• ‹Tomek› mon, luc pierwszy dobry hiphop którego słuchasz?
  • ‹Leszek› (bezsensowne gadanie, które muszę wyciąć)
  • ‹Leszek› (jeszcze jedna linijka)
  • ‹Leszek› w skrócie: tak

Mógłbym tak zakończyć recenzję, ale nikt nie wie, kim jest <leszek>, i pewnie jego zdanie mało Was obchodzi. Ale, ma rację. <L> dopiero od niedawna zaczął interesować się polskim hip-hopem, bo dostał od kolegi z uczni składankę „najlepszy hh”, czy coś, i był tam Eldo, Grammatik, O.S.T.R., chyba Ascetoholix i Sobota. W każdym razie <leszek> uznał, że to strasznie słabe (poleciłem wtedy Fisza, ale jakoś olał, głupiec), i powiedział, że w Polsce nie ma dobrej czarnej muzy. „To niemożliwe”, myślę, żeby prócz Fisza z bratem (i Pakto, od biedy, i Ostrego, od dużej biedy) nie było niczego godnego. Łut szczęścia w postaci jakiegoś random linka na jakimś random blogu do tracka „Co z tą Polską”, w wykonaniu L.U.C.a, Fokusa i Rahima, z solowej (prawie, prawie) płyty tego pierwszego. Kawałek spodobał mi się do tego stopnia, że, niesiony jego przesłaniem, postanowiłem ściągnąć sobie tę płytę (sry, nie będę gadał bajek, że po jednym tracku poleciałem do sklepu). Przesłuchałem kilka razy, po czym rzuciwszy wygłodniałe łapska na oficjalną stronę Łukasza, kliknąwszy (ha, jest takie słowo) w link do sklepiku, nabyłem krążek za 38zł (wydanie jest tak kosmiczne, że, patrząc na stosunek cena/jakość innych wydawnictw, pojawia się pytanie, czy przypadkiem nie powinno być jeszcze „1” na początku tej kwoty).

Po pobieżnym odsłuchu, przejrzeniu koperty (zawsze tak robię), przerzuceniu (damn, do dziś całej nie przeczytałem) książki z kompletu, i zrzuceniu zawartości na player, wyszedłem kupić chleb. To dość dobra historia, bo (naturalnie słuchając płyty przez słuchawki) na pytanie „co podać” odpowiedziałem „pije czarną z dwoma łyżkami soli”, i dopiero po chwili poprawiłem na „pół chleba, krojonego, i pół razowego, ale niekrojonego”. Ta sytuacja, w sumie jakoś tam powiązana z recenzją, i samą płytą, może dać Wam sygnał, że materiał ów jest srogiego kalibru.

Bo jest. Nie będę trzymał nikogo w nerwach do końca tekstu, od razu mówię, to świetna płyta.

Dokładniej? Okej. Album zaczyna się dość gorzkim spojrzeniem na Polskę, głównie na mentalność (soviet mental) ludzi młodych, dla których mp3 to ostateczna wersja posiadania muzyki (i nie, nie tych kupowanych skądś tam), ale też na sytuację polityczną (rok 2008). Wszystko jest bardzo aktualne, ale to niestety. Bo to nie L.U.C. napisał ponadczasowe teksty, tylko ludzie wciąż wolą kupić sobie sześć piw, niż album, a polityka, chyba też słabo (krzyż, srly kurwa, we wrześniu?). Na szczęście Łukasz znajduje receptę na tak słaby stan rzeczy. Witu. Kraina gdzie nic nie jest do kitu. Mniej więcej połowa krążka to wycieczka po tej abstrakcyjnej, zakręconej ziemi. Spotkać tam można Czaka Norisa, Fernando Alonzo, Janusza Lubikwasa, i parę innych, równie barwnych postaci, z którymi L.U.C. wchodzi w słowną interakcję.

Mnie osobiście głos, jak i styl Łukasza przypadły do gustu bardzo, choć czytałem, że wiele osób nie podziela tego zdania (trudno, masa kolesi z wadami wymowy i problemem z rozumieniem słowa „rym”  czeka na Waszą uwagę). Wydaje mi się też, że Luc jako jeden z niewielu w tym kraju wie, że mikrofon nie służy wyłącznie do recytacji. W dodatku ma  naprawdę dobre podkłady.

