Nigdy nie byłem fanem black metalu. Co prawda doceniam gatunek jako taki, ale nigdy nie miałem nawet swojego ulubionego wykonawcy. Bardziej „przy okazji“ zapoznawałem się z tą gałęzią, ale odkąd przeczytałem, że Attila Csihar jest pełnoprawnym wokalistą norweskiego Mayhem, postanowiłem, że trzeba to sprawdzić!
Samego Attylę Huna znam ze współpracy z bogami drone doomu — Sunn O))), i ze śmiesznych zdjęć przedstawiających go poprzebieranego na scenie. Ale do rzeczy.
„Ordo Ad Chao“ (tak, w nazwie jest błąd) to jedno z bardziej kontrowersyjnych dzieł Norwegów, głównie przez produkcję. Bardzo duży nacisk położono na atmosferę, i chociaż niektórym wydaje się, że Mayhem miejscowymi wyciszeniami maskuje niedoróbki, wcale tak nie jest. Wystarczy zagłębić się w album, by zobaczyć że chodzi tu o podkreślenie dusznego, ciężkiego i przygnębiającego klimatu płyty.
Longplay składa się z ośmiu krótkich utworów (tylko dziewięciominutowy „Illuminate Eliminate“ się wyróżnia) i trwa 40 minut. Od strony muzycznej jest fajnie, bardzo podoba mi się potężna perkusja i niski bas. Jednak na szczególną uwagę zasługuje wspomniany na początku Atilla. Skwierczący pisk, dający się jednak zrozumieć, połączony z niskim growlem wywierają mocne wrażenie, by nie powiedzieć lęk.
Jak powiedziałem, nie jestem znawcą gatunku, ale mimo to, „Ordo Ad Chao“ bardzo mi się podoba, i mam nadzieję, że Norwedzy zdecydują się na nagranie kolejnej płyty z Csiharem.
[…] pisałem przy okazji recenzowania “Ordo Ad Chao“, dość słabo znam black metal. Jednak, głównie przez ciekawość, zapoznaje się z tym […]