Od jakiegoś czasu szukałem anime z dobrą akcją, i demonami. Nie wiem dlaczego, poczułem po prostu, że bardzo chciałbym zobaczyć takie coś. Mroczne, ciekawe, z przynajmniej dobrą fabułą. Znalazłem dwoje kandydatów, „Berserk” i „Claymore”, obie serie osadzone w średniowieczu, i ponoć wypełnione po brzegi cięciem wielkimi mieczami wszystkiego wokół.

Tego pierwszego jeszcze nie ruszyłem, ale zacząłem oglądać „Claymore”, i wciągnął mnie dość mocno. Serial opowiada o Clare, dziewczynie należącej do organizacji zwalczającej demony (nazywane Yoma). Z racji używanej broni, ludzie nazwali tą organizację „Claymore”, a same wojowniczki – srebrnookie wiedźmy (dlaczego właśnie tak, dowiecie się z serialu). Z początku wydaje się, że forma anime będzie bardzo epizodyczna – pierwszy odcinek pokazuje, jak Clare przybywa do miasta, w którym zalągł się potwór. Na miejscu poznaje młodego chłopca – Raki’ego, któremu wspomniana bestia zabrała rodzinę. Po wypełnieniu „zadania”, kobieta wyrusza w dalszą drogę, jednak nie sama. Chłopak prosząc ją o pomoc, zabiera się jako kucharz i tragarz. Para, w blasku zachodzącego słońca, znika za horyzontem.

Jak powiedziałem, z początku seria wydaje się być bardzo epizodyczna, i poniekąd faktycznie taka jest, ale nie do końca. Im dalej, tym coraz częściej odcinki są częściami większej całości, głównie traktującej o wyczerpującej i niezmiernie trudnej walce, i to nie samej Clare, ale większej ilości koleżanek po fachu. Fabularnie jest poprawnie, a nawet nieźle, chociaż muszę przyznać że pojawiająca się intryga jest bardziej tłem, biegnącym gdzieś na dalekim planie, a prawdziwym smaczkiem są wspomniane, bardzo fajne walki, zrealizowane naprawdę dobrze, i choć na początku, z racji słabszych przeciwników, trwają kilka sekund i kończą się jednym celnym cięciem, to potem przeradzają się w batalie toczone na dużą skalę, i oglądane z zapartym tchem.

Za realizację odpowiada Madhouse, studio, które przy pomocy odpowiednio dużych środków pieniężnych (sprawa nieszczęsnej oprawy „Triguna” wraca często) potrafi wyczarować prawdziwą ucztę dla oczu. Tak było w tym przypadku (drugi świetny przykład to OVA „Hellsing”, którą w/w studio produkuje od 4. zdaje się odcinka). Postaci są świetnie zaprojektowane i wykonane z dbałością o wszelkie detale (zwracam uwagę na bardzo dobrze zrobione wyrazy twarzy!), animacja, szczególnie podczas walk, zapiera dech w piesiach i przygniata swoim dynamizmem, a efektu dopełnia dobra reżyseria. Oddanie niektórych zdarzeń dla wielu osób może być aż zbyt dobre, wszak seria emanuje brutalnością, i są sceny, w których krew leje się litrami. Ale, to w końcu anime z naciskiem na akcję. Jeszcze tła – te  nie odstają w żaden sposób od pierwszego planu, są na identycznie wysokim poziomie, a często nawet lepiej. Nieraz łapałem się na tym, że ignorowałem wydarzenia i podziwiałem świetnie narysowane wnętrza kościołów, piękne lasy i ulice miast.

Dźwięk również jest dobrze zrobiony, muzyka w openingu to co prawda znany japoński zespół visual-kei NIGHTMARE (kolesie od słynnego intra do „Death Note”), ale w samym anime są już dźwięki pasujące do atmosfery, ale jednocześnie mające naleciałości z muzyki nowoczesnej. To niewielka wada, ale nie przeszkadza zbytnio, częściowo też dlatego, że sama muzyka jest na dalszym planie, a brylują dźwięki walki, ścierające się miecze i głosy postaci. A jeżeli o nich już mowa – są dobre, ale nie świetne. Panie podkładający głosy mogły wysilić się troszkę bardziej i nadać postaciom więcej realizmu, bo niektóre kwestie są mówione tak sztucznie, że aż rażą.

Jak powiedziałem na początku, ponoć „Claymore” jest dużo gorsze od „Berserk”, więc to drugie musi być prawdziwym mistrzostwem w sferze dark-fantasy anime, bo recenzowany tu serial, mimo dość miałkiej i oczywistej fabuły, bardzo dobrze spełnia swoją rolę, jaką, w moim odczuciu, jest dostarczenie rozrywki opartej jedynie o czystą akcję, i świetną oprawę graficzną. Jeżeli szukasz serialu do obejrzenia wyłącznie dla zabicia czasu – polecam.

  • http://motywdrogi.pl zuziako

    Z tego co słyszałam manga Claymore przebija animowaną wersję, która ponoć pod koniec fabularnie spada na łeb i szyje – bo wtedy właśnie nie podąża już za komiksem. Są to słowa mojego brata, ja obecnie czekam aż manga claymore się skończy… wtedy ją przeczytam.

  • http://buszewski.com Tomek Buszewski

    Ostatnie sześć chyba odcinków „Claymore” to tylko namiastki fabuły, bo toczy się jedna duża walka. I nie mam porównania co do mangi, nie czytałem.