Fisz Emade „Heavi Metal“

Tomek — 23.03.2010 — MuzykaKomentarze (1) — Tagi: , ,

Nie będę ukry­wał, że o pol­skim hip-hopie wiem nie­wiele wię­cej niż moja mama. Wize­ru­nek, jaki tej muzyce robią jej fani i ponie­kąd wyko­nawcy sku­tecz­nie mnie odstra­sza. Na szczę­ście jestem dosyć cie­kaw­ski, i dzięki tej cesze tra­fi­łem jakiś czas temu na braci Waglew­skich, wów­czas razem z Two­rzy­wem Sztucz­nym na pły­cie „Wielki Ciężki Słoń“. Przy­pa­dła mi do gustu, dla­tego posta­no­wi­łem bar­dziej zgłę­bić twór­czość braci Fisza i Emade. Tak dotar­łem do ich ostat­niego dzieła, płyty „Heavi Metal“.

Tema­tyką albumu są nostal­giczne ponie­kąd wspo­mnie­nia chło­pa­ków z mło­do­ści, kiedy wła­śnie muzyka heavy meta­lowa z Iron Maiden i Anth­ra­xem była na topie, a hip-hop dopiero wcho­dził do Pol­ski. Tek­sty, tro­chę abs­trak­cyjne i zagma­twane, jak to na Fisza przy­stało, opo­wia­dają kilka osob­nych histo­rii, które mniej lub bar­dziej skle­jają się w całość, uka­zu­jąc kon­cept. Wokal Waglew­skiego rów­nież stoi na dobrym pozio­mie, cho­ciaż tutaj jest to powód dobrej pro­duk­cji i efek­tów nało­żo­nych na głos. O tym, jaki Fisz ma flow, czy w ogóle go ma, i czy zga­dzają mu się sylaby i rymy nie chce mi się myśleć, bo nie o to tutaj cho­dzi, i się na tym nie znam.

Muzycz­nie jest bar­dzo, bar­dzo faj­nie. Emade bar­dzo dobrze wie, co robi, two­rząc wpa­da­jące ucho w bity i popie­ra­jąc je przy­jem­nymi melo­diami i świet­nymi sam­plami. W tym wszyst­kim udało się Waglew­skiemu wnieść wyraźny feel lat 80-tych, nie tylko przez bit, ale i przez produkcję.

Album ma kilka sła­bych stron, głów­nie w postaci utwo­rów na dru­giej poło­wie płyty. „Pani Bum Bum“ i „Kawa I Papie­rosy“ wydają się być tak zbędne, że aż natar­czywe, i mimo że fak­tycz­nie, wno­szą tro­chę do kon­ceptu ogól­nego płyty, to mogły być zro­bione lepiej. Na uwagę z kolei zasłu­gują prak­tycz­nie wszyst­kie kawałki prócz tych dwóch, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem pierw­szych sze­ściu („Iron Maiden“ i „Naj­pięk­niej­sza Kobieta…“ to istne perełki).

Reasu­mu­jąc, osiem na dzie­sięć kawał­ków dosłow­nie roz­gniata, niwe­lu­jąc dość nie­cie­kawe wra­że­nie wywarte przez wspo­mniane dwa. Może płyta nie jest genialna i na każdą oka­zję, ale ma swoje atuty. Pole­cam, szcze­gól­nie ludziom takim jak ja, któ­rzy o pol­skim hip-hopie (choć temu albu­mowi nie da się przy­le­pić jed­nej metki gatun­ko­wej) wie­dzą niewiele.

  • 7 / 10

Jeden komentarz

  1. adone pisze:

    Fisz pisze bar­dzo cie­kawe tek­sty. Tej płyty aku­rat nie słu­cha­łem, ale bra­cia to pie­kiel­nie uzdol­nione bestie. Wia­domo. Geny. Bity Emade są super. Nie jestem ich wiel­kim fanem, ale doce­niam ich twór­czość arty­styczną, bo w ich przy­padku można mówić o artyzmie.

Dodaj komentarz