„Black Lagoon”

  • 22.01.2010
  • 8/10

Jakiś czas temu znajomy polecił mi anime „Black Lagoon” mówiąc, że jest bardzo podobne zarówno pod względem treści, jak i jakości do jednego z moich faworytów, serialu „Cowboy Bebop”. Na pierwszy rzut oka (czyli po dwóch, trzech odcinkach) faktycznie można zauważyć spore podobieństwo przynajmniej w pierwszej kwestii, ale im dłużej śledzi się losy bohaterów, tym bardziej różnice są wyraźne.

Serial opowiada historię japońskiego urzędnika, przeciętnego samotnika, Rokuro „Rock” Okajima’y, porwanego dla okupu przez trójkę przemytników – Revy, Dutch’a i Benny’ego. Kiedy jednak szefowie nie chcą wyciągnąć swojego pracownika z bagna, ba, uznają go za martwego, o czym zresztą informują go bezpośrednio, postanawia dołączyć do ekipy Lagoon. I mimo, że Rock nie potrafi walczyć i jest dość bojaźliwy, okazuje się być świetnym dopełnieniem drużyny, a to przez swoje zdolności do negocjacji, wrodzoną uprzejmość i świetne znajomości języków, cechy idealnie nadające się na przedstawiciela nowoczesnych piratów morskich.

Jak już wspomniałem, początkowo grupa, nazywają się Lagoon, liczyła trzy osoby – Revy, zamkniętą w sobie, bardzo agresywną i zaborczą dziewczynę, której jedyne zainteresowanie to strzelaniny, Dutch’a – szefa firmy, opanowanego, inteligentnego, jednak bardzo skutecznego faceta, i Benny’ego – speca od wszelkiej maści komputerów, i świetnego kierowcy. Historia dzieje się w dużej mierze w fikcyjnym tajlandzkim mieście Roanapur, będącym największym skupiskiem wszelkiego rodzaju bandytów, a także mafii i triady, w całej Azji, albo i na Ziemi. Jednak praca ekipy Lagoon to przede wszystkim transport – trudnią się oni przewożeniem „rzeczy” z punktu A do B, bez zważania na to, czy towarem są broń, narkotyki, czy dzieci. Nierzadko na przewożony ładunek ma ochotę ktoś trzeci, ale właśnie dzięki możliwości ochrony fantów, firma jest tak znana i szanowana.

Pierwszy sezon tak naprawdę traktuje głównie o przewożeniu towaru, jest przepełniony akcją i ogólnie, nie jest wymagający. Drugi z kolei, już przy okazji pierwszych odcinków, wprowadza pierwiastek ewolucji, i wrzuca serial na trochę inne tory. Dostajemy więcej przemyśleń, rozmów między bohaterami, mocno podkreślona staje się coraz silniejsza przyjaźń między zimną w sferze kontaktu z ludźmi Revy, a zamkniętym w sobie, zrezygnowanym Rock’iem, co (niestety) skutkuje odsunięciem pozostałych dwóch bohaterów na daleki plan. W końcu, cały sezon ma jednolite tło wydarzeń, w których śledzimy historię pewnych ważnych klientów Lagoon.

W strefie audiowizualnej jest bardzo dobrze. Za dzieło odpowiada studio Madhouse, znane m.in. z „Kaiba” czy „Death Note”, co już na wstępie gwarantuje jakość. Autorzy bardzo przyłożyli się, by wiernie oddać przemoc, która jest jednym z głównych elementów serialu, animacja jest bardzo dobra, wszystkie ruchy postaci płynne i naturalne. Również dźwięk jest na wysokim poziomie, aktorzy stanęli na wysokości zadania, jednak, jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić, to do ich kwestii mówionych po angielsku – rozumiem, że to Japończycy, jednak mogliby przyłożyć się do nich bardziej.

Podsumowując, „Black Lagoon” to nie jest kalka „Cowboy Bebop”, co najwyżej dzieło momentami inspirowane serialem Watanabe. Jeżeli szukasz anime przepełnionego wartką akcją i zabawnymi dialogami, a jednocześnie traktującego w dużej mierze o przyjaźni, filozofii, czy moralności – z czystym sumieniem mogę polecić serię Katabuchi’ego.

Aha, niedawno ogłoszone zostało, że powstaje trzeci sezon, jednak tym razem nie w formie serialu telewizyjnego, a OVA – czyli będzie wydawany jedynie na nośnikach, i licencjonowany do użytku domowego.