Chciałbym powiedzieć, że nie pisałem nic tyle czasu, bo mam tyle amunicji na wpisy, że nie wiedziałem za co zabrać się najpierw, i że ta niemoc trzymała mnie przez ten tydzień. Ale nie, niestety nie, jestem po prostu trochę zawalony robotą, trochę innymi rzeczami, odrabiam spanie i obiady. Ale dobra, do rzeczy.

Nigdy nie byłem fanem tzw. mecha – anime o ludziskach w wielkich robotach. Właściwie, to sam nie wiem dlaczego. Żeby się przemóc, postanowiłem zasięgnąć języka, i dowiedziałem się, że „08th MS Team” to jeden z najdojrzalszych części franczyzy „Gundam”, nie ma tam nastoletnich bohaterów i urywającego wory spod oczu patosu. No i dwanaście odcinków, to można przełknąć w kilka wieczorów.

Seria zaczyna się, naturalnie, od przedstawienia głównego bohatera – porucznika Federacji, Shiro Amady, który otrzymuje dowództwo nad ósmą drużyną Gundamów, stacjonującą w Azji. W drodze na Ziemię statek, którego Amada jest pasażerem, zauważa walkę pomiędzy inną jednostką Federacji, a ich przeciwnikami w Jednoletniej Wojnie (bo tak nazywa się konflikt będący tłem tego serialu) – Księstwem Zeon. W akcie heroizmu Amada wsiada w niewielki pojazd obserwacyjny zwany Kulą i rusza na pomoc. Udaje mu się wystarczająco uszkodzić mobile suit wroga, by ten zmuszony był opuścić swoją jednostkę. To samo, niestety, tyczy się Shiro. Nietrudno się domyślić, że wrogim pilotem była kobieta, a dwoje bohaterów po krótkiej demonstracji nienawiści pada ku sobie. Niestety, służba jest służba, i trzeba wracać do szeregów!

Tak kończy się pierwszy z dwunastu odcinków tego wideo (to właściwie nie serial, tylko OVA). Kolejne, mniej lub bardziej przesycone efektowną walką Gundamów, ukazują fajne profile psychologiczne całego zespołu, któremu dowodzi Shiro. A jest tam kilka ciekawych postaci, i mimo że na przykład Michel popada w banał (niechęć do walki, tęsknota za dziewczyną), to postaci takie jak Sanders, noszący miano przeklętego (wszystkie inne grupy, w których służył zostały wyrżnięte, zawsze był jedynym ocalałym) czy Elenore, muzyk wcielony do służby, działają bardzo na korzyść, sprawiając, że chce się śledzić kolejne odcinki, by zobaczyć co się z nimi stanie.

Ale nie tylko. Pewnie łatwo się domyślić, że głównym wątkiem jest tu uczucie, które nawiązało się między Shiro, a Ainą (imię wspomnianej wcześniej pani pilot wrogiego księstwa). I faktycznie, przez pierwszą połowę serii obydwoje wyrażają swoją tęsknotę, pozwalając uczuciu dojrzeć. Nie będzie chyba dużym spoilerem (ale jednak, „spoiler alert” w razie czego) jeżeli powiem, że ci dwoje odnajdują się już w połowie serialu, jednak nie jest dane posiedzieć ze sobą dość długo.

Wspomniałem na początku o tle wydarzeń – jest to Jednoletnia Wojna, toczona na Ziemii i w Kosmosie między Federacją Ziemską a Księstwem Zeon. Obie frakcje żywią do siebie szczerą nienawiść, intensywnie przy tym myśląc nad drogą do zagwarantowania sobie zwycięstwa w batalii. Podczas dwunastu trzydziestominutowych odcinków dane jest obejrzeć wiele walk, i choć niektóre (odcinki drugi i trzeci) zieją nudą, to potem całość rozkręca się bardzo mocno.

Jeżeli miałbym wymienić słabe strony „08th MS Team”, to na pewno będzie to momentami aż nazbyt widoczny banał i średnia kreska (ale tylko w kwestii postaci, roboty i tła są bardzo dobre). Dla mnie to był drugi serial z gatunku mecha (pierwszy to osławiony „Neon Genesis Evangelion”), więc nie czuję się do uprawniony wyrokowania, jak ten Gundam wypada na tle innych z tej franczyzy i gatunku ogólnie, jednak muszę przyznać jedno – zdecydowanie warto dać szansę tej serii.

Aha, i pamiętajcie – dwunasty odcinek to swoista „dokrętka”, nie jest jakoś dokładnie powiązany z wydarzeniami, i jeżeli satysfakcjonuje Was zakończenie ukazane w „jedenastce”, darujcie go sobie.