Nie będę ukrywał, że o polskim hip-hopie wiem niewiele więcej niż moja mama. Wizerunek, jaki tej muzyce robią jej fani i poniekąd wykonawcy skutecznie mnie odstrasza. Na szczęście jestem dosyć ciekawski, i dzięki tej cesze trafiłem jakiś czas temu na braci Waglewskich, wówczas razem z Tworzywem Sztucznym na płycie „Wielki Ciężki Słoń”. Przypadła mi do gustu, dlatego postanowiłem bardziej zgłębić twórczość braci Fisza i Emade. Tak dotarłem do ich ostatniego dzieła, płyty „Heavi Metal”.

Tematyką albumu są nostalgiczne poniekąd wspomnienia chłopaków z młodości, kiedy właśnie muzyka heavy metalowa z Iron Maiden i Anthraxem była na topie, a hip-hop dopiero wchodził do Polski. Teksty, trochę abstrakcyjne i zagmatwane, jak to na Fisza przystało, opowiadają kilka osobnych historii, które mniej lub bardziej sklejają się w całość, ukazując koncept. Wokal Waglewskiego również stoi na dobrym poziomie, chociaż tutaj jest to powód dobrej produkcji i efektów nałożonych na głos. O tym, jaki Fisz ma flow, czy w ogóle go ma, i czy zgadzają mu się sylaby i rymy nie chce mi się myśleć, bo nie o to tutaj chodzi, i się na tym nie znam.

Muzycznie jest bardzo, bardzo fajnie. Emade bardzo dobrze wie, co robi, tworząc wpadające ucho w bity i popierając je przyjemnymi melodiami i świetnymi samplami. W tym wszystkim udało się Waglewskiemu wnieść wyraźny feel lat 80-tych, nie tylko przez bit, ale i przez produkcję.

Album ma kilka słabych stron, głównie w postaci utworów na drugiej połowie płyty. „Pani Bum Bum” i „Kawa I Papierosy” wydają się być tak zbędne, że aż natarczywe, i mimo że faktycznie, wnoszą trochę do konceptu ogólnego płyty, to mogły być zrobione lepiej. Na uwagę z kolei zasługują praktycznie wszystkie kawałki prócz tych dwóch, ze szczególnym uwzględnieniem pierwszych sześciu („Iron Maiden” i „Najpiękniejsza Kobieta…” to istne perełki).

Reasumując, osiem na dziesięć kawałków dosłownie rozgniata, niwelując dość nieciekawe wrażenie wywarte przez wspomniane dwa. Może płyta nie jest genialna i na każdą okazję, ale ma swoje atuty. Polecam, szczególnie ludziom takim jak ja, którzy o polskim hip-hopie (choć temu albumowi nie da się przylepić jednej metki gatunkowej) wiedzą niewiele.

  • http://warstwy.com adone

    Fisz pisze bardzo ciekawe teksty. Tej płyty akurat nie słuchałem, ale bracia to piekielnie uzdolnione bestie. Wiadomo. Geny. Bity Emade są super. Nie jestem ich wielkim fanem, ale doceniam ich twórczość artystyczną, bo w ich przypadku można mówić o artyzmie.