Burzum „Belus“

Tomek — 21.03.2010 — MuzykaKomentarze (0) — Tagi: ,

Belus“ to tak naprawdę pierw­szy album Varga od cza­sów recen­zo­wa­nego przeze mnie „Filo­so­fem“. Dwa nagrane póź­niej to fak­tycz­nie zbiór śred­niej jako­ści dark ambien­to­wych kawał­ków nagra­nych w wię­zie­niu, do któ­rego Viker­nes tra­fił za zabi­cie gita­rzy­sty May­hem i spa­le­nie kilku kościo­łów (szcze­góły na Wiki, nie ma sensu prze­pi­sy­wać tego po raz setny). Ale do rzeczy.

Jeżeli jakiś arty­sta robi sobie prze­rwę trwa­jącą od 1993 do 2009 roku (czyli szes­na­ście lat), cze­ka­jąc na nowy mate­riał zawsze poja­wia się oczy­wi­ste pyta­nie — czy da radę? Na szczę­ście Varg poka­zał, że potrafi nagry­wać muzykę, a że w wię­zie­niu wysza­lał się nagry­wa­jąc dwa ambien­towe albumy, teraz fani dostają to, na co naprawdę cze­kali — świetny, kli­ma­tyczny album.

Pierw­sze dwa utwory (wli­cza­jąc intro) od razu infor­mują, że zmian stylu i pogoni za modą nie będzie — nie czuć, że to album z 2010 roku, jest w podob­nej sty­li­styce co „Filo­so­fem“, ale to może być zasługą faktu, że część utwo­rów powstało dużo wcze­śniej, a na potrzebny tej pro­duk­cji zostały jedy­nie lekko prze­ro­bione. Z dru­giej strony, nie mogę powie­dzieć, żeby Burzum stał w miej­scu, utwory są szyb­sze i bar­dziej zło­żone, niż wcze­śniej, a sam Varg utrzy­muje, że muzycz­nie ewo­lu­ował, i jego muzyki nie można już szu­flad­ko­wać, bo ta wyrywa się ze wszyst­kich ram gatunku.

Na szcze­gólną uwagę zasłu­guje „Kaima­dal­thas’ ned­sti­gning“ z bar­dzo faj­nym, mówio­nym tek­stem w tle. Spo­rym ewe­ne­men­tem z kolei zdaje się być bar­dzo szybki „Sverd­dans“ trwa­jący zale­d­wie dwie i pół minuty, czyli chyba rekor­dowo krówki, jak na nagra­nia Burzum. Muszę przy­znać, że ten kawa­łek podoba mi się dość śred­nio, może dla­tego, że nie nastę­puje w nim żadne roz­wi­nię­cie, nie widać żadnego postępu, i szcze­rze mówiąc brzmi jak wypełniacz.

Nie znam nor­we­skiego, dla­tego nie­wiele mogę powie­dzieć o tek­stach (znajdę czas, to chęt­nie spraw­dzę angiel­skie tłu­ma­cze­nie), a o histo­rii wiem tyle, że mówi o śmierci boga Belusa, jego podróży przez zaświaty i powro­cie do życia. Jed­nak o wokalu mogę powie­dzieć coś wię­cej. Szcze­rze mówiąc bałem się, że po tych latach prze­rwy głos muzyka tro­chę zardze­wieje, i nie będzie tak dobry, jak był wcze­śniej. Na szczę­ście myli­łem się, i Varg nadal świet­nie włada stru­nami gło­so­wymi, i myślę że spo­koj­nie można sta­wiać go w czo­łówce blac­ko­wych wokalistów.

Zresztą, nie tylko woka­li­stów. „Belus“ to nie tylko świetny come­back album, ale przede wszyst­kim świetny album w ogóle, ugrun­to­wu­jący pozy­cję Burzum na black­me­ta­lo­wej sce­nie. Do mnie tra­fia bez­pro­ble­mowo, i podoba mi się bar­dziej niż „Filosofem“.

  • 8 / 10

Dodaj komentarz