„Noein”

O „Noein” daje się słyszeć sporo, zwłaszcza podczas przeglądania różnych podsumowań „najlepszych anime sci-fi” czy nawet „najlepszych anime w ogóle”. Pozycja na takich listach, a także wiele wysokich ocen i pochlebnych opinii skłoniły mnie do zapoznania się z serią już jakiś czas temu, ale dopiero wczoraj skończyłem ją oglądać.

Serial opowiada o dwunastoletniej dziewczynce imieniem Haruka, i jej przyjaciołach – ponurym Yū, bojaźliwym fanie futbolu Isami, Miho, fascynującej się zjawiskami paranormalnymi i Ai, fance sportu o wesołym usposobieniu. Pierwszy odcinek, będący wprowadzeniem, zaczyna się od ostatniego dnia szkoły, i umówienia się „paczki” na nocną wyprawę na cmentarz, w celu poszukiwania duchów. Tam też znajdują to, czego szukali, a nawet więcej. Spotykają ludzi podających się za Smoczych Rycerzy, i szczególnie interesujących się Haruką. Ów postaci wykazują też dość niezwykłe, jak na ludzi, umiejętności – potrafią latać i błyskawicznie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Podczas rozmowy z nimi okazuje się, że protagonistka jest czymś nazywanym „Dragon Torque” („Smocza Obręcz”), i jednocześnie niezbędnym składnikiem potrzebnym do ocalenia krainy, z której przybili.

Ten zarys pierwszego odcinka co prawda nie wydaje się zbyt interesujący, raczej sztampowy, ale kolejne epizody bardzo się rozkręcają. Ważną częścią historii jest teoria wielu światów Hugh Everett’a, mówiąca jakoby prócz świata w którym żyjemy istniały jeszcze inne, równoległe, w których zdarzenia i czyny mogą zachodzić inaczej, tworząc inną przyszłość, niż ta, w której my egzystujemy. Jednak twórcy „Noein” uznali, że sama teoria nie wystarczy, i przeszli od razu do praktyki – stworzyli możliwość przemieszczania się w czasie niezależnie od wymiaru, i w samych wymiarach. Dlatego właśnie, wspomniani wcześniej Smoczy Rycerze są postaciami przybywającymi z wymiaru nazywającego się La’cryma, w chwili obecnej wyprzedzającego wydarzenia w wymiarze Haruki o 15 lat.

Stopniowy rozwój historii bardzo wciąga, i muszę przyznać, że już od początku chciałem oglądać dalej, głównie przez to, że twórcy opanowali do perfekcji technikę zwaną cliffhanger, czyli znany głównie z seriali amerykańskich motyw końcówki serialu, w której pojawia się ważne pytanie, lub zaczyna się dziać coś, co zakończone zostanie dopiero w następnym epizodzie. Na uwagę zasługuje też niezłe pomieszanie lekkiego klimatu życia nastolatków, ich drobnych problemów (na przykład z chłopcami, czy z niechęcią do nauki) z poważniejszymi wydarzeniami głównego wątku.  Ale nie tylko. Dużą siłą są bohaterowie, z jednej strony, z uwagi na wiek, wciąż dziecinni, z drugiej, starający się stawić czoła wyzwaniom najlepiej jak mogą. Łączy ich bardzo silna więź przyjaźni, ale i nie tylko, co dobrze widać już od początku.

Technicznie serial jest bez zarzutu, tła są bardzo wysokiej jakości, a postaci rysowane dość luźno (ale nie niedbale!) kontrastują z nimi. Cieszą również zabiegi w dynamicznych scenach, kiedy całość zamienia się na kilka chwil w ruchowy szkic. Jedyną ujmą, w moim odczuciu, są dość częste animacje 3D, jakoś nie przepadam za nimi w anime. Muzycznie jest fajnie, muzyka nie stara się dominować, ale mimo to daje się zauważyć. I dobrze, bo kompozycje są bardzo dobre, podkreślają sytuację, jednocześnie wprawiają w unikalny nastrój serialu.

„Noein” trwa 24 odcinki, które wciągają jak wir, i mimo że bohaterami są głównie dzieci, interesują, i pozwalają zżyć się z postaciami. Polecam!