Gran Turismo 5 Academy“

Tomek — 19.12.2009 — GraKomentarze (0) — Tagi: ,

Chyba wszy­scy gra­cze znają serię „Gran Turi­smo“ zapo­cząt­ko­waną przez Poly­phony na pierw­sze Play­Sta­tion. Znana nie­gdyś jako naj­bar­dziej reali­styczny symu­la­tor wyści­gów dostępny na kon­sole, od zawsze wywo­ły­wała duże emo­cje, jed­nak tak wiel­kich, jak naj­now­sza, nad­cho­dząca piąta odsłona, jesz­cze nie. Nic zatem dziw­nego, że wygłod­niali fani cze­kają z nie­cier­pli­wo­ścią na nawet naj­mniej­sze skrawki informacji.

Poly­phony, wycho­dząc tym ocze­ki­wa­niom naprze­ciw, udo­stęp­nili, via PSN, ważącą około 220MB wer­sję demon­stra­cyjną, w któ­rej jed­nak główny nacisk nie jest poło­żony na gra­fikę, a roz­grywkę. Gran Turi­smo 5 Aca­demy nie jest co prawda demem w peł­nym tego słowa zna­cze­niu, ale speł­nia swoje zda­nia w stu pro­cen­tach — zachęca do kupna już w dniu premiery.

Gra ofe­ruje jedno auto (Nis­san 370Z) w dwóch kon­fi­gu­ra­cjach — stan­dar­do­wej (kolor czer­wony), i pod­ra­so­wa­nej (ciemny gra­nat), jeden tor (India­no­po­lis Motor Spe­edway) i jeden tryb (Time Trial).

Roz­grywka jest bar­dzo trudna, nawet dla kogoś, kto z poprzed­nimi czę­ściami miał dużo do czy­nie­nia. Tor, mimo że nie wydaje się naj­trud­niej­szy, wymaga peł­nego sku­pie­nia, szcze­gól­nie pod­czas pro­wa­dze­nia stan­dar­do­wej wer­sji samo­chodu. Każda prak­tycz­nie pomyłka, za mocno naci­śnięty gaz, za ostre wej­ście w zakręt, zbyt późne hamo­wa­nie, wszystko to koń­czy się albo (w naj­lep­szym wypadku) wypad­nię­ciem z toru na trawę/piasek, który sku­tecz­nie spo­wal­nia gra­cza, albo (w naj­gor­szym) wykrę­ce­niu kilku „bącz­ków“ (obro­tów o 360°). Ale w obu przy­pad­kach nie ma żadnego sensu wra­ca­nie na tor. Czas leci nie­ubła­ga­nie, a wyco­fa­nie auta z trawy zaj­muje tyle, co prze­je­cha­nie ćwierci trasy. Pełne sku­pie­nie i dobry refleks zostają jed­nak nagro­dzone — usta­no­wie­nie swo­jego rekordu, a następ­nie bicie go dostar­cza nie­sa­mo­wi­tej frajdy, podob­nie jak dra­pa­nie się po szcze­bel­kach ran­kin­gów (mój rekord: 2008 miej­sce, w pod­ra­so­wa­nej wersji).

Gra­ficz­nie nie jest zbyt szcze­gól­nie. Auto co prawda jest świet­nie zro­bione, zarówno od zewnątrz (przez tylną szybę widać, jak kie­rowca zmie­nia biegi i skręca), jak i od zewnątrz. Oto­cze­nie jed­nak pozo­sta­wia dużo do życze­nia — drzewa skła­da­jące się z kilku bit­map, tor podob­nie (tak, to widać, szcze­gól­nie pod­czas widoku „z okna“, bez kok­pitu). Trawa i pia­sek wyglą­dają dobrze tylko oglą­dane z pręd­ko­ścią kil­ku­na­stu kilo­me­trów na godzinę, w innym przy­padku dzielą los drzew i trasy.

Modelu znisz­czeń nie ma (ma być w peł­nej wer­sji), cho­ciaż według mnie, nie będzie potrzebny. Gra wymu­sza per­fek­cję, a każdy kon­takt z bandą unie­waż­nia czas okrążenia.

Jeżeli zapo­mnimy o sła­bej gra­fice oto­cze­nia, a sku­pimy się na tym, co Poly­phony chce nam poka­zać, czyli na świet­nej fizyce, gra staje się muro­wa­nym prze­bo­jem, nie tylko dla fanów moto­ry­za­cji, ale dla każ­dego, kto lubi wyzwa­nia i wyma­ga­jące gry. Jeżeli jesz­cze jej nie ścią­gnę­li­ście — zde­cy­do­wa­nie polecam.

  • 7 / 10
  • Platforma: PS3

Dodaj komentarz