Brazil“

Tomek — 13.12.2009 — FilmKomentarze (0) — Tagi: , , ,

Filmy Terry’ego Gil­liama od zawsze spo­ty­kały się z dużym zain­te­re­so­wa­niem. Nie ma się co dzi­wić, w końcu to on reży­se­ro­wał (no dobra, był jed­nym z reży­se­rów) naj­słyn­niej­szy film grupy Monty Python — „Monty Python i Święty Graal“, któ­rej był zresztą człon­kiem od początku do końca.

Akcja filmu dzieje się w bli­żej nie­zna­nym tota­li­tar­nym kraju w XX wieku. Spo­łe­czeń­stwo jest cał­ko­wi­cie zawład­nięte przez kon­sump­cjo­nizm, osoby na ulicy widziane są naj­czę­ściej w towa­rzy­stwie wóz­ków wypcha­nych po brzegi zaku­pami, a dzieci pytane, co chcia­łyby dostać od Miko­łaja, odpo­wia­dają że kartę kre­dy­tową. Pań­stwo nasta­wione jest na wyzysk oby­wa­teli, każąc na przy­kład zwra­cać koszt śledz­twa i pobytu w odosob­nie­niu oso­bom ściganym.

Obraz ema­nuje gro­te­ską i prze­ry­so­wa­niem, a także cierpką satyrą, doty­ka­jąc w dużej mie­rze tema­tów, które w Ame­ryce Pół­noc­nej w latach 80-tych były bar­dzo popu­larne — ope­ra­cje pla­styczne, modne kre­acje, popu­la­ry­za­cja kre­dy­tów czy nepotyzm.

Gra­ficz­nie film zachwyca, łącząc ele­menty z wystroju panu­ją­cego w USA w latach 20-tych i 40-tych XX wieku z zim­nym sty­lem prze­siąk­nię­tym maszy­nami i… rurami (tak, reży­ser w nie­mal każ­dym miej­scu i z upo­rem maniaka umiesz­cza rury). Efekty spe­cjal­nie rów­nież stoją na wyso­kim pozio­mie, i nawet dziś, po nie­mal 25 latach potra­fią zachwy­cić, tym bar­dziej że robiono je bez pomocy mode­lo­wa­nia kom­pu­te­ro­wego. Podob­nie muzyka, nie narzuca się, nigdy nie stara się być na pierw­szym pla­nie, a przy tym pasuje ide­al­nie do sytu­acji. Utwór prze­wodni, z któ­rego zresztą zaczerp­nięto koń­cowy tytuł filmu, swoją sty­li­styką pod­kre­śla dualizm scenerii.

Histo­ria przed­sta­wiona w fil­mie z początku wydaje się pro­sta — urzęd­nik niskiego szcze­bla, Sam Lowry, by unik­nąć mara­zmu i gnu­śno­ści powo­do­wa­nej swą posadą ucieka w marze­nia. W nich jest skrzy­dla­tym ryce­rzem w lśnią­cej zbroi ratu­ją­cym wyśnioną kobietę z klatki zawie­szo­nej na nie­bie. Punk­tem kul­mi­na­cyj­nym jest próba zwrotu nad­płaty wyni­kłej przy drob­nym błę­dzie kom­pu­tera (mar­twa mucha, wpa­da­jąc do dru­karki powo­duje zwar­cie, i zamiast nazwi­ska „Tut­tle“, wycho­dzi „But­tle“). Lowry, ofe­ru­jąc pomoc swo­jemu nie­zbyt roz­trop­nemu prze­ło­żo­nemu, dekla­ruje chęć wrę­cze­nia czeku. Pod­czas próby ure­gu­lo­wa­nia należ­no­ści, Sam widzi kobietę, która nacho­dzi go w snach. Nie­wiele myśląc, idzie za nią i pró­buje zjed­nać sobie jej uczu­cia. Ta, sta­ra­jąc się wyja­śnić zaist­niałą pomyłkę, staje się wro­giem sys­temu, a Lowry, pró­bu­jąc jej pomóc, współwinnym.

Kolejne sceny stają się coraz to cie­kaw­sze, a wyda­rze­nia, któ­rych świad­kiem jest Lowry, mają póź­niej odzwier­cie­dle­nie w jego fan­ta­zjach. W końcu nie jest już pewne, co jest jawą, a co snem.

Aktor­stwo w fil­mie stoi na bar­dzo wyso­kim pozio­mie. Bar­dzo dobry Jona­than Pryce w roli Sama (w końcu to ten wła­śnie obraz poka­zał go szer­szej publicz­no­ści i stał się jego drzwiami do kariery kino­wej), rów­nie dobry Michael Palin, tu gra­jący sta­rego zna­jo­mego pro­ta­go­ni­sty, a także przy­kład­nego ojca i pra­cow­nika zna­nego z pla­ka­tów pro­pa­gan­do­wych lat 40-tych, czy w końcu Robert De Niro, z małą ale jak zna­czącą rolą, poja­wia­jąc się na ekra­nie dosłow­nie na chwilę, przy­ćmiewa wszyst­kich cha­ry­zmą i tajem­ni­czo­ścią (i po tro­chu kom­plet­nie gro­te­skową, acz­kol­wiek wymu­szoną przez pań­stwo, postawą).

Jak łatwo teraz zauwa­żyć, „Bra­zil“ jest wzo­ro­wane na „Roku 1984″ Orwella (ba, naj­pierw film miał być nazwany „1984 ½“), z tą jed­nak róż­nicą, że w przy­padku obrazu Gil­liama, pań­stwo i jego ustrój są przed­sta­wione na zasa­dzie wspo­mnia­nych satyry i gro­te­ski, a nie jak u Bry­tyj­czyka, powagi. Nie ma też ucie­le­śnie­nia wła­dzy w postaci „Wiel­kiego Brata“, ale za to, są Mini­ster­stwa (lub Depar­ta­menty, zależ­nie od tłu­ma­cze­nia), inwi­gi­la­cja i nie­omyl­ność rządu.

Po dwu­dzie­stu pię­ciu latach film nadal intry­guje, bawi i zachęca do wysnu­wa­nia wła­snych inter­pre­ta­cji, a to chyba naj­lep­sza reko­men­da­cja. Szcze­rze pole­cam, każdemu.

  • 8 / 10

Dodaj komentarz