Właściwie jedyną wadą tego albumu jest nierówność materiału na pierwszej połowie („Czy ja wyglądam jak żagle” to najsłabszy muzycznie kawałek na płycie), i konstrukcja utworów, a dokładniej refrenów (często w formie A – B – A – C). Poza tym, jest świetnie.

A. Nawet się nie wygłupiajcie ściągać ten alb z sieci. Nie dość, że za 38zł (z przesyłka już) dostaje się płytę CD, którą opisałem wyżej, film DVD (w sumie taki sobie, ale warto zobaczyć jako uzupełnienie), książkę i naklejkę, to wersje płyty na necie wołają o pomstę do nieba. Niby 320kb/s, a brzmi jak jakiś re-encode z 128kbps. Zripowałem na odtwarzacz w V2, i jakość jest sto razy lepsza.

  • http://warstwy.com adone

    Świetna recenzja:) Luc jest odjechany, ma swój lot. A o ten styl w hip hopie chodzi. To inteligentny człowiek. Zaryzykuję stwierdzenie, że jego poczynania urastają do rangi sztuki, bo wymykają się konwencji rapowej. Właściwie Luc wymyka się wszystkim próbom zaszufladkowania.

    Słusznie zauważyłeś, że można mieć w jego przypadku styczność z nierównością, ale to akurat dotyczy prawie każdej i nie tylko polskiej płyty. Amerykanie walą na krążki z 30 utworów z których połowę można wyrzucić i otrzymać świetny, dobrze oceniany album.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Luc tworzy materiał wymykający się szufladom, i to jest świetne. Szczególnie na polskiej scenie, gdzie chłopakom wystarcza bycie „przeciętnym MC”, i granie dwóch koncertów miesięcznie.

    Bardzo, bardzo ciężko znaleźć równy (nawet „mniej więcej równy”) album, myślę że o tym wie każdy świadomy swoich wad twórca. Tak samo ciężko znaleźć portfolio bez słabszej pracy, czy nawet projekt bez elementu, który chciałoby się zmienić.

    Wspomniałeś o amerykańskim przemyśle. Oni tam wrzucają na płytę dziesięć skitów trwających po minucie, w Polsce się tego nie robi na jakąś dużą skalę (ciekawe, dlaczego). Dlatego album może mieć trzydzieści tracków, i mieścić się w 80 minutach muzy.

  • http://warstwy.com adone

    Ja czasem lubię skity, jeśli np. są zabawne. Cały czas czekam na album, który będzie opowiadał jedną historię. Chyba strasznie ciężko taki napisać, bo wielu wykonawców hip hopowych taki zapowiadało i jakoś chyba się nie udało. Wtedy takie skity by się też przydały. Z drugiej strony, być może jest to mało realne, napisać materiał o jednym i podzielić to na tracki.

    A myślę, że LUC dzięki temu, że jest jaki jest, jest już wolny. Jemu już nie będą zawracać gitary jak odjedzie z eksperymentami jeszcze bardziej w nieznane. Nie ma na nim tej presji liczenia linijek, komercjalizacji bitów, spłycania tematyki. Lubię jak ktoś robi swoje.

  • http://warstwy.com adone

    A on swoje robi. Wiem, że nie każdemu się to podoba. Jednak gdy taki krytykant by teraźniejszych nagrań LUCA posłuchał, a potem LUC nagrałby materiał czysto na kasę, to już by o tego starego LUCA marudził, bo tamten był prawdziwy, a ten się sprzedał. I to jest cały sęk. Nauczyć się doceniać wartość prawdziwej muzyki, niezależność, styl.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Ciężko chyba o koncepcyjny album w hip-hopie. Za to w muzyce rockowej i popowej to dość częsty przypadek. Jeżeli szukasz płyty w której temat jest mniej więcej stały, polecam „Madvillainy”, albo właśnie „Planet LUC” (dzieli się na dwie części, opis świata realnego, i Witu).

  • Pingback: 14. Nowa muzyka – styczeń i połowa lutego | Logika Ewaleśnika()