaj komentarz