Shinichiro Watanabe #2.5 – “Cowboy Bebop: Knockin’ on Heaven’s Door”

28.07.2010 — Anime, FilmKomentarze (0) — Tagi: , ,
Shinichiro Watanabe #2.5 – “Cowboy Bebop: Knockin' on Heaven's Door”

Peł­no­me­tra­żówka „Cow­boy Bebop“ to chyba jeden z naj­po­pu­lar­niej­szych fil­mów anime w ogóle. Pew­nie po czę­ści pomo­gło mu tu bycie peł­no­me­tra­żówką świet­nego i uzna­nego serialu, ale chyba i bez tego obraz obro­niłby się. To po pro­stu bar­dzo dobry film sen­sa­cyjny z lekką nutą kome­dii i sci-fi.

Histo­ria kręci się wokół zama­chu ter­ro­ry­stycz­nego, pod­czas któ­rego zde­to­no­wana zostaje cię­ża­rówka zawie­ra­jąca nie­znany wirus, powoli zabi­ja­jący ludzi. Począt­kowo ekipa statku Bebop kom­plet­nie olewa sprawę, ale kiedy za sprawcę zostaje wyzna­czona olbrzy­mia nagroda, ruszają do akcji. I przez dwie godziny tej akcji jest sporo, i dla fanów walk wręcz i popi­sów Spike’a, i dla fanów strze­la­nia i… popi­sów Spike’a? Tak, tutaj, jak w mało któ­rym odcinku, wszyst­kie inne postaci są zepchnięte na bok, a Spie­gel bry­luje przez zde­cy­do­waną więk­szość czasu, uda­nie na szczę­ście. Gdy dowie­dzia­łem się o tym, bałem się, że to sku­pie­nie na jed­nym boha­te­rze może skrzyw­dzić obraz, ale na szczę­ście tak się nie stało. W końcu Spike to jeden z naj­bar­dziej cha­ry­zma­tycz­nych boha­te­rów w ogóle.

Na osobny aka­pit zasłu­guje czarny cha­rak­ter. Tajem­ni­czy, wiecz­nie mil­czący, ubrany na czarno zdaje się być sche­ma­tyczny do bólu. I może fak­tycz­nie taki jest, jed­nak to nie prze­szka­dza czuć do niego respekt, szcze­gól­nie po świet­nej sce­nie w pociągu, kiedy prak­tycz­nie bez pro­blemu (i ze sporą dozą bru­tal­no­ści) poko­nuje Spie­gela w walce wręcz. Na początku przed­sta­wiany jako zwy­kły sza­le­niec (cho­ciaż od razu twórcy deli­kat­nie suge­rują, że wcale tak nie będzie), wraz z roz­wo­jem wyda­rzeń staje się nie­mal posta­cią tra­giczną, ale nadal w przy­jem­nym kli­ma­cie Bebopa.

Naj­więk­szą róż­nicą mię­dzy tym fil­mem, a każ­dym z odcin­ków serialu nie są, jak mogłoby się wyda­wać, dłu­gość ani spek­trum wyda­rzeń, a reży­se­ria. Wata­nabe posta­wił w dużej mie­rze na bar­dziej fil­mowe uję­cia, znane z kaso­wych prze­bo­jów lat 90-tych, i spory roz­mach, ale nie tra­cąc przy tym wypra­co­wa­nego wcze­śniej stylu. To działa w dość dwu­sieczny spo­sób — z jed­nej strony faj­nie ogląda się takie rze­czy, i widać że to celowa sty­li­za­cja, nie sile­nie się na bycie hol­ly­wo­odz­kim reży­se­rem, z dru­giej bra­kuje przez to tego czaru, i ponie­kąd kli­matu, któ­rym epa­to­wał każdy epi­zod serii.

Nie­stety widać, że dłu­gość obrazu została tro­chę pod­cią­gnięta. Poja­wia się sporo dłu­żyzn, czę­sto nie­po­trzeb­nych, zapy­cha­ją­cych czas ekra­nowy i będą­cych luź­nymi łączni­kami przed eta­pami obfi­tymi w ele­menty popy­cha­jące histo­rię fak­tycz­nie do przodu. Tro­chę szkoda, bo według mnie, film spo­koj­nie mógł trwać 15–20 minut mniej, a być bar­dziej zwię­zły, skon­den­so­wany. Bra­kuje też wąt­ków science-fiction. Niby ekipa co jakiś czas sie­dzi na Bebo­pie, czy lata swo­imi maszy­nami, a Ed bawi się kom­pu­te­rem, ale są to tylko poboczne motywy. Zde­cy­do­wana więk­szość czasu to akcja na ziemi (nie widać, że to Mars), w obskur­nych dziel­ni­cach, sta­rych budyn­kach, przy­po­mi­na­ją­cych bar­dziej Nowy Jork, niż dopiero co zasie­dloną pla­netę, znaną z serialu.

Tech­nicz­nie jest nieco lepiej (pew­nie dzięki budże­towi) niż w serialu, obraz jest bar­dziej dokładny, i w wide­screen (szcze­gól­nie daje kopa przy oglą­da­niu wer­sji na Blu-Ray). Dźwięk stoi na rów­nie wyso­kim pozio­mie, akto­rzy spi­sali się bar­dzo faj­nie, a Yoko Kanno ponow­nie dostar­czyła świetną muzykę. Mimo wspo­mnia­nych dłu­żyzn, ogląda się go świet­nie, dla fanów serialu — pozy­cja obo­wiąz­kowa. Dla reszty — z pew­no­ścią zalecana.

Cie­ka­wostka (może zawie­rać spo­ilery): Wciąż traw spór, kiedy dzieje się akcja filmu. Według jed­nych jest to szcze­lina mię­dzy 22. a 23. odcin­kiem „Cow­boy Bebop“, na co wska­zy­wać może np. emi­sja pro­gramu „Big Shot“, który w epi­zo­dzie „Brain Scratch“ został zdjęty z anteny. Druga teo­ria suge­ruje, głów­nie przez urywki, pod­czas któ­rych Spike budzony przez Jet’a prze­wraca się tylko na drugi bok, że całość dzieje się w umy­śle Spie­gela, będąc jego snem lub halu­cy­na­cją. Która teo­ria jest praw­dziwa? Nie wiem, i szcze­rze mówiąc, nie chce wiedzieć.

  • 8 / 10

Dodaj komentarz