Claymore“

Tomek — 14.04.2010 — AnimeKomentarze (2) — Tagi: , ,

Od jakie­goś czasu szu­ka­łem anime z dobrą akcją, i demo­nami. Nie wiem dla­czego, poczu­łem po pro­stu, że bar­dzo chciał­bym zoba­czyć takie coś. Mroczne, cie­kawe, z przy­naj­mniej dobrą fabułą. Zna­la­złem dwoje kan­dy­da­tów, „Ber­serk“ i „Clay­more“, obie serie osa­dzone w średnio­wie­czu, i ponoć wypeł­nione po brzegi cię­ciem wiel­kimi mie­czami wszyst­kiego wokół.

Tego pierw­szego jesz­cze nie ruszy­łem, ale zaczą­łem oglą­dać „Clay­more“, i wcią­gnął mnie dość mocno. Serial opo­wiada o Clare, dziew­czy­nie nale­żą­cej do orga­ni­za­cji zwal­cza­ją­cej demony (nazy­wane Yoma). Z racji uży­wa­nej broni, ludzie nazwali tą orga­ni­za­cję „Clay­more“, a same wojow­niczki — srebr­no­okie wiedźmy (dla­czego wła­śnie tak, dowie­cie się z serialu). Z początku wydaje się, że forma anime będzie bar­dzo epi­zo­dyczna — pierw­szy odci­nek poka­zuje, jak Clare przy­bywa do mia­sta, w któ­rym zalągł się potwór. Na miej­scu poznaje mło­dego chłopca — Raki’ego, któ­remu wspo­mniana bestia zabrała rodzinę. Po wypeł­nie­niu „zada­nia“, kobieta wyru­sza w dal­szą drogę, jed­nak nie sama. Chło­pak pro­sząc ją o pomoc, zabiera się jako kucharz i tra­garz. Para, w bla­sku zacho­dzą­cego słońca, znika za horyzontem.

Jak powie­dzia­łem, z początku seria wydaje się być bar­dzo epi­zo­dyczna, i ponie­kąd fak­tycz­nie taka jest, ale nie do końca. Im dalej, tym coraz czę­ściej odcinki są czę­ściami więk­szej cało­ści, głów­nie trak­tu­ją­cej o wyczer­pu­ją­cej i nie­zmier­nie trud­nej walce, i to nie samej Clare, ale więk­szej ilo­ści kole­ża­nek po fachu. Fabu­lar­nie jest popraw­nie, a nawet nie­źle, cho­ciaż muszę przy­znać że poja­wia­jąca się intryga jest bar­dziej tłem, bie­gną­cym gdzieś na dale­kim pla­nie, a praw­dzi­wym smacz­kiem są wspo­mniane, bar­dzo fajne walki, zre­ali­zo­wane naprawdę dobrze, i choć na początku, z racji słab­szych prze­ciw­ni­ków, trwają kilka sekund i koń­czą się jed­nym cel­nym cię­ciem, to potem prze­ra­dzają się w bata­lie toczone na dużą skalę, i oglą­dane z zapar­tym tchem.

Za reali­za­cję odpo­wiada Madho­use, stu­dio, które przy pomocy odpo­wied­nio dużych środ­ków pie­nięż­nych (sprawa nie­szczę­snej oprawy „Tri­guna“ wraca czę­sto) potrafi wycza­ro­wać praw­dziwą ucztę dla oczu. Tak było w tym przy­padku (drugi świetny przy­kład to OVA „Hel­l­sing“, którą w/w stu­dio pro­du­kuje od 4. zdaje się odcinka). Postaci są świet­nie zapro­jek­to­wane i wyko­nane z dba­ło­ścią o wszel­kie detale (zwra­cam uwagę na bar­dzo dobrze zro­bione wyrazy twa­rzy!), ani­ma­cja, szcze­gól­nie pod­czas walk, zapiera dech w pie­siach i przy­gniata swoim dyna­mi­zmem, a efektu dopeł­nia dobra reży­se­ria. Odda­nie nie­któ­rych zda­rzeń dla wielu osób może być aż zbyt dobre, wszak seria ema­nuje bru­tal­no­ścią, i są sceny, w któ­rych krew leje się litrami. Ale, to w końcu anime z naci­skiem na akcję. Jesz­cze tła — te nie odstają w żaden spo­sób od pierw­szego planu, są na iden­tycz­nie wyso­kim pozio­mie, a czę­sto nawet lepiej. Nie­raz łapa­łem się na tym, że igno­ro­wa­łem wyda­rze­nia i podzi­wia­łem świet­nie nary­so­wane wnę­trza kościo­łów, piękne lasy i ulice miast.

Dźwięk rów­nież jest dobrze zro­biony, muzyka w ope­ningu to co prawda znany japoń­ski zespół visual-kei NIGHTMARE (kole­sie od słyn­nego intra do „Death Note“), ale w samym anime są już dźwięki pasu­jące do atmos­fery, ale jed­no­cze­śnie mające nale­cia­ło­ści z muzyki nowo­cze­snej. To nie­wielka wada, ale nie prze­szka­dza zbyt­nio, czę­ściowo też dla­tego, że sama muzyka jest na dal­szym pla­nie, a bry­lują dźwięki walki, ście­ra­jące się mie­cze i głosy postaci. A jeżeli o nich już mowa — są dobre, ale nie świetne. Panie pod­kła­da­jący głosy mogły wysi­lić się troszkę bar­dziej i nadać posta­ciom wię­cej reali­zmu, bo nie­które kwe­stie są mówione tak sztucz­nie, że aż rażą.

Jak powie­dzia­łem na początku, ponoć „Clay­more“ jest dużo gor­sze od „Ber­serk“, więc to dru­gie musi być praw­dzi­wym mistrzo­stwem w sfe­rze dark-fantasy anime, bo recen­zo­wany tu serial, mimo dość miał­kiej i oczy­wi­stej fabuły, bar­dzo dobrze speł­nia swoją rolę, jaką, w moim odczu­ciu, jest dostar­cze­nie roz­rywki opar­tej jedy­nie o czy­stą akcję, i świetną oprawę gra­ficzną. Jeżeli szu­kasz serialu do obej­rze­nia wyłącz­nie dla zabi­cia czasu — polecam.

  • 6 / 10

2 komentarze/y

  1. zuziako pisze:

    Z tego co sły­sza­łam manga Clay­more prze­bija ani­mo­waną wer­sję, która ponoć pod koniec fabu­lar­nie spada na łeb i szyje — bo wtedy wła­śnie nie podąża już za komik­sem. Są to słowa mojego brata, ja obec­nie cze­kam aż manga clay­more się skoń­czy… wtedy ją przeczytam.

  2. Ostat­nie sześć chyba odcin­ków „Clay­more“ to tylko namiastki fabuły, bo toczy się jedna duża walka. I nie mam porów­na­nia co do mangi, nie czytałem.

Dodaj komentarz