Chyba wszyscy gracze znają serię „Gran Turismo” zapoczątkowaną przez Polyphony na pierwsze PlayStation. Znana niegdyś jako najbardziej realistyczny symulator wyścigów dostępny na konsole, od zawsze wywoływała duże emocje, jednak tak wielkich, jak najnowsza, nadchodząca piąta odsłona, jeszcze nie. Nic zatem dziwnego, że wygłodniali fani czekają z niecierpliwością na nawet najmniejsze skrawki informacji.

Polyphony, wychodząc tym oczekiwaniom naprzeciw, udostępnili, via PSN, ważącą około 220MB wersję demonstracyjną, w której jednak główny nacisk nie jest położony na grafikę, a rozgrywkę. Gran Turismo 5 Academy nie jest co prawda demem w pełnym tego słowa znaczeniu, ale spełnia swoje zdania w stu procentach – zachęca do kupna już w dniu premiery.

Gra oferuje jedno auto (Nissan 370Z) w dwóch konfiguracjach – standardowej (kolor czerwony), i podrasowanej (ciemny granat), jeden tor (Indianopolis Motor Speedway) i jeden tryb (Time Trial).

Rozgrywka jest bardzo trudna, nawet dla kogoś, kto z poprzednimi częściami miał dużo do czynienia. Tor, mimo że nie wydaje się najtrudniejszy, wymaga pełnego skupienia, szczególnie podczas prowadzenia standardowej wersji samochodu. Każda praktycznie pomyłka, za mocno naciśnięty gaz, za ostre wejście w zakręt, zbyt późne hamowanie, wszystko to kończy się albo (w najlepszym wypadku) wypadnięciem z toru na trawę/piasek, który skutecznie spowalnia gracza, albo (w najgorszym) wykręceniu kilku „bączków” (obrotów o 360°). Ale w obu przypadkach nie ma żadnego sensu wracanie na tor. Czas leci nieubłaganie, a wycofanie auta z trawy zajmuje tyle, co przejechanie ćwierci trasy. Pełne skupienie i dobry refleks zostają jednak nagrodzone – ustanowienie swojego rekordu, a następnie bicie go dostarcza niesamowitej frajdy, podobnie jak drapanie się po szczebelkach rankingów (mój rekord: 2008 miejsce, w podrasowanej wersji).

Graficznie nie jest zbyt szczególnie. Auto co prawda jest świetnie zrobione, zarówno od zewnątrz (przez tylną szybę widać, jak kierowca zmienia biegi i skręca), jak i od zewnątrz. Otoczenie jednak pozostawia dużo do życzenia – drzewa składające się z kilku bitmap, tor podobnie (tak, to widać, szczególnie podczas widoku „z okna”, bez kokpitu). Trawa i piasek wyglądają dobrze tylko oglądane z prędkością kilkunastu kilometrów na godzinę, w innym przypadku dzielą los drzew i trasy.

Modelu zniszczeń nie ma (ma być w pełnej wersji), chociaż według mnie, nie będzie potrzebny. Gra wymusza perfekcję, a każdy kontakt z bandą unieważnia czas okrążenia.

Jeżeli zapomnimy o słabej grafice otoczenia, a skupimy się na tym, co Polyphony chce nam pokazać, czyli na świetnej fizyce, gra staje się murowanym przebojem, nie tylko dla fanów motoryzacji, ale dla każdego, kto lubi wyzwania i wymagające gry. Jeżeli jeszcze jej nie ściągnęliście – zdecydowanie polecam.